Mam na imię Jan, mam 52 lata. Po ok. 30 latach mojego obrażenia na Boga, nawróciłem się. A było to tak: od roku byłem bez pracy, a w grudniu pewna osoba poprosiła mnie o opiekę w chorobie. Trochę pomogłem, ale po pewnym czasie miałem dosyć i zamiast pomocy upiłem się. Dowiedziałem się wtedy, że jestem nieodpowiedzialny dlatego, że nie zaopiekowałem się tą osobą tak, jak ona chciała, że było to jej bardzo potrzebne, a ja zawiodłem. Wtedy coś we mnie pękło i 14 grudnia 2013 roku wszedłem do kościoła. W Ewangelii był wspomniany św. Jan Chrzciciel, mój patron, dlatego zapamiętałem ten dzień i tylko to zapamiętałem. Po ok. 30 latach nieobecności w kościele wszedłem spóźniony na Mszę i usłyszałem czytanie o swoim patronie! Po 30 latach nieobecności w kościele, rozumiecie to? Trzy dni później przemogłem się i poszedłem do spowiedzi. Jako pokutę dostałem do zmówienia Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Od tego dnia Koronkę odmawiam codziennie, nie wypiłem nawet piwa, codziennie czytam modlitewnie Pismo Święte, codziennie chodzę na Mszę Św. i przyjmuję Komunię, a w marcu 2014 roku przyjąłem szkaplerz karmelitański. Dowiedziałem się też, że patronem 14 grudnia jest kolejny Jan - karmelita, św. Jan od Krzyża. Sam bym tego nie wymyślił, dwóch Janów i ja trzeci, i spowiedź, i Koronka, i przyjęcie szkaplerza i Msze św. i Komunia, i czytanie Pisma Świętego i wiele innych łask, za które codziennie Bogu dziękuję z pokorą. Chociaż od 1,5 roku jestem bez pracy i tak się opłacało:-). Zyskałem wiarę. Niech mi ktoś powie, że Boga nie ma i cudów nie ma! Byle tylko wytrwać do końca. Szczęść Boże!