Dziękuję kochanej świętej s.Faustynie za modlitwę i cierpienia, które przyjmowała pokornie za zatwardziałych grzeszników, bo i ja do takich należałam dopóki w 1998 roku, będąc na samym dnie ludzkiej egzystencji, daleko od Boga, ujrzałam Miłosiernego Jezusa z wyciągniętą do mnie ręką(oczywiscie, nie wiedziałam wówczas, kim jest ten piękny Mężczyzna). Tak mnie zauroczył, że i ja wyciagnęłam do Niego rękę i do dziś mocno ją trzymam.Zaczął mnie wówczas podnosić do godności dziecka Bożego i do dziś adoruję Go co dzień o 15.00 zanurzając się w Jego miłosierdziu a On mnie oczyszcza, uzdrawia i umacnia.Wielki na całą ścianę obraz tego pięknego Człowieka z mojej wizji zobaczyłam w Wolborzu na rekolekcjach.Jezu, ufam Tobie! Przeczytałam i zrozumiałam, kim jest Ten wyjątkowy, piękny Mężczyzna, który jest teraz na pierwszym miejscu w moim życiu. Dziękuję, święta s. Faustyno, dziękuję, Jezu.I proszę za moją córkę Carine, która po bierzmowaniu odeszla od Kościoła i wpadła w różne nałogi:pali, pije, jestroztrzesiona i niespokojna, zmienia chłopakó.Tylko Miłosierny Jezus może ją uzdrowić. Jemu zaufałam i do tej pory nie wpadłam w rozpacz, bo słyszę wciąż: ufaj!Kochaj i ufaj!Proszę o modlitwę za moją córkę o uwolnienie nas od wszelkiego zła i jej powrót do Kościoła. Kocham Siostrę Faustynę i Jezusa Miłosiernego, bo Jego miłosierdzie jest ponad wszelkie zło. Dziękuję!Ufam!Mirosława z Monachium