Aktualny numer

Aktualny numer

12 min czytania
Spis treści 3
  1. 01 Głogowiec i Świnice Warckie
  2. 02 Modlitwa boksera
  3. 03 Postanowienie poprawy

lipiec, sierpień, wrzesień 2026

 

WYBRANE TEMATY

Głogowiec i Świnice Warckie

Na szlaku św. Siostry Faustyny nie może zabraknąć miejsca jej urodzenia i chrztu. To tu zaczęło się jej życie na ziemi i jej wyjątkowa relacja z Bogiem…

Nie idę sama, ja idę z Panem Jezusem

Gdy 25 sierpnia 1905 roku słońce wzeszło po raz kolejny nad dobrymi i złymi we wsi Głogowiec, w rodzinie małżeństwa Marianny i Stanisława Kowalskich urodziła się kolejna -–  trzecia córka. Dwa dni później 27 sierpnia 1905 roku w kościele parafialnym pw. św. Kazimierza otrzymała sakrament chrztu świętego. Kapłan, Józef Chodyński, wypowiedział nad Heleną m.in. słowa: „Przyoblekłaś się w Chrystusa, dlatego otrzymujesz białą szatę". Pielęgnowała tę biel duszy przez całe życie.

Wzrastała w wierze pod okiem pobożnych i rozmodlonych, pracowitych, bogobojnych rodziców, przygotowując się do dnia Pierwszej Komunii Świętej. Oczyszczona dzień wcześniej w sakramencie spowiedzi świętej, przyjęła Pana Jezusa do swego serca podczas sprawowanej Eucharystii. Tego dnia, kiedy wyszła z kościoła parafialnego, była skupiona i szczęśliwa, trwając w żywej  obecności Jezusa mieszkającego już w jej dziecięcej duszy. Szła z Nim pośród kwitnących, kolorowych łąk, śpiewających ptaków, wśród przejeżdżających furmanek i głosów rozmawiających bliskich jej osób, rodziców, rodzeństwa, krewnych, koleżanek i znajomych. Potem zwolniła kroku i szła sama u boku Niewidzialnego Boga. Jej pełen miłości dialog z Jezusem przerwała zatroskana sąsiadka, pytaniem: „Helenko, czemu idziesz sama?", na które grzecznie i świadomie odpowiedziała: „Nie idę sama, ja idę z Panem Jezusem". I tak z Nim, w Jego obecności chodziła i z Nim się zawsze we wszystkim łączyła. Wychowywała się pod okiem kochającego i wymagającego ojca, który nauczył ją czytać i pisać zanim rozpoczęła naukę w Szkole Podstawowej w Świnicach Warckich. Chętnie czytała wieczorami z ojcem Pismo Święte i „Życiorysy Świętych". Do słuchania i zgłębiania tych treści zapraszała również ludzi z wioski. Kiedy znalazła chwilę czasu przy wypasaniu krów, czytała z przejęciem religijne lektury swoim rówieśnikom.

W moim sercu na pierwszym miejscu jest Pan Jezus

Pochłonięta myślą o ludzkiej biedzie, przebrała się za ubogą żebraczkę w stare ubrania mamy i poszła na wieś zbierać datki. Potem zaniosła je księdzu proboszczowi, by przeznaczył dla najuboższych rodzin w parafii. Przynaglona miłością do Jezusa nie zaniedbywała coniedzielnego spotkania z Nim w Eucharystii. Jednak mogła pójść do kościoła na Mszę Świętą niedzielną co którąś niedzielę z powodu braku sukienki. Dziewczynki miały tylko jedną odświętną sukienkę do kościoła. Dlatego w ciszy ogrodu przy zawieszonej na drzewie kapliczce z figurką Matki Bożej, którą wyrzeźbił jej tata, odmawiała w skupieniu Mszę Świętą z książeczki. Zapracowana mama niekiedy wołała ją: „Helenko, chodź mi pomóż", a ona biegła dopiero po skończonej modlitwie, mówiąc pokornie: „Mamo, ty się na mnie nie gniewaj, ale w moim sercu na pierwszym miejscu jest Pan Jezus". Zawsze Jezus był w jej sercu na właściwym miejscu, dlatego wszędzie i we wszystkim od najmłodszych lat słuchała Go i pragnęła wypełnić Jego wolę. (…)

Miejsce dla każdego

Każdy bez wyjątku dzięki zaufaniu i żywej wierze może odkryć drogę do prawdziwego szczęścia, kiedy zagłębi się w proste, pełne Ducha Świętego słowa Helenki z Głogowca: „Nie idę sama, ja idę z Panem Jezusem".

