Wersja: 20260824a zaktualizowano 24.08.2026 17:04
Świadectwa

Świadectwa

Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.

Archiwum

Archiwum świadectw

Strona 32 z 450

  1. Ewa

    Łączę się o 15.00 przez TVP3 w modlitwie z sanktuarium w Łagiewnikach, odmawiając Koronkę j czuję taki spokój po Koronce. I Ten cudowny obraz Jezusa Miłosiernego można widzieć i polecać intencje.

    Czytaj całe świadectwo

    Łączę się o 15.00 przez TVP3 w modlitwie z sanktuarium w Łagiewnikach, odmawiając Koronkę j czuję taki spokój po Koronce. I Ten cudowny obraz Jezusa Miłosiernego można widzieć i polecać intencje.

  2. Dominika

    Wymodliłam wiele łask przed cudownym obrazem ukochanego Jezusa, a wszystko za sprawą Siostry Faustyny. Codziennie łączę się przez stronę internetową i chociaż na krótką chwilę i skupiam się w modlitwie. Jestem wdzięczna, kochane Siostry, że zapewniacie nam, odbiorcom, możliwość spotkania z Bogiem i Siostrą Faustyną.

    Czytaj całe świadectwo

    Wymodliłam wiele łask przed cudownym obrazem ukochanego Jezusa, a wszystko za sprawą Siostry Faustyny. Codziennie łączę się przez stronę internetową i chociaż na krótką chwilę i skupiam się w modlitwie. Jestem wdzięczna, kochane Siostry, że zapewniacie nam, odbiorcom, możliwość spotkania z Bogiem i Siostrą Faustyną.

  3. Ewa

    Obraz: "Jezu, ufam Tobie" jest cudowny. Dzięki prośbie przed obrazem usłyszałam wewnętrzny głos, co mam czynić. Dziękuje, Jezu!

    Czytaj całe świadectwo

    Obraz: "Jezu, ufam Tobie" jest cudowny. Dzięki prośbie przed obrazem usłyszałam wewnętrzny głos, co mam czynić. Dziękuje, Jezu!

  4. Małgorzata Skrzypiec Heinze

    Składam ŚWIADECTWO życia w CELIBACIE już 15 rok oddanemu Bogu

    Czytaj całe świadectwo

    Składam ŚWIADECTWO życia w CELIBACIE
    już 15 rok oddanemu Bogu

  5. Marcin

    Szczęść Boże ! Ja w sprawie losowania Patrona. Mój ulubiony numer to 23 ze względu na Michaela Jordana. Tym razem, nie wiem czemu, wpisałem numer 22. Patron mój to Trójca Święta i cytat z "Dzienniczka" św. Faustyny: Mów światu o Moim miłosierdziu.. . W latach 90., tak pod koniec, chodziłem do klasztoru w Radomiu na Struga modlić się. Tam jest taki stary klęcznik i obraz: Jezu, ufam Tobie. Prawdopodobieństwo tego, że...

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże !
    Ja w sprawie losowania Patrona. Mój ulubiony numer to 23 ze względu na Michaela Jordana. Tym razem, nie wiem czemu, wpisałem numer 22. Patron mój to Trójca Święta i cytat z "Dzienniczka" św. Faustyny: Mów światu o Moim miłosierdziu.. . W latach 90., tak pod koniec, chodziłem do klasztoru w Radomiu na Struga modlić się. Tam jest taki stary klęcznik i obraz: Jezu, ufam Tobie. Prawdopodobieństwo tego, że coś się wydarzy było takie jak to, że najstarsza kobieta w Polsce urodzi za rok bliźniaki. A jednak się wydarzyło! Dla Boga wszystko jest możliwe. Kłaniam się nisko cudownie ocalony!

  6. Teresa

    Szczęść Boże 14.01.2023 Pragnę podzielić się moim świadectwem wielkiego miłosierdzia. Przyszedł dla mnie czas, w którym chorowało ciało i dusza, ale również przyszła pomoc .Zostałam poproszona, aby zostać matką chrzestną. Moja chrześnica Zosia będzie miała w tym roku 5lat .Od tej pory zaczęło się dla mnie nowe życie, spotkanie z Jezusem Miłosiernym, który uleczył moje ciało i duszę .Od 5 lat codziennie odmawiam...

