Vytautas
Chciałbym opowiedzieć pewną historię, która zaprowadziła mnie do Jezusa. Jeszcze całkiem niedawno byłem bardzo słabym chrześcijaninem, chodziłem do kościoła tylko z potrzeby, tj. obchodząc rocznicę śmierci bliskich lub podczas świąt. Post uważałem głupią fantazją, wstrzymałem się trochę od mięsa tylko wtedy, gdy był początek roku astrologicznego. Ten czas wydawał mi się ważny, twardo wierzyłem w reinkarnację i...
Czytaj całe świadectwo
Chciałbym opowiedzieć pewną historię, która zaprowadziła mnie do Jezusa. Jeszcze całkiem niedawno byłem bardzo słabym chrześcijaninem, chodziłem do kościoła tylko z potrzeby, tj. obchodząc rocznicę śmierci bliskich lub podczas świąt. Post uważałem głupią fantazją, wstrzymałem się trochę od mięsa tylko wtedy, gdy był początek roku astrologicznego. Ten czas wydawał mi się ważny, twardo wierzyłem w reinkarnację i modliłem się w sposób, który przyszedł od podejrzanych przywódców sekciarskich. W skrócie, byłem prawdziwym zwolennikiem tendencji new age. Dopóki latem roku 2010 przyszedł do mojego życia Jezus. Tego dnia, po modlitwach wieczornych w Katedrze Kowieńskiej przechodziłem ulicę przez podziemne przejście. Wszyscy wiedzą jak wyglądają takie miejsca. Jakie są ściany, jakie jest oświetlenie, zapachy... Tamte podziemne przejście również nie było wyjątkowe. Ale otoczenie nie przeszkadzało mi zbytnio, ponieważ głowa była zajęta działalnością społeczną. Wtedy myślałem, że mogę zmienić jeśli nie cały świat, to przynajmniej - Litwę. Polityka, zbieranie podpisów, listy do prokuratury, biura nieruchomości i innych instytucji regulacyjnych były moim chlebem powszednim. Zaciążony takimi i podobnymi kwestiami "globalnymi", w ponurym przejściu podziemnym przechodziłem obok małej kwiaciarni. Nagle pod moimi nogami rozwaliło się wiadro z różami. Natychmiast zacząłem pomagać sprzedającemu, podniosłem je. Gdy wyprostując się zobaczyłem przez okno na mnie patrzącego Jezusa... Był to niewielki obrazek, w ciemnym jak i te podziemie tle - lśnił nasz Zbawiciel. Obrazek był zupełnie inny niż te, których widziałem do tego czasu. On przyciągał swoją prostotą i światłem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to jest słynny na całym świecie ze swoich cudów obraz Miłosierdzia Bożego. Także nie miałem pojęcia, że właśnie róże to są kwiaty Jezusa, symbolizujące Syna Bożego. Zapytałem sprzedawcy, czy mógłbym kupić ten obrazek, lecz on zgodził się po prostu mi go podarować. Tak Jezus zapukał do drzwi mojego serca i cicho czekał na odpowiedź. Kilka miesięcy nosiłem obrazek w kieszeni kurtki, blisko serca. Podczas pracy z tą niefortunną polityką, nagromadziło się dużo problemów i zachorowałem na depresję. Było trudno zasnąć, budzić się i w ogóle coś robić, nie mówiąc już o modlitwie. Otrzymałem poradę od znajomego, żeby odwiedzić Wspólnotę Pełnych Domów we wsi Panara (południowa Litwa)i pójść do Ojca Waleriusza. Tak i zrobiłem. Przyjechałem do nowo powstającego zgromadzenia zakonnego w Panara gdzie bracia pomagają ludziom uzależnionym. W tym miejscu znowu spotkałem Jezusa. Olbrzymi obraz Miłosierdzia Bożego patrzył na mnie ze ściany kaplicy. W niej po raz pierwszy odmówiłem Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Od tamtej pory zaczęły się zmiany w moim życiu. Odrzuciłem wszystko, co jest sprzeczne z tradycyjną wiarą. Zacząłem chodzić do kościoła częściej, uświadomiłem sobie znaczenie Eucharystii w naszym życiu, a co najważniejsze - postanowiłem spróbować drogę mnicha. Prawda, nie mogę powiedzieć, że teraz moja wiara jest silna. Nie sądzę, że jestem przykładnym chrześcijaninem. Po prostu na pewno wiem, że to na pierwszy rzut oka niewielkie wydarzenie, odegrało kluczową rolę w moim życiu. Jestem pewien, że właśnie te małe cuda są najważniejsze, bo przez nich Bóg zaprasza nas do zmiany.