W 101 roku życia 4 lutego o godzinie 19.00 zmarła s. Honoria, Janina Adamska, w godzinie gdy siostry w walendowskiej kaplicy Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia odmawiały Litanię do św. Siostry Faustyny.
Siostra Honoria, Janina Adamska urodziła się 19 grudnia 1925 roku we wsi Gniła koło Białegostoku w rolniczej rodzinie Jana i Franciszki z domu Grzegorczyk. Kilka dni później, 26 grudnia, została ochrzczona w kościele parafialnym pw. Zwiastowania NMP w Dobrzyniewie Kościelnym. Sakrament bierzmowania przyjęła 30 kwietnia 1937 roku z rąk ks. bp. Romana Jałbrzykowskiego.
Jako młoda dziewczyna należała do Sodalicji Mariańskiej, powstałej przy rodzimej parafii. Pielgrzymka na Jasną Górę – zorganizowana w kręgach Sodalicji w czerwcu 1947 roku – stała się okazją do poznania Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Kapłan moderator grupy, zaprowadził wówczas sodalistki do wspólnoty sióstr w Częstochowie. Tam przyjęto dziewczęta bardzo serdecznie. Janina wraz z koleżanką były jedynymi, które nie zadeklarowały chęci wstąpienia do zakonu. Jednak tego samego roku 7 września późniejsza s. Honoria zgłosiła się jako kandydatka i 10 września rozpoczęła postulat w domu częstochowskim.
Obłóczyny odbyły się 30 kwietnia 1948 roku w Krakowie i tym samym s. Honoria rozpoczęła 2 letnią formację w nowicjacie pod okiem mistrzyni s. Konsolaty Romańskiej. Również w Krakowie 29 kwietnia 1950 roku złożyła śluby roczne, a 2 sierpnia 1955 roku – śluby wieczyste.
Siostra Honoria przez całe swe życie pełniła posługę kucharki w różnych domach Zgromadzenia: Derdach, Wrocławiu, Kaliszu, Gdańsku, Zakopanem, Częstochowie i Walendowie. Po raz trzeci wróciła do Walendowa w roku 1990, gdzie jeszcze przez 2 lata pracowała w kuchni. Choć w 1992 roku przeszła na emeryturę, to jeszcze wiele lat – na miarę sił – pomagała w utrzymaniu walendowskiego parku.
Przez ostatnie kilka lat – ze względu wiek i chorobę – służyła Bogu i ludziom cierpieniem i modlitwą, wypraszając miłosierdzie dla świata. Miała duże nabożeństwo do Męki Pana Jezusa, którą często rozważała. Kochała Różaniec i Godzinki do Niepokalanej Maryi Panny, które codziennie starała się wysłuchać w Radiu Maryja. Była bardzo wierna modlitwie brewiarzowej, której nie przerwała mimo bardzo słabego wzroku. Tu również wielką pomocą było radio, z którym łączyła się w odmawianiu godzin brewiarzowych.
Podejmowała wręcz heroiczne wysiłki, by codziennie w oratorium uczestniczyć we wspólnotowej Mszy Świętej. Udawało jej się to aż do dnia wyjazdu do szpitala.
Swoje setne urodziny s. Honoria przeżyła w szpitalu, podsumowując: „A jednak doczekałam…”. Ostatnie miesiące Jej ziemskiej pielgrzymki upłynęły w cierpieniu i częstych pobytach w szpitalu. Ogromnym Jej pragnieniem było, by wynagrodzić za swoje grzechy już tu na ziemi, a przez to uniknąć cierpień czyśćcowych i pójść prosto do nieba.












