Kolejne moje świadectwo w dość krótkim czasie... U mojego kolegi z lat dzieciństwa zdiagnozowano nowotwór mózgu, człowiek ma 41 lat, wiadomość ta bardzo mnie zasmuciła, poczułem się zdruzgotany... Muszę przyznać, że z pewną (niestety!!!) niewiarą i powątpiewaniem zwróciłem się do Miłosiernego Jezusa... Wczoraj wiadomość - kolega jest po operacji, już chodzi, guz usunięty, ma bardzo dobre rokowania! Panie Jezu Chryste, dziękuję Ci za Twoją ogromną łaskę i miłosierdzie i proszę w dalszym ciągu o siłę, odwagę, nadzieję i wiarę dla kolegi! Oczywiście, nie będę ustawał w modlitwach. I przepraszam, że czasem ze mnie niedowiarek, ale nie rezygnuję, walczę, umacniam się! ps. Do czytających - proszę nie ignorować uporczywych, dewastujących i nawracających bóli głowy...