Artur
W Wigilię 2020 roku zacząłem odczuwać objawy chorobowe wskazujące na zarażenie koronawirusem. Dzień później, zacząłem czuć się coraz gorzej i nie byłem w stanie wytrwać do końca Mszy Świętej. Wyszedłem w jej trakcie do domu i położyłem się do łóżka, a następnie zostałem objęty kwarantanną. Mimo troskliwej opieki mojej kochanej żony, było ze mną coraz gorzej. Kiedy po upływie około dwóch tygodni zacząłem się dusić...
Czytaj całe świadectwo
W Wigilię 2020 roku zacząłem odczuwać objawy chorobowe wskazujące na zarażenie koronawirusem. Dzień później, zacząłem czuć się coraz gorzej i nie byłem w stanie wytrwać do końca Mszy Świętej. Wyszedłem w jej trakcie do domu i położyłem się do łóżka, a następnie zostałem objęty kwarantanną. Mimo troskliwej opieki mojej kochanej żony, było ze mną coraz gorzej. Kiedy po upływie około dwóch tygodni zacząłem się dusić, pogotowie przewiozło mnie do szpitala, gdzie zdiagnozowano u mnie potężny zator płucny spowodowany koronawirusem. Trafiłem na oddział intensywnej opieki medycznej, a personel medyczny, o czym dowiedziałem się później poinformował moją kochaną żonę, że rokowania nie są optymistyczne i nie przeżyję najbliższej lub kolejnej nocy. Kiedy już leżałem na sali podłączony do urządzeń medycznych, zdołałem pobrać na telefon z internetu fotografię ołtarza z kaplicy w krakowskich Łagiewnikach z cudownym obrazem Jezusa Miłosiernego, będącym wówczas obok obrazem świętej Siostry Faustyny oraz trumienką z białego marmuru, w której spoczywają Jej doczesne szczątki. Zdołałem także odmówić Modlitwę Różańcową. To co się działo później pamiętam jak przez mgłę. Z upływem czasu mój stan zdrowia zaczął się poprawiać. Kiedy kilkanaście dni później wykonano mi w szpitalu kolejne badanie TK, nie było na nim śladu potężnego zatoru płucnego. Lekarze sprawdzali, czy nie nastąpiła pomyłka, a później wielu z nich mówiło o cudzie. Nadal lekarze patrząc na moje wyniki badań z dnia przyjęcia do szpitala oraz tych wykonanych kilkanaście dni później, upewniają się, czy na pewno dotyczą tego samego pacjenta. Po wyjściu ze szpitala dowiedziałem się, że moja kochana żona w tym czasie modliła się w każdej wolnej chwili w intencji odzyskania przeze mnie zdrowia, odmawiając m.in. wiele Koronek do Miłosierdzia Bożego. Dowiedziałem się także, że o łaskę zdrowia dla mnie prosiły wówczas także grupy modlitewne, za co podziękowałem im intencją mszalną. Zdawałem sobie sprawę, że musiała w tej sprawie nastąpić interwencja Boska, skoro zaskoczyła ona nawet lekarzy. Nie okazałem jednak Panu Jezusowi Miłosiernemu należytej wdzięczności za uzdrowienie. Popełniłem błąd, który odbił się na moim prawie 30-letnim małżeństwie. Dlatego teraz znów pokornie proszę Pana Jezusa Miłosiernego za wstawiennictwem świętej Siostry Faustyny o uratowanie mojego małżeństwa i odzyskanie miłości mojej kochanej żony. Proszę pokornie wszystkich Was, którzy przeczytacie moje świadectwo, o modlitwę w tej samej intencji. Bóg zapłać.