Małgorzata
W 2011 roku moja bratanica miała bardzo poważny wypadek. Lekarze najpierw nie wiedzieli, czy przeżyje, potem - że nie będzie chodzić, a także: czy nie będzie amputacji nóg. Wtedy modliłam się bardzo żarliwie do Miłosierdzia Bożego i prosiłam o wstawiennictwo Siostrę Faustynę. Nigdy wcześniej nie zawierzyłam tak mocno. Czułam wtedy, tak głęboko, tak ufnie, że Pan Bóg mnie wysłucha, że będzie cud. I tak się stało...
Czytaj całe świadectwo
W 2011 roku moja bratanica miała bardzo poważny wypadek. Lekarze najpierw nie wiedzieli, czy przeżyje, potem - że nie będzie chodzić, a także: czy nie będzie amputacji nóg. Wtedy modliłam się bardzo żarliwie do Miłosierdzia Bożego i prosiłam o wstawiennictwo Siostrę Faustynę. Nigdy wcześniej nie zawierzyłam tak mocno. Czułam wtedy, tak głęboko, tak ufnie, że Pan Bóg mnie wysłucha, że będzie cud. I tak się stało, przeżyła. Po kilku operacjach jest sprawną osobą; chodzi normalnie, czasem biega - ostatnio chciała pojechać i spróbować jazdy na nartach, żyje normalnie, skończyła studia z wyróżnieniem, konsekwencje są bardzo niewielkie i niewspółmierne do skutków tak strasznego wypadku. To zdarzenie, leczenie i terapie zmieniły pozytywnie także ją samą. Dziękuję Bogu za nią i za to, że potrafię tak mocno i zwyczajnie wierzyć (nie zdawałam sobie sprawy).