W Sierpniu 2022 roku u mojej córki wykryto guza wielkości 15 cm w dolnych drogach rodnych. Badania i wstępne diagnozy wskazywały na nowotwór złośliwy. Operacja miała potwierdzić lub wykluczyć nowotwór. Zawsze byłam osobą wierzącą, lecz mało praktykującą. Z dniem, kiedy córka powiedziała mi, co wykryto u niej podczas wizyty, świat mi się zawalił. Wtedy zaczęłam prosić Jezusa i Maryję o pomoc; jak to zwykle bywa: jak trwoga to do Boga.
Siostra powiedziała mi o różańcu pompejańskim, który zaczęłam odmawiać na przemian z Koronką do Miłosierdzia Bożego. Pamiętam dzień operacji, kiedy córka zadzwoniła i powiedziała, że idzie na blok operacyjny - byłam na skraju wytrzymałości. Kogo mogłam, prosiłam o modlitwę za moją córeńkę. A sama przez łzy chwyciłam za różaniec i prosiłam Jezusa, żeby Jego ręce były rękoma lekarza. Kiedy skończyłam modlitwę, na przemian z prośbą, coś kazało mi jechać do szpitala. W dniu operacji nie mogłam widzieć się z córką.
W chwili, kiedy wysiadłam z windy nagle zobaczyłam lekarza, który operował córkę. Podbiegłam. Lekarz powiedział, że operacja się udała i nie ma nowotworu (WPSOMNĘ ZE OPERACJA BYŁA ZAPLANOWANA NA 4 GODZ, TRWAŁA 1,5 GODZ). Przysięgłam sobie, że będę MÓWIĆ O TYM WSZYSTKIM, którzy będą mnie słuchać. Ja jestem dowodem na to, że cuda się zdarzają, a prośby są wysłuchane. Od tamtego czasu powierzam wszystkie moje sprawy. Dziękuję Ci, JEZU!