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże 14.01.2023
    Pragnę podzielić się moim świadectwem wielkiego miłosierdzia. Przyszedł dla mnie czas, w którym chorowało ciało i dusza, ale również przyszła pomoc .Zostałam poproszona, aby zostać matką chrzestną. Moja chrześnica Zosia będzie miała w tym roku 5lat .Od tej pory zaczęło się dla mnie nowe życie, spotkanie z Jezusem Miłosiernym, który uleczył moje ciało i duszę .Od 5 lat codziennie odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia, adoruję Najświętszy Sakrament, dziękując za każdy dzień życia.
    Drugim świadectwem jest syn który w 2020 roku miał wypadek: uraz oka. Odbyła się operacja, lekarze mówili, iż szanse na to, że syn będzie widział, są znikome. Syn służy jako lektor. W powrocie do zdrowia towarzyszyło mu czytanie Ewangelii na Eucharystii jak również adoracja Najświętszego Sakramentu i zawierzenie w Koronce do Bożego Miłosierdzia, opieka Matki Bożej. Dziś syn dobrze widzi, pozostały małe korekty. Służy, czytając słowo Boże. Jezu, ufam Tobie.

  7. Rafał Sulikowski

    Byłem chory - jestem zdrowy Od dziecka noszę okulary z powodu wrodzonej i wysokiej krótkowzroczności. Już w zerówce musiałem zacząć korygować wzrok, a potem wada się pogłębiała, aż doszła do -7.0 diptrii obuocznie. W 1998 roku, kiedy studiowałem w Krakowie, zacząłem używać soczewek kontaktowych. Dają one większy komfort widzenia, szerszy kąt patrzenia niż w przypadku ograniczających pole widzenia oprawek okularów. W...

    Czytaj całe świadectwo

    Byłem chory - jestem zdrowy

    Od dziecka noszę okulary z powodu wrodzonej i wysokiej krótkowzroczności. Już w zerówce musiałem zacząć korygować wzrok, a potem wada się pogłębiała, aż doszła do -7.0 diptrii obuocznie. W 1998 roku, kiedy studiowałem w Krakowie, zacząłem używać soczewek kontaktowych. Dają one większy komfort widzenia, szerszy kąt patrzenia niż w przypadku ograniczających pole widzenia oprawek okularów. W 2004 roku zacząłem niestety palić papierosy. Dwa lata później pracowałem przy konserwacji budynku, tynkując ścianę i odłamek muru utkwił mi w prawym oku. Pojechałem od razu na ostry dyżur, który tego akurat dnia wypadał w podkrakowskich Witkowicach, gdzie jest jedna z najlepszych w kraju klinik okulistycznych. Tam wyjęto mi odłamek, a jednocześnie powiedziano, że rozpoczyna się u mnie degeneracja naczyń krwionośnych w obu oczach i żebym rozpoczął leczenie. Zwyrodnienie naczyń w oczach polega na tym między innymi, że zaczynają one z czasem wrastać w rogówkę oka i nieleczone w skrajnych przypadkach grozi nawet utratą wzroku.
    Po tej pierwszej diagnozie szybko zlekceważyłem poradę z Witkowic, bo wir życia i problemy zawodowe i osobiste nie pozwoliły zająć się terapią oczu. Nadal paliłem i nosiłem soczewki, często ich nawet na noc nie zdejmując, a do tego zacząłem w 2007 roku ciężką pracę fizyczną wożąc posiłki w firmie cateringowej. Wiązało się to z koniecznością dźwigania nawet kilkudziesięciokilogramowych paczek, przesuwania stukilowych bemarów z podgrzewanym jedzeniem czy specjalnych metalowych szaf z posiłkami dla pacjentów szpitala przy ul. Kopernika. Pracę tę zakończyłem dopiero cztery lata później w 2011 roku. Nadal nie leczyłem stwierdzonej w Witkowicach wady oczu.

