Zofia
Tak naprawdę, to nie wiem, od czego zacząć, ale mam nadzieję, że z pomocą Ducha Świętego dam świadectwo mocy modlitwy na różańcu. Wydaje mi się, że moje życie nie było łatwe, czasami określałam, że jestem "pechowym człowiekiem?. Starałam się żyć tak, jak Pan Bóg nakazał. Byłam osobą, która dużo od siebie wymagała. Miałam wrażenie, że swoim postępowaniem powinnam poradzić sobie z przeciwnościami losu. Wiele zdarzeń...
Czytaj całe świadectwo
Tak naprawdę, to nie wiem, od czego zacząć, ale mam nadzieję, że z pomocą Ducha Świętego dam świadectwo mocy modlitwy na różańcu. Wydaje mi się, że moje życie nie było łatwe, czasami określałam, że jestem "pechowym człowiekiem?. Starałam się żyć tak, jak Pan Bóg nakazał. Byłam osobą, która dużo od siebie wymagała. Miałam wrażenie, że swoim postępowaniem powinnam poradzić sobie z przeciwnościami losu. Wiele zdarzeń, które miały miejsce w moim życiu, było odwrotnością tego, czego oczekiwałam. Żyłam prawie w ciągłym strachu, niepewności, poczuciu winy i czułam się gorszą od innych ludzi, którym się układało. Zadawałam sobie pytanie: czy jestem zła, że troski dopadają mnie i moją rodzinę. Modliłam się i prosiłam Boga i Matkę Najświętszą o pomoc, a w głębi duszy miałam wątpliwości, czy zasługuję, żeby Bóg mnie wysłuchał. Teoretycznie zdawałam sobie sprawę, że wola Boża jest najważniejsza i trzeba się z nią godzić, że cierpienie ma swój sens. Mimo to istniejąca ciężka sytuacja była przeze mnie nie do przyjęcia, wzbudzała we mnie żal, niepokój, czasami wręcz panikę, co złego nas jeszcze czeka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wola Boża to dobroć, którą Bóg chce dawać każdemu. W naszym życiu rodzinnym pojawiły się bardzo poważne problemy. Okres bardzo ciężki, pełen naszych słabości, niepokoju, z którymi nie potrafiliśmy sobie poradzić w żaden sposób. Rozpoczął się w moim życiu czas gorącej modlitwy. Nadal jednak pełnej wątpliwości, czy zasługuję, aby Bóg mnie wysłuchał, i czy to, o co proszę, jest zgodne z Jego wolą. Z czasem zrozumiałam, że jedynym ratunkiem jest oddanie naszego cierpienia Jezusowi Miłosiernemu przez ręce Matki Najświętszej. Modlitwa i głęboka wiara, że Bóg nas nie opuści i nie pozwoli, abyśmy żyli z dala od Niego, ponieważ to było dla mnie najbardziej bolesne. Szukałam sposobu, jak powinnam się modlić, aby Bóg mnie usłyszał, byłam w wielkiej rozpaczy, że zło i cierpienie dotyka moich najbliższych i mnie. Cierpiałam, że moją rodzinę spotkały takie słabości, które bardzo ranią Jezusa. Odprawiłam Nowennę Pompejańską i odmawiam Różaniec. Prośba do Miłosierdzia Bożego poprzez odmawianie Koronki, rozmowa z Jezusem Miłosiernym, uczestnictwo w Eucharystii nie tylko w niedzielę, ale i w dni powszednie pozwoliły mi odnaleźć się w naszym cierpieniu. Zrozumiałam, że musimy przyjąć krzyż, a prawdziwa ufność w dobroć Jezusa i Matki Bożej pomoże nam. Aby całkowicie zaufać Bogu, porównywałam po ludzku moją matczyną miłość do swoich dzieci i przekonałam się, że On kocha nas miłością doskonałą, bezinteresowną i chce dla nas dobra, bo jesteśmy Jego dziećmi. Zrozumiałam, że jedynie Bóg wie, co jest dla nas najlepsze, a to, co przeżywamy sprawi, że lepiej poznamy Bożą prawdę, która będzie nas prowadzić do Niego. Odzyskałam spokój, który przyniosła mi modlitwa różańcowa i Koronka do Miłosierdzia Bożego. Nie przestaje się modlić, a w naszej rodzinie małymi kroczkami zaczęło dziać się coraz lepiej. Potrzebujemy jeszcze wiele Bożej łaski i błogosławieństwa przez wstawiennictwo Matki Bożej w poprawianiu naszego życia. Całym sercem ufam Jezusowi Miłosiernemu i Matce Najświętszej, że moja rodzina, nasze dzieci, otrzymamy potrzebne łaski, aby nie ranić Jezusa i żyć według Bożych przykazań.