Siostry ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia, wspólnota czynna od 25 lat i kontemplacyjna, od 20 lat posługując przy Sanktuarium Urodzin i Chrztu Świętej Faustyny w Świnicach Warckich, zgłębiają wciąż na nowo to przepiękne przesłanie: „Nie idę sama, ja idę z Panem Jezusem”, uwielbiając i wysławiając niezgłębione Miłosierdzie Boże, z którym przeszła przez całe życie Święta z Głogowca. Siostry w ten sposób kontynuują Jej misję, idąc z Jezusem do parafian, pielgrzymów i potrzebujących modlitwy przybywających do tego świętego miejsca ze wszystkich zakątków Ojczyzny i świata. Dostępny jest także domek, w którym żyła Helenka Kowalska.

s. M. Lilioza Gorzkiewicz ISMM

 

Modlitwa boksera

Szczęść Boże! Mam na imię Cyprian. Mam 36 lat. Pochodzę z Poznania. Jestem klerykiem roku propedeutycznego Elbląskiego Seminarium Duchownego. Chciałbym zostać księdzem, jednak nie zawsze miałem takie pobożne pragnienia. Kiedyś żyłem w sposób bardzo niegodziwy. Jednak w pewnym momencie mojego życia przeżyłem głębokie nawrócenie. O tym chciałbym opowiedzieć. 

Trudne dorastanie

Wychowywałem się w rodzinie chrześcijańskiej. Moi rodzice byli ludźmi wierzącymi w Boga, chodziliśmy co niedzielę wspólnie do kościoła. Mam cztery starsze siostry. Od kiedy pamiętam wierzyłem w istnienie Boga. Myślę, że moja wiara opierała się m.in. na tym, iż będąc małym chłopcem, kilkukrotnie widziałem w swoim życiu postacie duchowe. Raz nawet widziałem taką postać wspólnie z moim ojcem. Przez te wydarzenia wiedziałem, że istnieje coś więcej niż tylko świat materialny. Mój tato zmarł, gdy miałem 6 lat. Wtedy chyba przestałem się już w ogóle modlić. Mama bardzo starała się dobrze wychować swoje dzieci, jednak nie była w stanie zastąpić mi taty i w pewnym stopniu wychowywałem się na własną rękę. Do kościoła chodziłem niechętnie. Nie sprawiało mi to wtedy przyjemności. Przystąpiłem wraz z moimi rówieśnikami do I Komunii Świętej, a potem do bierzmowania, lecz poza tym nie uczęszczałem w ogóle do kościoła.

Gdy poszedłem do gimnazjum, zacząłem wchodzić w towarzystwo, które miało na mnie zły wpływ. Zaczęło się od palenia papierosów i picia alkoholu, ale zaraz po tym zacząłem sięgać po różnego rodzaju narkotyki. Byłem ciekawy świata i chciałem spróbować tego, co świat mi wtedy oferował. Do tego dochodziło robienie różnych głupot, przez które mógłbym trafić do więzienia. W wieku 18 lat paliłem marihuanę już prawie codziennie. Po kilku latach odurzania się marihuaną zacząłem być tym znudzony i chciałem przestać żyć w ten sposób, jednak wtedy zdałem sobie sprawę, że to nie jest dla mnie proste. Podejmowałem kilkukrotnie próby wyjścia z nałogu. Gdy żyłem bez odurzania się, czułem się jednak fatalnie, czegoś mi brakowało. Bardzo męczyłem się, walcząc z nałogiem, i za każdym razem po przerwie od marihuany wracałem do nałogu z jeszcze większą intensywnością.

Marzenia o boksie

Od dziecka lubię uprawiać sport. Miałem nawet marzenia, aby zostać sportowcem. W wieku 26 lat miałem jechać po raz pierwszy na zawody bokserskie. Przez pół roku bardzo mocno się do nich przygotowywałem. Na kilka dni przed zawodami zrobiłem komplet badań lekarskich i ku mojemu zdziwieniu wynik badania EEG był dla mnie niekorzystny. Trener powiedział, że z takim wynikiem badań nie mogę wejść na ring, mimo że chciałem walczyć na własną odpowiedzialność. Bardzo się wtedy załamałem. Gdy poszedłem do lekarza neurologa, usłyszałem, że jeśli przestanę palić marihuanę, to w ciągu pół roku mój organizm się oczyści i będę mógł wystąpić w zawodach. Postanowiłem rzucić marihuanę, ale od wielu lat paliłem ją codziennie i nie byłem już w stanie jednego dnia przeżyć bez niej. Wiedziałem, że sam sobie nie poradzę, że potrzebuję pomocy. Mimo iż od wielu lat w ogóle się nie modliłem, to pierwszą osobą, jaką poprosiłem o pomoc, był Bóg. 