    Pewnego dnia, już nie pracując w firmie cateringowej, zauważyłem jakieś niebieskie błyski, jak flesze czy pioruny na niebie, które pojawiły się w skraju pola widzenia lewego oka. Wiedziałem, że noszenie ciężarów w krótkowzroczności jest zakazane, bo grozi czasem odklejeniem siatkówki, a wczesnym objawem tego są właśnie “błyski” w oczach. Był 30 kwietnia 2011 roku, kiedy taksówką pojechałem na ostry dyżur okulistyczny, który tego dnia w sobotę przypadał na ul. Fiołkowej 6 w Krakowie. Tam poszerzono mi oczy z pomocą atropiny i wykonano bardzo dokładne badania, włącznie z badaniem dna oka w ciemni, używając wszystkich standardowych urządzeń do badań okulistycznych. Stwierdzono zaawansowane zwyrodnienie naczyń krwionośnych obuocznie i początki odklejania siatkówki w lewym oku, które zawsze miałem słabsze. W trybie pilnym wystawiono skierowanie na Klinikę Okulistyczną, gdzie miałem zgłosić się w poniedziałek 2 maja 2011 roku. Wróciwszy do domu, przygotowałem się jeszcze do wieczornego uroczystego koncertu z okazji wigilii przypadającej następnego dnia - 1 maja 2011 w niedzielę - beatyfikacji papieża Jana Pawła II.
    Wróciłem do domu, a w niedzielę oglądałem transmisję z uroczystości w telewizji. Byłem wtedy mocno sceptyczny i wątpiący w prawdy wiary, w której zostałem ochrzczony i wychowany. Jednak poszedłem wieczorem do kościoła parafialnego redemptorystów przy ul. Zamojskiego w Krakowie, gdzie nieraz modlił się Karol Wojtyła. Tam bez specjalnej wiary ani nadziei powierzyłem mającą się nazajutrz rozpocząć hospitalizację okulistyczną, bo na skierowaniu z badania sobotniego z Fiołkowej zaznaczono, że konieczne będzie chirurgiczne opatrzenie siatkówki za pomocą lasera. Nie miałem pracy, nie byłem w ogóle ubezpieczony, a wiedziałem, że każdy dzień pobytu w szpitalu kosztuje kilkaset złotych.
    Kiedy dotarłem na Kopernika na okulistykę, gdzie wcześniej pracowała moja babcia jako pielęgniarka, a także Rozalia Celakówna, krakowska mistyczka, przyjęto mnie w trybie pozakolejkowym. Wykonano te same standardowe badania, co w sobotę na Fiołkowej, tyle, że bez użycia atropiny. Po zbadaniu przez dwóch okulistów nie stwierdzono ani śladu po zmianach zwyrodnieniowych w obu oczach. Spytano mnie, czy nadal widzę “błyski” w lewym oku. Wtedy poruszywszy okiem zauważyłem, że błyski zniknęły. Lekarz przez pół minuty milczał i siedział z podpartą brodą, jakby nad czymś medytował czy głęboko się zamyślił. Potem wystawił zaświadczenie, że “nie stwierdza się żadnych zmian w anatomii i funkcji naczyń krwionośnych i nie jest konieczne laserowe zabezpieczenie lewej siatkówki”. Zlecił badanie za rok, które powtórzyłem i od tamtej pory powtarzam co najmniej co dwa lata. Przez cały ten czas, jaki minął od tamtych zdarzeń z roku 2011 oczy są nadal zdrowe.
    Poszedłem po wyjściu z kliniki, dokąd przyjechałem z rzeczami pierwszej potrzeby, do kościoła o.o. jezuitów, gdzie uklęknąłem w kaplicy wieczystej adoracji. Wróciwszy do domu, opowiedziałem wszystko, ale konsekwentnie spotykałem się i nadal spotykam z niedowierzaniem, nawet wśród osób duchownych. Napisałem świadectwo po polsku i przesłałem je do kurii krakowskiej, która przetłumaczyła dokument na język włoski i wysłała do Watykanu. Później wielokrotnie pisałem o tych wydarzeniach do różnych mediów. Okuliści zgodnie twierdzą, że uleczenie z tego rodzaju wady nie jest możliwe bez interwencji chirurgicznej, ani nie występują samoistne remisje pod wpływem na przykład sugestii albo autosugestii. Po prostu zniszczone paleniem, noszeniem soczewek kontaktowych czy dźwiganiem ciężkich rzeczy oczy nie są w stanie “same” się naprawić.
    Krytycy w Internecie pytali, czemu pozostała podstawowa wada, czyli krótkowzroczność? Odpowiedzi nie znam, ale sądzę, że nie jest to możliwe, bo ta wada polega na odmiennej budowie całej gałki ocznej i musiałaby ona zmienić swój wrodzony kształt. Ponadto można normalnie z tą wadą żyć w przeciwieństwie do grożącej nawet ślepotą degeneracji systemu ukrwienia oczu. Wzrok to najcenniejszy dar i należy go chronić. Oczywiście, wzrok duchowy jest równie ważny, a może ważniejszy. Długo nie mogłem uświadomić sobie wagi tego, co nie spotkało. Dopiero dziś po tylu latach wiem jedno na pewno - że istnieje duchowa rzeczywistość, w którą wcześniej nie wierzyłem, a pod wpływem krytyki, jaka mnie spotykała z różnych stron, czasami nawet po uleczeniu miałem wątpliwości. Dziś jednak przynajmniej dla mnie wszystko jest jasne. Bóg istnieje, spotkałem Go…
    Deo gratias! Niech was Bóg błogosławi teraz i zawsze. Amen.
    "Pragnęłabym wołać na świat cały: kochajcie Boga, bo dobry jest i wielkiego miłosierdzia" (św. Siostra Faustyna).

