W wieku młodzieńczym poznałam charyzmę Siostry Faustyny, a przy tym poznałam i Boga, który nam ją dał, by wtulać się codzień w Jego miłosierne serce i przy nim być każdego dnia.Tak żyłam, a bynajmniej próbowałam, czułam obecność św. Siostry Faustyny. Potem życie różnie mi się toczyło..niezbyt szczęśliwie.Dziś jestem jak sierota, bez rodziców-umarli, z nieudanym 10-letnim małżeństwem, po rozwodzie...nie raz czuję się jak zagubiona mała owieczka wśród stada wilków...moje życie zawsze było pasmem wielkich doświadczeń i cierpień, dlatego lgnęłam nie raz do sanktuarium Miłosierdzia w Krakowie, by tam jeszcze bliżej poczuć obecność s.Faustyny i prosić ją o potrzebne łaski dla mojego syna, o siły, o zdrowie, o pracę, o szczęście w rodzinie, które chciałabym mieć, a nie ma go.Proszę, s.Faustyno, wyproś u Boga potrzebne mi tak bardzo Jego łaski i błogosławieństwo.Sama wiele w swoim życiu zaznałaś cierpień, osamotnienia, czasem i niezrozumienia, więc mnie rozumiesz..a ja chcę być dobrym człowiekiem, dobrą matką...pomóż mi przyjąć cierpienia, te które Bóg mi daje, ale umieć też jednocześnie przy Nim trwać...zawsze...Boże dopomóż, za wstawiennictem Twojej wysłanki, by czerpać ze zdrojów Twojego miłosierdzia. Chwała Ci, Panie, za to, kim dla Ciebie jestem!