iza 03 lipiec 2014
Wszystko, co tu piszę, jest na chwałę Boga w Trójcy Jedynego i Matki Bożej. Iza, mam 58 lat. Od trzech lat nawrócona, po czterdziestoletnim związku niesakramentalnym. Wychowałam się w rodzinie, gdzie Boga nie było ? nie znałam Go, dziękuję rodzicom, że mnie ochrzcili. Obok mojego miejsca zamieszkania mieści się klasztor sióstr i tam jako dziecko biegałam, aby pomóc np. w zbieraniu porzeczek i tam dowiedziałam się o...
Czytaj całe świadectwo
Wszystko, co tu piszę, jest na chwałę Boga w Trójcy Jedynego i Matki Bożej. Iza, mam 58 lat. Od trzech lat nawrócona, po czterdziestoletnim związku niesakramentalnym. Wychowałam się w rodzinie, gdzie Boga nie było ? nie znałam Go, dziękuję rodzicom, że mnie ochrzcili. Obok mojego miejsca zamieszkania mieści się klasztor sióstr i tam jako dziecko biegałam, aby pomóc np. w zbieraniu porzeczek i tam dowiedziałam się o Bogu. W momencie separacji, a potem rozwodu moich rodziców pojawiły się prośby do Pana Boga, aby rodzice się nie rozeszli. A jednak tak się nie stało i we mnie, dziecku, narastała pewność, że Pana Boga nie ma. Ojciec się mną w ogóle nie interesował. I tak sobie żyłam, próbując sama z tym życiem coś zrobić. Dziś wiem, że bez Boga jako osoba poraniona, odrzucona, nie miałam szans na stworzenie ?dobrej rodziny?. Mając 18 lat spotkałam swoją miłość (która trwa do dziś), z którą próbowałam stworzyć rodzinę ?nowoczesną?, bo bez ślubu. Urodził się mój ukochany syn, pojawił się alkoholizm partnera, non stop choroby dziecka. Przy tym moja ogromna samotność, bo jak problemy, to pozostaje się z tym samemu. Dołączyły do tego też stany depresyjne, niska samoocena i tzw. pochylnia w dół. Apogeum nastąpiło, kiedy dorastający syn sięgnął po narkotyki plus alkoholizm ojca, czułam, że za moment zwariuję. I wtedy stał się pierwszy cud, Bóg postawił na mojej drodze osobę, która holowała mnie ucząc modlitwy na różańcu. I wtedy zawierzyłam swojego syna Matce Boskiej Częstochowskiej. I po trzech latach walki z nałogiem syn został uzdrowiony. Ja dalej bez Boga trwałam w tym chorym związku. Ten stan nazywa się stanem współuzależnienia i nie potrafiłam z tym nic zrobić, choć próby były, ale kończyły się fiaskiem. Czułam się jak dziecko we mgle, nic nie wychodziło, totalna beznadzieja. Trwało to latami. Przyszła pierwsza moja choroba ? i co, jak trwoga, to do Boga. Chwyciłam za różaniec, modlitwy i po trzech miesiącach leczenia depresji podźwignęłam się, nawet pojechałam do Lichenia podziękować Matce Bożej. I po tym znowu ?posucha? wiary. Czasem zajrzałam do kościoła, ale gdzieś z tyłu głowy miałam coraz większe pragnienie uwierzenia, że Bóg istnieje. I tak po trzech latach przyszła następna choroba - to była błogosławiona choroba - cierpiałam przez siedem miesięcy i tu już była walka dobra ze złem. Z jednej strony chwyciłam za różaniec i modlitwy - to już było takie prawdziwe, choroba rzuciła mnie na kolana. A z drugiej strony medycyna nasza zostawiła mnie z tym problem, a ja cierpiąc szukałam pomocy w homeopatii, bioenergoterapii, akupunkturze itp. Oczywiście, że to nie pomogło. Dziękuję za różaniec, bo każdego dnia Matka Boża zanosiła mnie do Jezusa. Cierpiąca, pokorna ? pamiętam jak siedziałam nad Wisłą i do siostrzenicy wypowiedziałam te słowa: ?Jak ja zazdroszczę ludziom takiej prawdziwej, żywej wiary? ? prosisz i otrzymujesz ? dzięki Ci, Jezu. Zaczęłam mieć potrzebę bycia codziennie w kościele, na każdej Mszy św. Przez długi okres płakałam, wtedy już nie żyłam w grzechu, więc mogłam przystępować do sakramentu spowiedzi i sakramentu Eucharystii. Trafiłam do kościoła pw. św. Faustyny, bo to Ona tam mnie zaprosiła, ponieważ ja urodziłam się w tym samym dniu i miesiącu co Ona. W tym kościele wisi obraz: ?Jezu fam Tobie? i na którejś Mszy św. widzę, że Jezus poruszył prawą nogą, a w sercu usłyszałam głos: ?Uwierz, Ja jestem?. I to był przełomowy moment w moim życiu. Tu zaczęło się moje nawrócenie. Spotkałam księdza egzorcystę, który rozeznał sprawę klątw pokoleniowych. Odbyło się 30 Mszy św. /gregorianki/ za dusze z rodzin, potem przebłagalno-dziękczynna i Msze św. o przerwanie grzechu w rodzinie i jej nawrócenie. Zdałam sobie sprawę, jak ważne jest przebaczenie innym, również samej sobie. Uczestniczę też w Mszach z modlitwą o uzdrowienie, z modlitwą uwielbienia i na jednej z nich w Świątyni Opatrzności Bożej zostałam uzdrowiona z depresji, smutku, niskiej samooceny, myśli samobójczych, mam nie oceniać i Pan Jezus powiedział, że nie pozwoli mnie więcej skrzywdzić ? i w tym momencie poczułam się jak w Niebie i że mam Ojca w Niebie, któremu na mnie zależy, który o mnie walczy, który mnie kocha i obsypuje łaskami. Każdego dnia dziękuję za te łaski, które otrzymałam i za te, które otrzymam. Następnym cudem był fakt, jaki miał miejsce w internecie na stronie bbc weather /bbc pogoda/. Wchodziłam na tę stronę co jakiś czas sprawdzając pogodę, aż pewnego dnia na słowie niedziela, czyli nd, było słowo ?słońce?, a na środzie (śr) było słowo ?poślubić?. Załączam zdjęcie, ponieważ moje zdziwienie trwa do dziś. Wcześniej rozstałam się z moim partnerem, wyjechał do Anglii. Nie mając pojęcia, o co chodzi, poszłam do spowiedzi w Opatrzności Bożej i tam ksiądz charyzmatyk rozeznał, że Pan Bóg pragnie, abyśmy się pobrali, dostałam wytyczne, że mam się oświadczyć i o resztę się nie martwić. W głowie miałam jedno pytanie - przecież on jest alkoholikiem. Panie Jezu, powiedziałeś, że nie pozwolisz mnie skrzywdzić... I to był moment, w którym bezgranicznie zaufałam Jezusowi, Pan uzdrowił go z choroby alkoholowej. I tak też tak się stało. 12 stycznia 2014 roku w dzień Chrztu Pańskiego w godzinie Miłosierdzia Bożego /15.00/ wzięliśmy ślub kościelny. Chwała Panu za Jego bezgraniczną miłość, miłosierdzie, cierpliwość, nieskończone łaski. Pan Bóg jest wszechmogący, wszystko może, nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych. Jego córka ? Izabela Po roku zgrałam moje zdjęcia z telefonu na komputer i jakie było moje zdziwienie, gdy na tym zdjęciu była data urodzin mego już teraz mężą.