Jezus powiedziaŁ: szukajcie a znajdziecie. Ja zaczęłam Go szukać i pomału odnajduję, trudno mi bylo pojąć istotę Boga, a przez to, że nie potrafiłam Go pojąć nie miałam prawdziwej wiary.Wszystko zaczęło się przez Ojca ŚwietegoJana Pawła. W dniu śmierci Papieża może więcej świata odczuło namacalnie jego stratę i po tym wielu ludzi zaczęło się zastanawiać, ziemia jakby się zatrzymala.Papiez był ogromnym darem od Boga, bo właśnie w nim mogliśmy zobaczyć Boga i świętość.On pokazał, że świętość nie jest nudna, ale piękna, myślę, że dla współczesnego człowieka właśnie ktoś taki był niezbędny.Pamiętam blask, który bił od Papieża, kiedy przejeżdżał ulicami Krakowa, byłam wtedy dzieckiem, ale to ze mną zostanie na zawsze; jest to jedno z piękniejszych przeżyć.Tak się zaczęło, od tej Skaly mojeposzukiwanie.Stwierdziłam,że jeżeli on mówi, że Bóg naprawdę jest, to ja mu wierzę.Drugą bardzo ważną osobą, która zbliża mnie do Boga, jest Ojciec Pio.A teraz niedawno czytajac przypadkiem artykuł o Siotrze Faustynie bardzo mnie zaciekawilo, że w dziennikach są opisane objawienia i postanowiłam je przeczytać.Czytajac zapiski Siostry Faustyny czuję się jakby Jezus moówilł właśnie do mnie,jest to dla mnie forma modlitwy.Ale jest to modlitwa niezwykła, ponieważ nie polega ona na odmówieniu pacierza, ale dzięki niej naprawdę bardzo zbliżam się do Jezusa ja go poznaję, ja się z nim zaprzyjaźniam.Nie bylo by to dla mnie możliwe w takim stopniu,gdyby Jezus nie kazal Siostrze Faustynie tego wszystkiego zapisać,dla tego widze w tym głęboki sens.Myślę, że jest to świadectwo, poniewaz przez Siotrę Faustynę poznałam i pokochałam całą sobą Jezusa i nigdy więcej już się od niego nie odwrócę.Bardzo długa droga przede mną do tego, aby Jezus był ze mnie zadowolony,jednak żeby stało się coś dobrego musi się stać to najpierw w sercu.W moim wnętrzu zmieniło się bardzo duzo.Jestem osobą raczej otwartą i rozmawiając z koleżanką, rozmawiam na różne tematy,zwykle o tym, co w danej chwili dzieje się w moim życiu.Ostatnio podczas rozmowy opowiadalam jej tak bez zastanowienia o Matce Teresie, bo akurat lecial program ze wzgledu na rocznice.Tyle że nie mialam na celu nikogo nawracać chcialam jej poprostu opowiedziec o tym, co mną wstrząsnęło.Widok kobiety, której trąd wyżarł do kości pół twarzy,nagi człowiek leżący na brudnej ulicy owinięty tylko niechlujnie przecieradłem,chudy jak z Oświęcimia,kobieta z maleńkim dzieckiem przy piersi siedząca na ulicy... to był cały jej majątek.Gdybym tego nie zobaczyła nie uwierzyłabym, że gdzieś na świecie ludzie tak bardzo cierpieli i napewno cierpią, dlatego chcialam jej to powiedziec.Potem kiedy byłam u niej wspomnialam o tym, że czytam dzienniki Siostry Faustyny,bo akurat spojrzalam na obraz z napisem JEZU UFAM TOBIE,który wisi u mniej na ścianie.Ona na to powiedziała, że zalatuje jej tu trochę mocherowymi beretami, bo już drugi raz w tym samym dniu opowiadam o Bogu.Ja jej na to odpowiedziałam, że nie jestem fanatyczką,a i że nie widzę powodu, dla którego, jeżeli dzielę się z nią wszystkimi innymi sprawami, miałabym się tym nie dzielić.Jakoś się ta rozmowa potoczyła, że opowiedziałam jej parę fragmetow z dzienniczka, które mnie szczególnie zaintrygowały i odpowiedziały na pytania, na które szukałam odpowiedzi.Kiedy jej to opowiadałam, widziałam jej zaskoczenie i chyba nawet w głębi duszy zmieniła zdanie,napewno też dało jej to do myślenia.Wydaje mi się, że troszkę tak to działa, mam tu na myśli moc tego obrazu.Ten obraz jest u niej w domu, ale ona nie wiedziała o nim zawiele,kto wie może się to zmieni,ja sama patrzę na to teraz zupełnie inaczej niż kiedyś.To jest najbardziej niezwykly obraz, jaki jest na kuli ziemskiej i pomyśleć, że wisi u kogoś w domu,a ktoś nie ma o tym zielonego pojecia.