Justyna
Chcę dać świadectwo cudownego uzdrowienia, ku pokrzepieniu wszystkich zrozpaczonych. Kilkanaście miesięcy temu zachorował nasz kochany chłopczyk. Lekarze mówili, by przygotować się na wszystko. Maluszek był na oiom-ie. Długo nie wiadomo było, co mu jest. Prosiliśmy Boga już tylko o cud. Pamiętam moje słowa w płaczu: "Jezu, jeśli to wszystko, co pisała sw Faustyna w Dzienniczku, było prawdą, błagam przyjdź i pozwól...
Czytaj całe świadectwo
Chcę dać świadectwo cudownego uzdrowienia, ku pokrzepieniu wszystkich zrozpaczonych. Kilkanaście miesięcy temu zachorował nasz kochany chłopczyk. Lekarze mówili, by przygotować się na wszystko. Maluszek był na oiom-ie. Długo nie wiadomo było, co mu jest. Prosiliśmy Boga już tylko o cud. Pamiętam moje słowa w płaczu: "Jezu, jeśli to wszystko, co pisała sw Faustyna w Dzienniczku, było prawdą, błagam przyjdź i pozwól mu żyć". Po kilku dniach coś się stało. Pani doktor zadzwoniła, by powiedzieć, że nie wie dlaczego, ale nagle parametry maluszka zaczęły odwracać się w drugą stronę. Nagle. Było to 22 lutego. Nie muszę chyba nic więcej dodawać. Jezu, po raz kolejny dziękuję Ci za jego życie, za cud, za łaskę, za to, że w tak dobitny sposób pokazałeś, że to Ty sam przyszedłeś do naszego maluszka, jak wtedy do św. Faustyny. Jezus jest, uwierzcie Jego słowom, Jego miłosierdziu. On może wszystko, WSZYSTKO. DZIĘKUJĘ Ci. Panie!!!