Moja historia odnośnie potomstwa jest bardzo ciężka. Od razu po ślubie uznaliśmy z mężem, że pragniemy potomstwa. Udało nam się szybko, bo już w pierwszym cyklu starań. Cóż to była za radość! Każde usg to szczęście przeogromne. Po badaniu w 20tc zaczęliśmy kompletować wyprawę. Niestety drugie badanie prenatalne w 24tc córka na usg nie żyje, nie wiadomo, co się stało.. Dziecko urodziło się martwe. To, co przeżyłam, było dla mnie tak wielkim szokiem, że nie wierzyłam, że dzieje się to naprawdę. Płacz, rozpacz, łzy, ale i nadzieja. Lekarze powiedzieli, że czasami tak się zdarza i że mamy walczyć dalej. Po pół roku od śmierci małej udało się, kolejna ciąża. Strach, zdystansowanie.. wszystko było dobrze do 23tc..ciśnienie,białkomocz,gestoza...córka urodzona w 26tc żyła 2,5 miesiąca (zmarła przez zaniedbanie w szpitalu). Cała rodzina była przy nas, wspólnie pożegnaliśmy nasz mały cud.. Ja straciłam wiarę i nadzieję. Obwiniałam Boga za to, że pozwolił na to zaniedbanie, obwiniałam także siebie, że nie zostałam dłużej w szpitalu. .musiałam leczyć się psychiatrycznie. Gdy już troszeczkę mi się polepszyło podjęliśmy kolejne starania. Niestety, ciąża biochemiczna, kolejne dziecko nas opuściło. Nadal walczyliśmy. Po pewnym czasie udało się być w ciąży po raz 4...Strach, bezradność paraliżowały nas każdego dnia. Niestety, od 17tc kolejna walka o córeczkę. Jeździliśmy po całej Polsce, aby ją uratować, lecz lekarze nie dawali szans... W pewnym momencie powiedziałam: "Panie, niech się dzieje Twoja wola, jeśli małej będzie lepiej u Ciebie, niech tak będzie". Nasza córeczka odeszła w nocy po tych słowach. Kolejne dziecko martwo urodzone w 24tc. Po tej śmierci nie miałam sił żyć, lecz jedyne co się zmieniło to to, że znowu przybliżyłam się do Boga. Modlitwy było dużo, modliłam się głównie o to, abym miała siłę po prostu żyć, gdyż w pewnym momencie miałam myśli samobójcze, nie dawałam rady. Modliłam się często i bardzo gorliwie, podczas modlitw często słyszałam w głowie głos, abym się nie poddawała, że będę miała dziecko na ziemi. Dodało mi to sił, zaczęliśmy z mężem szukać lekarskiej pomocy. Udało się. Po leczeniu immunologicznym kolejna ciąża, już 5, lecz poroniona w 9tc..lekarze wytłumaczyli nam, że tak się zdarza i że mam problem z prawidłową implantacją łożyska, Modliłam się nieustannie, po 2 miesiącach od ostatniego poronienia kolejna ciąża. Tę ciążę oddałam całkowicie Panu Bogu i Matce Przenajświętszej. Obecnie 28tc, ciąży, w której dzieją się cuda. Na początku lekarze nie dawali szans, gdyż dziecko za wolno się rozwijało, badania co tydzień, lecz w pewnym momencie maluch nadrobił ponad 2 tyg w 1 tydzień,. Lekarze nie wierzyli własnym oczom. Z racji tego, że mam problem z przepływami w tętnicach macicznych, lekarze sceptycznie do nas podchodzili, bez euforii. Ja jednak codziennie się modlę, ufam Panu. Na ostatniej wizycie ustaliliśmy, ,że dziecko urodzi się po majówce. Synek waży już ponad 1kg. Ta ciąża to cud bez wątpienia. Wierzę, że z początkiem maja nasze życie się zmieni i, że Pan Bóg wynagrodzi nam wszystko. Nie można się poddawać. Należy wierzyć i ufać, a Pan wie najlepiej, co jest dla nas najlepsze.