Od wielu lat tęskniłam za odwiedzeniem Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, nigdy tu nie byłam. Mieszkam za granicą i od urodzenia dziecka nie podróżuję. Moja córeczka urodziła się z wadą serca. Nie wiem, jak opisać strach przed cierpieniem, którego wówczas doznałam. Lekarze, w miejscu gdzie mieszkamy, nie chcieli jej operować, mimo że nie rosła, nie przybierała na wadze. Pomyślałam, że nie jest wolą Bożą czekać bezczynnie, aż lekarze zmienią zdanie i postanowiłam zasięgnąć drugiej, przeciwnej opinii lekarzy, którzy uznają brak przyrostu wagi za wskazanie do operacji. Opatrzność Boża poddała mi myśl o szpitalu w Prokocimiu. Czułam się zagubiona, bo nie jestem lekarzem i jak mam rozeznać, która z dwóch opinii lekarskich jest zgodna w wolą Bożą dla mojej córki? Profesor zadzwonił do mnie ze szpitala w Krakowie: w uroczystość Świętych Archaniołów podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Odebrałam telefon. W rozmowie z nim otrzymałam całkowity pokój co do kierunku działania i podjęłam decyzję o operacji w Krakowie. Nie patrzyłam na to, że szpital w naszym miejscu zamieszkania ma większą renomę niż krakowski. Nie miałam zaufania do tego szpitala. Nieco później okazało się, że sytuacja była tam trudna i były zmiany personalne. Od tej chwili Miłosierdzie Boże ogarnęło moją duszę i już nic się nie bałam:. Zrozumiałam, że nawet tak trudne doświadczenie, jak operacja serca niemowlęcia, może dzięki Miłosierdziu Bożemu stać się doświadczeniem obecności Boga i laski Bożej. Po kilku tygodniach wszystko było przygotowane, a ja cieszyłam się w sercu, że w Krakowie u Siostry Faustyny' będzie nam, mnie i mojej córce, dobrze. Miłosierdzie Boże ułożyło wszystkie sprawy i dało całkowitą ochronę od infekcji, których pora właśnie się zaczęła, aby dzieciatko mogło być przyjęte do szpitala w dobrym zdrowiu. Moje męczarnie skończyły się już w drugiej dobie pobytu w szpitalu, w chwili, gdy Profesor powiedział, że operacja się udała i że mamy szczęście od Boga, bo jedną z zastawek serca udało się zszyć nadzwyczaj dobrze. Od wejścia do szpitala miałam dziwnie wyraźne odczucie obecności Bożej i trwało ono przez cały pobyt mojej córeczki. Nie czułam się jak w szpitalu, ale jak wśród dobrych przyjaciół, chociaż nikogo z personelu nie znałam wcześniej. Córeczka nie miała żadnych komplikacji pooperacyjnych, szybko nabierała sil, za co byłam Miłosierdziu Bożemu ogromnie wdzięczna. Dzień przed wypisaniem dziecka ze szpitala podczas badan kontrolnych widziałam św. Siostrę Faustynę w poczekalni poradni szpitalnej pomiędzy rodzicami i dziećmi. Modliła się w skupieniu. Powiedziałam: "Szczęść Boże', bo chciałam uszanować jej skupienie i nie wciągać ją w rozmowę, a Ona odrzekła: 'Szczęść Boże'. Bardzo mnie to ucieszyło. Po wyjściu ze szpitala mieliśmy jeszcze dwa tygodnie pobytu w Krakowie do kontroli pooperacyjnej i spędziliśmy te dwa tygodnie, odwiedzając Sanktuarium prawie codziennie, żeby podziękować za uzdrowienie dziecka i prosić o miłosierdzie Boże dla wszystkich, którzy leżą nam na sercu. Tak Bóg pokierował nami w swojej mądrości, że i córka zdrowa i duchowy pokarm zaczerpnięty w obfitości.