Od zawsze byłem katolikiem, jako małe dziecko zawsze starałem się chodzić do kościoła. Jednak nie przeżywałem tego szczególnie. Wierzyłem, że Bóg jest i OK, to mi starczy, również się modliłem. Rok temu poszedłem do szkoły średniej, zacząłem palić papierosy, stałem się trochę innym człowiekiem. Aroganckim, zarozumiałym. Widziałem to, ale specjalnie nie próbowałem tego zmieniać. W końcu przyszedł czas rekolekcji wielkopostnych. Wtedy się zaczęło. Starałem się otworzyć serce na Jezusa, jak nas prosił ksiądz. Mówił bardzo ciekawie, były pantomimy, czuwanie, śpiewy. Krótko mówiąc poczułem Jezusa. Od tamtego czasu cały czas Go szukałem, modliłem się lepiej, z większą chęcią chodziłem do kościoła. Ale czegoś mi brakowało. Czasami się od Niego odwracałem. Czekałem na następne rekolekcje, bo wiedziałem, że mi pomogą, w głębi duszy czułem to. No i w tym roku 2012, nareszcie. Przyszedłem na spotkania. Gorąco się modliłem, otworzyłem serce, powierzyłem się Jezusowi. W kościele czułem się niesamowicie. To czuwanie przy Najświętszym Sakramencie, przy śpiewie pięknych pieśni, modlitwa w ciszy, świetne pantomimy, wow, coś niesamowitego. Dzisiaj po kilku dniach dziękuje Bogu, że mnie wysłuchał. Jezus przyszedł do mnie i zamieszkał w moim sercu. Teraz świat jest inny. Dziękuje Panu, że dał mi łaskę wiary. Teraz czekam na pielgrzymkę i inne spotkanie formacyjne w kościele. Pragnę się dzielić z innymi łaską Chrystusa. Chwała Panu! :)