  8. Rafał Sulikowski

    Dziś trafiłem na losowanie Patronów, 6 stycznia 2023 w Święto Trzech Króli. Początkowo nie wierzyłem, że to coś więcej niż przypadek, los, statystyka, ot taki totolotek duchowy. Najpierw nie wiedziałem, jaką cyfrę czy liczbę wpisać, ale pomodliłem się modlitwą Jezusa ("Ojcze Nasz"), żebym wylosował nie to, co ja chcę, ale co chce Bóg. Chciałem wpisać ulubioną cyfrę, ale coś mnie natchnęło, żeby wpisać cyfrę, którą...

    Czytaj całe świadectwo

    Dziś trafiłem na losowanie Patronów, 6 stycznia 2023 w Święto Trzech Króli. Początkowo nie wierzyłem, że to coś więcej niż przypadek, los, statystyka, ot taki totolotek duchowy. Najpierw nie wiedziałem, jaką cyfrę czy liczbę wpisać, ale pomodliłem się modlitwą Jezusa ("Ojcze Nasz"), żebym wylosował nie to, co ja chcę, ale co chce Bóg. Chciałem wpisać ulubioną cyfrę, ale coś mnie natchnęło, żeby wpisać cyfrę, którą nie bardzo lubię. Wylosowałem Patronkę - Maryję, Królową Męczenników ze słowami z "Dz": "Cierpienie będzie ci znakiem, że Ja jestem z tobą" (Dz.669). A od 30 lat cierpię na zaburzenia neurologiczne, po ludzku - nieuleczalne. Intencja - modlić się za wszystkich prześladowanych chrześcijan na świecie, aby byli mężni i wytrwali. Coś niesamowitego!

  9. Agnieszka

    Biorę już udział w losowaniu patronów chyba od samego początku (od 7 lat). Pierwsze lata, niestety, nie przykładałam się dobrze do przyjaźni w danym roku z wylosowanym patronem ani do praktyk modlitewnych np. miałam codziennie modlić się za kraje sąsiadujące z Polską, a robiłam to jedynie, kiedy mi się przypomniało. W 2021 roku wylosowałam bł. Honorata Koźmińskiego. Szok. Przecież on nawoływał do modlitwy za dusze w...