W jednym momencie

Jakiś czas wcześniej otrzymałem od mojej mamy chrzestnej obrazek z modlitwą „Koronka do Miłosierdzia Bożego”. Z poczuciem własnej bezradności i łzami w oczach powiedziałem do Boga: „Jak Ty mi nie pomożesz, to do końca życia będę się męczył z tym nałogiem”. Zaraz po tych słowach odmówiłem modlitwę z obrazka. Ku mojemu zaskoczeniu głód narkotykowy, który towarzyszył mi od wielu lat, zniknął w jednym momencie. Po raz pierwszy w swym dorosłym życiu poczułem się dobrze na trzeźwo. Poczułem pokój serca, zadowolenie, satysfakcję, jak po dobrze wykonanej robocie. Przez pierwszy tydzień miałem noce nieprzespane, budziłem się co kilka godzin cały spocony. Po tym czasie było już jednak coraz łatwiej. Bóg sprawił, że od tamtego czasu czuję się dobrze na trzeźwo, niekomfortowo zaś, gdy się odurzę czymkolwiek. Od tego czasu zacząłem się coraz więcej modlić, gdyż zauważyłem, że to mi pomaga. Po każdej modlitwie odczuwam niesamowity pokój serca. Kilka miesięcy później byłem po raz pierwszy w swym życiu na Mszy Świętej z modlitwą o uzdrowienie. Podczas wielbienia Pana Boga z uniesionymi w górę rękami, poczułem bardzo mocno Jego obecność. Odczułem, że jest On samą Miłością i Miłosierdziem. Bóg dał mi odczuć, że wie o mnie wszystko i bardzo mnie kocha takim, jakim jestem. To było najpiękniejsze doświadczenie w całym moim życiu. Od tego czasu zakochałem się w Bogu i zapragnąłem dzielić się swym doświadczeniem z innymi ludźmi. Wróciłem do korzystania z sakramentów świętych, a także usłyszałem na modlitwie głos: „Idź w stronę kapłaństwa”.

Walczę w imieniu Jezusa

Pięć miesięcy po tym, gdy Bóg uwolnił mnie od głodu narkotykowego, zrobiłem kolejne badanie EEG, gdyż zbliżały się zawody bokserskie, w których chciałem wziąć udział. Tym razem nie było już żadnych przeszkód, abym mógł wejść na ring. Wystąpiłem w tych zawodach, a później w kolejnych, które w niezłym stylu udało mi się wygrać. Myślałem o tym, aby iść dalej w boks, niektórzy nawet mi to doradzali, jednak po rozmowie z moim księdzem proboszczem, który wiedział o moim powołaniu, wiedziałem już, że muszę wybrać: albo próbuję robić karierę bokserską, albo próbuję zostać księdzem. Wiedziałem, że pragnienie kapłaństwa jest w moim sercu dużo większe, niż pragnienie zostania bokserem. Nadal boks jest moją pasją i lubię go uprawiać. Co ciekawe, mamy nawet w seminarium możliwość uczestniczenia w treningach bokserskich, które dają mi dużo radości, pozwalają oczyścić się emocjonalnie oraz utrzymać się w niezłej formie fizycznej. Wiem jednak, że walcząc na ringu w zawodach, ryzykowałbym utratę zdrowia, które może w przyszłości pozwoli mi być przydatnym narzędziem w rękach Pana Boga.

Czy zostanę księdzem? Nie wiem, ale samo kroczenie tą drogą daje mi ogromną radość i satysfakcję, a moje serce jest pełne pokoju.

kl. Cyprian Grduszak

 

Postanowienie poprawy 

Kontynuacją żalu za grzechy jest mocne postanowienie poprawy, które wyraża się w wewnętrznej decyzji i przemianie, a dopiero później towarzyszą temu konkretne czyny.

Znaczenie

Trudno jednoznacznie określić znaczenie tego warunku sakramentu pokuty, ale na pewno jest to podjęcie decyzji zerwania z grzechem i złem, które zostało dokonane i z którego wciąż się człowiek nie wyzwolił. To pragnienie czynienia dobra ze względu na samego Boga, który jest miłością i okazuje nam nieustannie swe miłosierdzie. Takie postanowienie nie oznacza, że w przyszłości nie pojawi się żaden grzech czy nieposłuszeństwo, ale jest ono warunkiem koniecznym do przeżycia dobrej i owocnej spowiedzi.

