Mariusz
Przez cały ubiegły rok rozmyślałem nad tym, jak dobry Bóg każdego prowadzi ścieżkami Jemu tylko wiadomymi. Przy tej okazji kilkakrotnie zwróciłem uwagę na świadectwa osób, które choćby z racji losowania swego patrony doświadczyły różnych łask, splotów wydarzeń, które na pierwszy rzut oka trudno racjonalnie wyjaśnić. Jak to ktoś już zauważył, w świecie duchowym nic nie dzieje się przypadkiem. Ja swojego patrona...
Czytaj całe świadectwo
Przez cały ubiegły rok rozmyślałem nad tym, jak dobry Bóg każdego prowadzi ścieżkami Jemu tylko wiadomymi. Przy tej okazji kilkakrotnie zwróciłem uwagę na świadectwa osób, które choćby z racji losowania swego patrony doświadczyły różnych łask, splotów wydarzeń, które na pierwszy rzut oka trudno racjonalnie wyjaśnić. Jak to ktoś już zauważył, w świecie duchowym nic nie dzieje się przypadkiem. Ja swojego patrona losuję już kolejny raz i za każdym razem przywiązuję do tego dużą wagę. Staram się być wtedy w stanie łaski uświęcającej, później krótka modlitwa do Ducha Świętego o wskazanie drogi na dany rok, abym mógł w ten sposób pełnić wolę Bożą. Tym sposobem w 2021 roku wylosowałem na patrona św. Joannę Molla - przyznam szczerze, że nie słyszałem o niej, dlatego na stronach internetowych szybko wyszukałem daną świętą i zacząłem analizować jej życiorys. Była to włoska lekarka, która mimo zaleceń lekarzy postanowiła nie przerywać ciąży i urodzić swoje dziecko, poświęcając własne życie. Długo zastanawiałem nad wyborem takiego patrona. Zawsze byłem osobą, która broniła życia każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci toteż nie bardzo wiedziałem dlaczego akurat ten Patron ma mi towarzyszyć w danym roku. Trzy miesiące później, tj. pod koniec marca, podczas jednej z niedzielnych Mszy św. w swojej parafii (na dwóch poprzednich z racji obowiązków byłem w sąsiedniej parafii) ksiądz w czasie ogłoszeń oznajmił, iż przez trzy tygodnie zapraszał chętnych do przyjęcia duchowej adopcji dziecka poczętego zagrożonego aborcją, w intencji którego należy modlić się przez 9 kolejnych miesięcy. Zachęcając wszystkich, użył takich słów, po których miałem wrażenie jakby były skierowane one wprost do mnie. W jednej chwili stanęło mi przed oczami całe przesłanie wraz z praktyką z chwili losowania patrona, zgodnie z którą "miałem modlić się o poszanowanie ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci". Nie miałem już wtedy żadnych wątpliwości odnośnie tego, czego żąda Pan Bóg ode mnie w danym roku. Co bardziej zaskakujące, spotkałem parę dni później moją znajomą, która w szczerych słowa opowiadała mi, jak wspaniały jest Bóg, bowiem z grupą swoich przyjaciół parafian oraz księdza włączyły się do dzieła duchowej adopcji tylko w zasadzie brakowało im jednej - dwóch osób. Dlatego w niedzielę, w której proboszcz miał wygłosić ostatnie ogłoszenie, zachęcając wiernych do podjęcia się tego dzieła, odprawiły w tej intencji drogę krzyżową z wiernymi zaraz po porannej Mszy św. W ciszy i zadumie wysłuchałem tego wszystkiego (nie mówiąc o tym, że to ja jako brakująca im ostatnia osoba się tego podjąłem - najważniejszy jest w końcu Bóg i to jemu należy się tylko wdzięczność za okazane nam dobro). Nie mniej jednak głęboka mnie wtedy przeszła myśl, jak to Bóg każdego prowadzi ścieżkami Jemu tylko wiadomymi. Idąc za myślą św. Siostry Faustyny: jak można nie wielbić Boga za Jego dobroć i miłosierdzie względem każdego człowieka?!