    Czytaj całe świadectwo

    Biorę już udział w losowaniu patronów chyba od samego początku (od 7 lat).
    Pierwsze lata, niestety, nie przykładałam się dobrze do przyjaźni w danym roku z wylosowanym patronem ani do praktyk modlitewnych np. miałam codziennie modlić się za kraje sąsiadujące z Polską, a robiłam to jedynie, kiedy mi się przypomniało.
    W 2021 roku wylosowałam bł. Honorata Koźmińskiego. Szok. Przecież on nawoływał do modlitwy za dusze w czyśćcu cierpiące, a ja codziennie modlę się za nie. Założył zgromadzenie sióstr wspomożycielek dusz czyśćcowych, a ja właśnie niedawno zapisałam się do apostolstwa pomocy duszom czyśćcowym właśnie u tych sióstr.
    2022 rok i moją wylosowaną patronką była św. Faustyna Kowalska. Znów wielka radość, bo pół roku wcześniej czytałam jej biografię i dzięki temu mogłam bardziej poznać tę niezwykłą Świętą, a teraz przez cały rok będę modlić się za jej wstawiennictwem.
    2023 rok i moim patronem został Anioł Stróż. Jakiś czas temu bardzo chciałam pogłębić relację z moim Aniołem Stróżem, bo często o Nim zapominam. Nawet ostatnio znalazłam obrazek w moim pudełeczku z cytatem o. Pio: "Wzywaj twojego Anioła Stróża, który oświeci cię i poprowadzi dobrą drogą. Bóg dał ci go dla twojego bezpieczeństwa, a więc powinieneś korzystać z jego rad."

  10. Paweł Daniel

    Pragnę podzielić się moim świadectwem wiary, jakie miało miejsce już ponad dwadzieścia lat temu, podczas moich studiów. Już w LO zacząłem być krytyczny wobec Kościoła, z czasem przestałem się spowiadać. Na studiach zainteresowałem się astrologią, zapoznałem ludzi związanych różnymi kwestiami ezoterycznymi. W życiu jednocześnie moje problemy się nie wyjaśniały, a wręcz przeciwnie - może życie było coraz bardziej jak...

    Czytaj całe świadectwo

    Pragnę podzielić się moim świadectwem wiary, jakie miało miejsce już ponad dwadzieścia lat temu, podczas moich studiów. Już w LO zacząłem być krytyczny wobec Kościoła, z czasem przestałem się spowiadać. Na studiach zainteresowałem się astrologią, zapoznałem ludzi związanych różnymi kwestiami ezoterycznymi. W życiu jednocześnie moje problemy się nie wyjaśniały, a wręcz przeciwnie - może życie było coraz bardziej jak "wydmuszka". Patrząc na tych ludzi i na siebie, właściwie widziałem jedynie mniej lub bardziej pogubionych ludzi. Zastanawiałem się, czym jest ten rozwój duchowy, to samodoskonalenie i te moce. Pewnego razu, nocując w piwnicy księgarni ezoterycznej, pomodliłem się do małego obrazu Jezusa Miłosiernego, wciśniętego pośród innych przedziwnych obrazów, i zasnąłem. Nad ranem przyśnił mi się, szliśmy gdzieś po przystani, wydawał mi się słaby, skromny i jednocześnie cierpliwy. Dopiero po przebudzeniu uświadomiłem sobie, w co wierzę, że to był Jezus Chrystus. Swoją obecnością uświadomił mi jak jestem zarozumiały i pyszny, ale jednocześnie pokazał, że mnie akceptuje, jestem dla Niego ważny i nie jestem przez Niego potępiany. W konsekwencji tego doświadczenia wróciłem na łono Kościoła, do sakramentów, moje życie się "wyprostowało" i wypełniło dzięki nie zawsze łatwym, ale dobrym decyzjom. Bardzo Siostrom dziękuję, szczególnie za Wasze modlitwy!

  11. Mateusz

    Szczęść Boże. Większość świadectw pisana jest przez kobiety, dlatego postanowiłem napisać takie z punktu widzenia mężczyzny. O nasze dzieciątko staraliśmy się stosunkowo krótko, bo niecałe 5 lat (dziś możemy tak powiedzieć choć w trakcie starań wydawała nam się to wieczność). Była to droga z jednej strony bardzo trudna, a z drugiej o tyle prostsza, że mieliśmy słowo obietnicy od Boga na którym się oparliśmy, co...

