Jezu Miłosierny, dziękuję Ci z całego serca za tę drogę mojego życia, po której Ty sam mnie prowadzisz CODZIENNIE, choć nic nie rozumiem, dokąd mnie prowadzisz. I SIEBIE NIE ROZUMIEM, ŻYJĘ JAKBY W DUCHOWEJ CIEMNOŚCI, ale chcę UFAC I UFAM. UFAM W KAŻDEJ CHWILI, że to TY SAM mnie prowadzisz pomimo mojego oporu...jak Cyrenejczyka zmuszono do pomagania TOBIE na Twojej drodze krzyżowej, tak i moje okoliczności życia, które, wiem, że TY, JEZU, wybrałeś właśnie dla mnie, prowadzą ku Tobie...Dziękuję za ś.p. brata Jana, którego WEZWAŁES Z TEGO ŚWIATA po przyjęciu sakramentów świętych, a był alkoholikiem ponad prawie 30 lat...TWOJE BEZGRANICZNE MIŁOSIERDZIE TO SPRAWIŁO, ŻE NIE MOGĄC ANI CHODZIĆ, ANI PORUSZAĆ RĘKAMI, MIAL JEDNAK TREŹWY ROZUM I DOBRĄ PAMIĘĆ PRZED SPOWIEDZIĄ I SAM ZAPRAGNĄŁ WYSPOWIADAĆ SIĘ...NIE MOGĘ O TYM PISAĆ BEZ GŁĘBOKIEGO WZRUSZENIA I OGROMNEJ WDZIĘCZNOŚCI DLA JEZUSA MIŁOSIERNEGO...JEZU, PRZENIKAJ MNIE NA WSKROŚ SWOIM MIŁOSIERDZIEM I NIE WYPUSZCZAJ MOJEJ RĘKI Z TWOICH DŁONI, CHOĆ TAK WIELCE JESTEM GRZESZNