Byłam wtedy zrozpaczona. Tak ze mną się dzieje od ponad 1,5 roku. Bardzo cierpię z powodu wyrządzonej mi krzywdy - zredukowania mojego etatu i tym samym zwolnienia mnie z pracy po 18 latach pracy. Zwyciężyły fałsz, pogarda i nienawiść. Podupadłam na zdrowiu z wyniku bezsilności, przepracowania, stosowano od długiego czasu wobec mnie różne formy mobbingu, bezkarnie, podstępnie. Sąd rozstrzygnął sprawę na korzyść tego, kto kłamał i któremu w kłamstwach pomagali świadkowie, dowiedziałam się przed rozstrzygnięciem, że sprawa w sądzie pracy jest już załatwiona i nie wygram. Organy nadrzędne dla pracodawcy wyciszają sprawę, chociaż proszę o pomoc. Jestem już bezrobotna bez prawa do zasiłku. Modlę się i tracę nadzieję, tak na przemian. Ci, co wyrządzili mi krzywdę, z radością na twarzy, dobrze się mają. To skomplikowana historia, długo by o tym mówić. Można stracić wiarę w Boga. Codziennie modlę się do Bożego Miłosierdzia za pośrednictwem www.faustyna.pl., odmawiam różaniec, nowenny, modlę się za dusze w czyśćcu cierpiące, ofiaruję za nie swoje cierpienia. Nic na lepsze w mojej sprawie się nie zmienia, czasem jest jeszcze gorzej. Beznadzieja, rozpacz. W tym dniu (niedziela po południu), kiedy zrozpaczona, w jakiejś dziwnej niemocy z powodu złego samopoczucia położyłam się i z wielką boleścią patrzyłam przez chwilę na Obraz Jezusa Miłosiernego wiszący naprzeciw mnie na ścianie, skarżyłam się Jezusowi na bezsens mojego życia, zasnęłam. Po niedługim czasie obudziło mnie dziwne uczucie ciepła padającego na mnie. Kiedy otworzyłam oczy, szybko uświadomiłam sobie, Jezus Miłosierny stał we śnie przy moim łóżku, tak dokładnie widziałam Jego szatę i promienie bijące z Jego Serca prosto na mnie w okolice mojego serca, to było tak bardzo miłe uczucie ciepła bijące z tych Promieni, jakaś dziwna jasność. Przez kilka minut, kiedy leżałam jeszcze po przebudzeniu, czułam to ciepło i dziwny spokój, ciszę. Trudno to opisać. Kiedy o tym myślę, to odnoszę wrażenie, jakby to nie był sen, chociaż spałam, ale obecność Pana Jezusa i to ciepło były tak realne, jakby rzeczywiście Pan Jezusstał przy mnie, a ja bym we śnie miała tego świadomość. Pewna Siostra Klaryska znająca moją sprawę powiedziała mi, że to, co ja cierpię jest podobne do Męki Pana, choć Jezus o wiele więcej wycierpiał, nieporównywalnie więcej - i Pan Jezus jest bardzo blisko w moim cierpieniu, chociaż ja tego nie czuję. Ja w to nie uwierzyłam. Pomyślałam, że to taka mowa Czcigodnej Siostry na pocieszenie dla mnie, a ja i tak wiem swoje. Cierpienie wyniszcza prawidłową ostrość widzenia, zamyka w bólu, rodzi bunt nawet przeciw Bogu. Wtedy w niedzielę coś się stało, ja tego nie rozumiem. Nie znam planów Pana Boga wobec mnie, wciąż jestem jakby w martwym punkcie, ale ciągle się modlę, aby Pan Bóg dał mi szczęśliwie odzyskać pracę i poukładał moje chyba na dziś przegrane życie. Jemu zawierzam siebie i moją przyszłość, i tę tak bolesną dla mnie sprawę, aby On prześwietlił ją swoim światłem i przywrócił mnie do pracy. Trudną drogą mnie Bóg prowadzi przez życie, niezrozumiałą, może sprawdza moją wiarę. Tego nie wiem, ale chcę Jemu zaufać.