W 2011 r. przeszłam operację żuchwy ? był to końcowy etap leczenia ortodontycznego. Było wszystko w porządku, aż do 2013 r., kiedy to dopadł mnie jakiś wirus i spowodował również uszkodzenie nerwu w żuchwie. Efekt był taki, że jedna część mojej brody była jakby odrętwiała, utrudniało to poprawną wymowę. Początkowo miałam nadzieję, że ten stan minie i stosowałam różne rzeczy od witamin zaczynając po zioła tybetańskie. Coś tam się polepszyło, ale już nie było tak, jak wcześniej. Byłam zrozpaczona swoim stanem, bardzo nie chciałam, aby tak zostało. Zaczęłam wtedy więcej się modlić. W 2013 r. sięgnęłam po "Dzienniczek" św. Siostry Faustyny, ale w ogóle mnie wtedy nie porwał, ?pochłonęłam? go nieco później ? wiosną 2014 r. i cały czas mam go przy sobie. W tym też czasie miałam sen ? szłam jakby w zupełnej ciemności, wszędzie było czarno, tak, że nawet nie widziałam drogi pod stopami i jedynie, kiedy klaskałam w dłonie, pokazywało się światło. Jakoś nie do końca rozumiem znaczenia tego snu, ale mocno go zapamiętałam. Moją codzienną modlitwą od bardzo dawna jest Koronka do Miłosierdzia Bożego, staram się również odmawiać różaniec, a w czasie przerwy w pracy często odwiedzam kościół. Bardzo się cieszę, kiedy mogę modlić się za pośrednictwem tej strony. Można powiedzieć, że w tym całym swoim nieszczęściu zrobiłam krok milowy w wierze. Kilkakrotnie przechodziłam stany buntu i pretensji do Boga. Czułam, jak cały żal wylewa się ze mnie. Dzięki Bogu mijały te stany i po każdym z nich moja ufność rosła. Przeszłam też kilka spowiedzi, na których wyznałam zatajane długo grzechy, przystępując w takim stanie wcześniej do Komunii św. Każdą Mszę św. przeżywam obecnie inaczej, lepiej, głębiej. Przeczytałam w tym czasie najwięcej książek religijnych w swoim życiu. Ale nie piszę tego, aby się tym chwalić. Mój stan uległ poprawie, ale czuję, że jeszcze brakuje. Chodzę na rehabilitację, na zewnątrz widać tak jakby trochę większą bruzdę z jednej strony. Ostatnio w mojej parafii była Msza św z modlitwą o uzdrowienie, a po Mszy możliwość skorzystania z modlitwy wstawienniczej. Usłyszałam słowa, że muszę więcej zaufać Jezusowi, nie skupiać się tak bardzo na swojej fizyczności, nie izolować się od ludzi. Wszystko, co usłyszałam, to była prawda odnosząca się bardzo do mojego stanu. Tydzień po tej modlitwie przeżyłam wspaniale, tak jakby całe to przygnębienie odeszło. Znów jednak powracają stany lęku, jak to będzie dalej, brak nadziei, brak życia. Czasem w nocy serce wali jak szalone. Czyli mam jeszcze trochę/dużo do zrobienia w kwestii ufności. Zobaczymy, jak będzię dalej, ale wiem, że w tym wszytkim nie jestem sama. Wiem, że Miłosierdzie Boże jest niezgłębione. Może jeszcze będzie część dalsza tego świadectwa.