Zasadniczo można przyjąć trzy momenty szczególnie ważne, kiedy człowiek wierzący postanawia poprawę: przed spowiedzią, wyrażając pragnienie tego sakramentu; w czasie jego trwania, obiecując wobec Boga i spowiednika poprawę; w codzienności, kiedy tę obietnicę wciela w życie.

Jesteśmy podobni do Apostoła Pawła, który zapisał w Liście do Rzymian te słowa: Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę (7, 19). Ten fragment trafnie ukazuje trudne sytuacje i dramaty przeżywane przez wierzących, którzy regularnie praktykują ten sakrament.

Praktyka

Mocne postanowienie poprawy może wydawać się wręcz niemożliwe do realizacji. Mam tu na myśli nie tylko fakt powtarzania tych samych grzechów w każdej spowiedzi świętej, lecz także problem z nałogami czy uzależnieniami, które pokonać samemu jest bardzo trudno. Na szczęście, nie jest to tylko dzieło człowieka wierzącego, ale przecież sam Bóg przychodzi nam z pomocą. Trzeba zatem w tych zmaganiach Mu zaufać. Kościół zachęca, aby się nie poddawać i nie ulegać rozpaczy, lecz prosić z pokorą o potrzebne łaski.

Mocne postanowienie poprawy to świadomość, że Bóg wypełnia naszą codzienność i chroni nas przed złem. Nie możemy się zatem zniechęcać na drodze do świętości, choć może ona wydawać się czasem bardzo trudna, a przeszkody mogą być czasem nie do pokonania. Przykładem tego jest postawa Apostoła Pawła, który doświadczał bliżej nieokreślonej trudności, którą nazwał ościeniem dla ciała. W czasach starożytnych było to narzędzie z ostrym zakończeniem do łowienia ryb lub popędzania stada, natomiast w sensie przenośnym oznaczało wszystko to, co głęboko rani lub dręczy, a zatem stanowi fizyczną lub duchową przeszkodę. W 2 Liście do Koryntian zapisał te słowa: Dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali»” (12, 7–9). Święty Paweł nie został uwolniony w sposób cudowny od przeszkody, która sprawiała mu wiele cierpienia.

Podobne zmagania przeżywała Siostra Faustyna, o czym pisze w swoich duchowych zapiskach: Kiedy w pewnym dniu postanowiłam sobie ćwiczyć się w pewnej cnocie, upadłam o dziesięć razy więcej niż w innym dniu w błąd cnocie tej przeciwny. Wieczorem zastanawiałam się nad tym, czemu dziś tak wyjątkowo upadałam, usłyszałam te słowa: Za dużo liczyłaś na siebie, a za mało na mnie. Zrozumiałam przyczynę swoich upadków (Dz. 1087).

Przykład

Każdy z nas pragnąłby zmiany swego życia, szczególnie wtedy, kiedy mocno i boleśnie doświadcza słabości oraz grzechu. Modelowym przykładem takiego skutecznego postanowienia poprawy jest biblijny Zacheusz, który na swej drodze spotkał Jezusa. To właśnie ta chwila spojrzenia i wymiana słów sprawiła niezwykłe i gruntowne nawrócenie: Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie» (Łk 19, 8).

Postanowienie poprawy miało duże znaczenie w życiu i formacji duchowej św. Siostry Faustyny. W „Dzienniczku” możemy znaleźć postanowienia z odbytych rekolekcji czy też innych praktyk duchowych. Przykładem jest ten zapis: P o s t a n o w i e n i e: wierność natchnieniom wewnętrznym, chociażby mnie nie wiedzieć co kosztować miało. Nic nie czynić sama, bez porozumienia się wpierw ze spowiednikiem (Dz. 176). Siostra Faustyna miała świadomość tego, że aby wzrastać, należy stawiać sobie wymagania, w których pomagały jej takie właśnie postanowienia ogólne i szczegółowe.

Rozważ słowa „Dzienniczka”

Dusza: Panie, przyczyną mojego smutku jest [to], że pomimo moich szczerych postanowień wciąż upadam, i to w te same błędy. Rano postanawiam, a wieczorem widzę, jak daleko odeszłam od tych postanowień.

Jezus: Widzisz, dziecię Moje, czym jesteś sama z siebie, a przyczyną twoich upadków to jest to, że za wiele liczysz sama na siebie, a za mało się opierasz na Mnie. Ale niech cię to nie zasmuca tak nadmiernie, masz do czynienia z Bogiem miłosierdzia, nędza twoja nie wyczerpie go, przecież nie określiłem liczby przebaczenia (Dz. 1488).

ks. Sławomir Czajka, doktor biblistyki

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina