Świadectwo Ocalonej z Zagłady
Helena była kobietą już u kresu życia. Ja chodziłam do gimnazjum. Odwiedziłam ją. Zawsze była błyskotliwa, inteligentna, mocno stąpająca po ziemi; trzymała się życia i znała jego trud oraz wartość. Przyjmowała wszystko spokojnie. Jako ofiara Auschwitz i zbrodniczych eksperymentów medycznych, zachowywała się zupełnie stabilnie. Nie straciła wiary po obozie, a w obozie była za nią upadlana, prześladowana...
Czytaj całe świadectwo
Helena była kobietą już u kresu życia. Ja chodziłam do gimnazjum. Odwiedziłam ją. Zawsze była błyskotliwa, inteligentna, mocno stąpająca po ziemi; trzymała się życia i znała jego trud oraz wartość. Przyjmowała wszystko spokojnie. Jako ofiara Auschwitz i zbrodniczych eksperymentów medycznych, zachowywała się zupełnie stabilnie. Nie straciła wiary po obozie, a w obozie była za nią upadlana, prześladowana, represjonowana. Podarowała mi kiedyś zapisaną kartkę. Wzięłam ją do domu, ale nie wiedziałam, co z tym zrobić. Pisało tam, że będąc w Auschwitz zobaczyła z grupą więźniów na niebie Maryję z Józefem, po prostu Świętą Rodzinę, także Jezusa. Mocno akcentowała Matkę Boską, obleczona była w dwanaście gwiazd. Unosiła się na półksiężycu. Józef trzymał narzędzia rzemieślnicze. Więźniowie odebrali to jako zapowiedź kresu wojny i rzeczywiście niedługo doczekali się wyzwolenia. Helena, jako osoba religijna, uczciwa, prosta kobieta, pokorna, silna, prostolinijna, z jasnym umysłem, bardzo mądra – i odchodząca z tego świata, nie miała już żadnych celów. Nosiła swoją wizję w sobie z poczuciem normalności. Przecież widziała niepojęte rzeczy, ocierała się o śmierć, mówiła o piekle Zagłady, odczuła, iż w obozie koncentracyjnym szalały demony. To było okrucieństwo ponad miarę człowieka, ale ludzie byli narzędziami do czynienia zła. Mijały lata i przykro mi było, że zabrakło mi odwagi, by wykonać misję i opowiedzieć o tym, że więźniowie nie byli sami w Auschwitz. Ja odebrałam jej wizję jako zapowiedź tworzenia nowego ładu w Europie, świata bez granic, choć na chwilę, bo historia zaczyna się znowu pętlić, jakby zataczała krąg. Ukraina cierpi, ludność jest eksterminowana. Może to czas, żeby sobie przypomnieć przeszłość. Dziękuję Ci, Boże, za obecność Heleny w moim życiu, za łagodzenie mojej niesforności, za przywoływanie do twardego trzymania się zasad życia, które jest wartościowe w swojej zwyczajności, a nie ekscentryczności; w poświęceniu, a nie staniu na przodzie. Za jej cichą wiarę do końca, tak głęboko zjednoczoną z ideą Świętej Rodziny, chociaż na starość w chorobie była traktowana przez własną rodzinę jako zbyteczny ciężar, a ona znała wartość życia, człowieka, jego godność, mimo wszystko nie ugięła się nigdy i zachowała racjonalność i odwagę, wszystkie dobre wartości. Wiedziała, co jest najwyższą wartością i nie bała się ryzykować życia za przejawy kultu w obozie, w piekle, bo inaczej mówiła, że tego nazwać nie można. W obozie była przed 30 rokiem życia, odebrała dogłębnie jego tragiczną lekcję dla ludzkości i nie opowiadała o tym. Znalazłam ją przez księdza z podkrakowskiej parafii. Pokazywała mi swoje blizny po zbrodniczych praktykach medycznych. Widziałam jej łzy, jakie stały w oczach. I brak pretensji do ludzi i Boga. Przyjęła to jako doświadczenie, zwyczajne, czasu wojny, bez buntu, złości i pytań, dlaczego ona...