Wiem,że moje świadectwo nie zostanie opublikowane, bo jest inne niż wszystkie.
Panie dobry i miłosierny, Ty, który wszystko możesz, dobiegłem do drzwi, w które kazałeś mi kołatać i zapewniałeś, że one się otworzą. Mam wszystkich moich prześladowców na plecach, a oni podrzynają mi gardło. Wielu, bardzo wielu, wiesz o tym. Drzwi, mimo że kołaczę w nie ponad pięć lat dniem i nocą, jak wdowa prosząca niesprawiedliwego sędziego, nie drgnęły ani na milimetr. Wiem, to musi być zgodne z Twoją wolą. Widocznie nie jest. Przyjmę wszystko, co dasz, Panie, wszystkie kamienie, węże, skorpiony jako zapłatę za moje grzechy. Bądź wola Twoja, ale o jedno Cię błagam: nie każ mi obiecać, że wszystko udźwignę. Nie jestem taki mocarz. Nie stworzyłeś mnie z kawałka kamienia czy stali, nie daję już rady. Wiesz o tym. Błagam Cię, nie skreśl mnie w Twoim sercu, kiedy nie dam już rady i zrobię coś strasznego.