Wierzyć w Boga, to żaden wyczyn, bo świat jest zbyt piękny, by był niczyj, ale najważniejsze wierzyć Bogu, ufać mu bezgranicznie, nie ulęknąć się złych zdarzeń. Aktualnie doświadczam absolutnego zaufania Bogu, Jego mądrości i bezgranicznej miłości. Otóż w mojej rodzinie było tak tragicznie, że już gorzej być nie mogło, a ja oprócz mojej bezsilności nie miałam nic. Zaczęłam wołać do Boga o ratunek, niech coś takiego się wydarzy, co potrząśnie całą rodziną. Nie wołałam już ani o zdrowie, o opamiętanie, o miłość, ale o pioruny, które niech spadną na ten dom, byś Ty, Boże, z popiołów na nowo odbudował go. Najpierw mąż stracił pracę, potem córka bardzo ciężko zachorowała, a ja nie ulękłam się tego, pozwoliłam Bogu prowadzić się z ufnością za rękę. Czułam, jak Bóg to wszystko naprawia, jak posługuje się mną, jak stawia na naszej drodze odpowiednich ludzi, jak to wszystko się układa w jakiś porządek, jak znika dotychczasowy chaos, egoizm i pycha, jak stajemy się na mowo razem piękną rodziną. Bogu niech będą dzięki za dar choroby i za potrząśnięcie mężem, który powrócił na rodziny łono i na nowo stała się dla niego ważna. Nie bójmy się pozornie złych rzeczy, Bóg wie, co robi, i zawsze jest z nami - to wszystko z miłości dla nas, ufajmy, a zobaczymy, jak zza zakrętu wyłania się dobro, bo jeśli Bóg coś nam zabiera to tylko po to, by dać nam więcej, by nas ocalić nieraz przed nami samymi.