Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Chciałabym się podzielić cudem Jezusa, w którym pozwolił mi brać udział, a który był spełnieniem Jego obietnicy dotyczącej cudownego obrazu Jezusa Miłosiernego. Jechałam wieczorem dość smutna i zdruzgotana, przytłoczona swoją nędzą tramwajem, gdy zbliżałam się już do przystanku, na którym miałam wysiąść, usiadł przede mną mężczyzna, pijany, pobity i zdruzgotany, pełen bólu i myśli samobójczych po utracie kobiety, nie wiem czy słaniał się przez ból serca, czy przez alkohol, ale prosił mnie, żebym mu pomogła, żebym z nim porozmawiała. Opowiadał mi o sobie, aż się pogubił, gdzie w ogóle jest, więc pokładając ufność w Panu, wysadziłam go na moim przystanku, a że chciał się dostać w miejsce gdzieś w tych okolicach, zaproponowałam, że pomogę mu się dostać do domu. Jednak był dość ciężki i słaniał się w stronę jezdni, bałam się, że wyskoczy pod samochód (bo trochę pomysły samobójcze pod wpływem alkoholuznałam). Posadziłam go na przystanku, i za chyba natchnieniem Pańskim zadzwoniłam po mojego brata, żeby zszedł do nas i pomógł mi zająć się tym człowiekiem. Pocieszałam go, choć wiedziałam, że tylko Pan może mu pomóc, w sercu czułam, że Jezus wybrał ten czas na "ewangelizację". Wzięliśmy go do samochodu, sam nie wiedział, gdzie miał jechać i błagał o nocleg. Miał jakieś pomięte dokumenty i co chwilę powtarzał, że jest bezdomny, strasznie majaczył. Nie wiedzieliśmy w ogóle, kto to jest, a ciężko było się z nim porozumieć. Więc postanowiliśmy na policji zapytać o jakąś pomoc dla niego, jakiś nocleg itd. Kupiliśmy mu ciepłe picie i jedzenie, bo było zimno, a ja starałam się cały czas słuchać, modląc się w sercu i swoją obecnością, nie wiedziałam, który będzie moment dobry, by powiedzieć mu o Jezusie, więc prosiłam Pana o odwagę itd., a że opowiadał mi różne rzeczy i nieco mam wiedzy o zniewoleniach, bałam się, czy czasem nie ma tego problemu i sakralia nie wywołają w nim agresji, ale ciągle błagał o pomoc. Trzymał mnie za ręce, płakał, opowiadał swoje życie, a ja czułam się bezradna, bo wiedziałam, że mogę jedynie słuchać, że zwykłe: będzie dobrze, nie pomoże. Mówił, że się modli, że potrafi się modlić, więc prosiłam go, że jeśli teraz może, to żeby się modlił teraz. Pan pokierował moje spojrzenie na ręce, wyciągnęłam różaniec i zawinęłam mu na dłoni. Kiedy zauważył to ucałował go, a dla mnie był to sygnał jakby jego otwartości na łaskę Bożą. Po chwili włożyłam mu w dłoń obrazek z Jezusem Miłosiernym. Popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem, przez moment nieprzyjemnym i nagle stał się cud. Jego oczy zrobiły się spokojniejsze, zapytał się, czemu mu to pokazuję? Duch Święty mówił przeze mnie, że tam jest jego ratunek, rozmawialiśmy o Jezusie, Jego miłości bezwarunkowej, miłości nie za coś, ale pomimo wszystko. Siedziałwpatrzony w obrazek, a jego oczy robiły się coraz spokojniejsze i jakby trzeźwiał, sama byłam zadziwiona tą subtelną i delikatną, a jednak tak cudowną i wszechpotężną mocą Bożą. Poprosił, żebym mu zostawiła obrazek, schował go do folii z dokumentami, już szedł normalnie, był zmęczony, ale spokojny, trzeźwy, bardziej ufny i otwarty. Pytał, co ma Mu powiedzieć, czy Jezus w ogóle istnieje, ale im dłużej trwał wpatrzony w Jezusa, w tym lepszym stanie się znajdował. Wystraszył się, że ma iść na policję. Spytałam się go wprost, czy czegoś nie ukrywa, że tak się boi i uspokajałam go, że załatwimy wszystko tak, żeby miał ciepły nocleg, że nic mu nie zrobią i na fajnych policjantów trafiliśmy. Ufnie, spokojniejszy i trochę radośniejszy poszedł z nimi, a Jezus dał głębokie poczucie w sercu, że jest w Jego rękach i że Pan się nim zajmie. Gdy wracaliśmy, zmówiliśmy jeszcze Koronkę do Miłosierdzia Bożego, żeby Jezus załatwił munocleg i wszystko, bo bardzo zależało mi, żeby trafił na ludzi, którzy obejdą się z nim delikatnie i mu pomogą, mając większe możliwości. Po wszystkim odczułam bliskość św. Faustyny i cieszyłam się, że Jezus jest taki dobry. Chwała Panu! Wszyscy uciekajmy się do Niego, bo On na każdego czeka z otwartym Sercem, Miłością i łaską, każdy z osobna jest Jego umiłowanym jedynym dzieckiem. Bardzo też proszę o modlitwę za tego człowieka, żeby Pan doprowadził go w pełni do Siebie i nie dał mu zginąć?