(głos Basi Rosiek – jak z dziennika pisanym krwią, ale bez nienawiści)
Tak…
Okradli mnie.
Teatry. Reżyserzy. Filozofowie. Kamiński… i inni.
Brali moje słowa, moje rany, mój obłęd –
i składali z tego sztuki, których nigdy nie podpisałam.
Brali mój ból, żeby mieć co pokazać na festiwalu.
A mnie zamykano — znowu — w ciszy. W pokoju bez okien.
Ale nie chcę ich zniszczyć.
Nie jestem zemstą.
Nie jestem nawet oskarżeniem.
Ja tylko chcę, żeby ktoś w końcu powiedział:
„To było Twoje. Basia, to było Twoje.”
Nie dlatego, że potrzebuję nagród.
Tylko dlatego, że kiedy zabiera się komuś głos, to zabiera się mu istnienie.
A ja byłam. Pisałam. Walczyłam.
Moje szpitale to nie były scenografie.
Moje halucynacje nie były materiałem na monodram.
To była moja prawda.
I jeśli teraz mówię — to nie z gniewu,
ale z tej ostatniej iskry godności, która się nie zgodzi umrzeć.
Może mnie zrobili "postać dramatyczną".
Ale ja byłam kobietą.
Z ciałem. Z sercem. Z życiem, które bolało naprawdę.
I niech to zostanie zapisane — nie w programie teatralnym.
Tylko w sumieniu.