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże.
    Większość świadectw pisana jest przez kobiety, dlatego postanowiłem napisać takie z punktu widzenia mężczyzny. O nasze dzieciątko staraliśmy się stosunkowo krótko, bo niecałe 5 lat (dziś możemy tak powiedzieć choć w trakcie starań wydawała nam się to wieczność). Była to droga z jednej strony bardzo trudna, a z drugiej o tyle prostsza, że mieliśmy słowo obietnicy od Boga na którym się oparliśmy, co pozwalało nam trwać w oczekiwaniu kolejne miesiące i lata.
    W czasie tych lat starań i podróży po wielu miastach w Polsce byłem u 7 andrologów/ urologów zanim znalazłem tego właściwego, natomiast żona była u 11 ginekologów. 10 z nich próbowało nas przekonać, że jedynym wyjściem z sytuacji jest in vitro i inseminacja. Jeden z lekarzy powiedział nawet, że kładzie swoje wszystkie pieniądze na stół, że i tak wrócimy do niego po in vitro i że niepotrzebnie tylko tracimy czas.
    My natomiast nigdy nawet nie pomyśleliśmy o tych opcjach, ponieważ uważaliśmy, że u Pana Boga nie ma dróg na skróty. Jeżeli zostaliśmy stworzeni przez doskonałego Boga w doskonały sposób, to skoro organizm nie dopuszcza do zapłodnienia, to ma ku temu jakiś ważny powód. Trzeba go wtedy „naprawić”, a nie oszukiwać. Dzięki takiemu podejściu udało się zdiagnozować wiele mankamentów naszych organizmów i wdrożyć leczenie. Bogu jako naszemu Ojcu zależało bowiem nie tylko na tym, by spełniły się nasze marzenia, ale także na tym, żebyśmy byli zdrowi.
    Obydwoje zaczynając nasze starania byliśmy po 30. Żona miała m.in. dwa niedrożne jajowody, insulinooporność, hashimoto, nietolerancje pokarmowe, endometriozę. Konieczne były trzy zabiegi, w tym taki, który jest wykonywany tylko w jednym mieście w Polsce. Nie muszę chyba dodawać, iż jedyny ginekolog, który dawał nam szansę na naturalne poczęcie jest naprotechnologiem. Z moimi plemnikami też był problem. Choć usłyszałem od lekarza, że wystarczy jeden plemnik, by doszło do zapłodnienia. Ja czułem, iż w naszym wieku może to nie wystarczyć i trzeba poprawić parametry nasienia na ile to tylko możliwe, by dać sobie większe szanse na poczęcie. Skoro ciąży stale nie ma i żona „naprawia” siebie, to i ja chcę dać z siebie co tylko możliwe, by nie był to tylko jej trud i jej walka. Chociaż poczęcie dokonuje się w kobiecie, to mam wrażenie, że mężczyźni są w tym wszystkim często traktowani przez lekarzy po macoszemu lub sami stoją nieco z boku, czekając, aż ich żony cudownie zajdą w ciążę, podczas gdy po ich stronie też są możliwości „podkręcenia” własnych organizmów.
    Tyle z kwestii medycznej. Czas przejść do najważniejszej kwestii tj. kwestii wiary.
    Codziennie modliliśmy się do Boga, gdyż wierzyliśmy, że ma dla nas nasze biologiczne dzieci. Była to modlitwa często przez płacz, łzy i wycie z bezsilności. Zarówno ze strony żony jak i mojej. Ciekawe jest to, iż cierpliwość i cierpienie mają ten sam trzon „cierp”. My ćwiczyliśmy się w cierpliwości właśnie przez to nasze cierpienie niespełnienia. Miejscem, które trzymało nas najmocniej w wierze było Matemblewo w Gdańsku. Staraliśmy się tam przyjeżdżać, gdy tylko było to możliwe, a gdy nie mogliśmy być osobiście uczestniczyliśmy online każdego 8 dnia miesiąca. Napisałbym, że dowiedzieliśmy się o tym miejscu przypadkiem, ale dla mnie one nie istnieją. W Matemblewie spotkaliśmy takich samych ludzi jak my. Poczuliśmy się pierwszy raz jak wśród swoich, choć nie znaliśmy tam nikogo. Pierwszy raz nie byliśmy bowiem inni niż wszyscy, a dokładnie tacy sami jak tam zgromadzeni. Tam (w przeciwieństwie do naszych znajomych) nikt nie dawał „mądrych” rad i wskazówek, o których nie miał bladego pojęcia. Wszystkich jednoczył ten sam ból, ta sama nadzieja i to samo oczekiwanie. Baaardzo potrzebowaliśmy tej wspólnoty osób starających się. Nikt z boku nie jest bowiem w stanie zrozumieć osób, które co miesiąc niejako kolejny i kolejny raz obumierają, wraz z przychodzącą znowu miesiączką. W Matemblewie dowiedziałem się też o możliwości dołączenia do Róży Różańcowej. Modliłem się więc codziennie za nasze dzieciątko. Teraz modlę się codziennie za inne pary, które nadal czekają na swoje pociechy. Tak się składa, że nasza Anusia przyszła na świat miesiąc po kolejnej adoracji i Mszy w Matemblewie wraz z indywidualnym błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem oraz po nowatorskim zabiegu medycznym ostatniej szansy, na którym byliśmy w Warszawie.
    Czy pomogła modlitwa czy zabieg, czy jedno i drugie to nie ma znaczenia. Poczęła się w czasie, w którym miała się począć.
    Amen.
    Dziękuję, Kochane Siostry, za modlitwę i za dzieło miłosierdzia, które tworzycie!

  12. Katarzyna

    Staraliśmy się z mężem o dzieciątko przez 3 lata. Robiliśmy masę badań, jeździliśmy do lekarzy w całej Polsce. Niektórzy dawali nadzieję, inni studzili zapał. Moje wyniki były złe w wielu aspektach, brałam masę leków i czułam się już jak senior i to z kiepskim zdrowiem. W międzyczasie były u nas tak zwane medycznie ciąże biochemiczne - straty ciąży na bardzo wczesnym etapie. Pomiędzy wizytami u lekarzy nie...

    Czytaj całe świadectwo

    Staraliśmy się z mężem o dzieciątko przez 3 lata. Robiliśmy masę badań, jeździliśmy do lekarzy w całej Polsce. Niektórzy dawali nadzieję, inni studzili zapał. Moje wyniki były złe w wielu aspektach, brałam masę leków i czułam się już jak senior i to z kiepskim zdrowiem. W międzyczasie były u nas tak zwane medycznie ciąże biochemiczne - straty ciąży na bardzo wczesnym etapie. Pomiędzy wizytami u lekarzy nie zapominaliśmy prosić o pomoc i wsparcie duchowe. 10 lipca 2020 roku rozpoczęła się w naszej intencji 9-dniowa modlitwa Stowarzyszenia Pomocników Mariańskich, w tym samym czasie zawierzyliśmy się też Matce Boskiej Brzemiennej z Matemblewa. Regularne modlitwy za wstawiennictwem św. Rity... Wydawało się, że nic więcej zrobić się nie da. Rozpoczął się Wielki Tydzień 2021 roku. Czułam, że nie mamy już siły i nadziei. Doszłam do wniosku, że cokolwiek zrobimy to i tak wszystko w rękach Pana i co On postanowi tak stać się musi. W Wielki Piątek modliłam się przy Grobie Pańskim i już nie prosiłam o dziecko. Poprosiłam tylko, aby te Święta Wielkiej Nocy były nowym początkiem i to, co było nam dane, aby stało się tu i teraz, a my się z tym pogodzimy. Minęła Wielka Sobota, Niedziela i Poniedziałek. We wtorek dostałam telefon z pytaniem z kliniki, czy potwierdzam zabieg zaplanowany na czwartek po świętach. Warunkiem było to, że miała rozpocząć się miesiączka. Wtedy zorientowałam się, że już powinna być. Wykonałam test ciążowy i zobaczyłam dwie grube krechy. Byłam w ciąży. Mimo poprzednich strat tym razem byłam pewna, że się uda. Że nie bez powodu właśnie teraz. Po wykonaniu badań z krwi i wyliczeniach, jak szybko wzrasta hormon ciążowy beta HCG, wynikało, że zaczął rosnąć właśnie w Wielki Piątek. Córcia urodziła się ze znamieniem na czole, w miejscu, w którym stygmat posiadała św. Rita, a którą o wstawiennictwo prosiłam przez te wszystkie lata. Wszystkie elementy naszej historii zdają się mieć ogromne znaczenie dla cudu, jaki nas spotkał - naszej ukochanej córci. Dziękuje Siostry za modlitwę i cały ogrom serca, jakie wkładacie w dzieło modlitwy o potomstwo.

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina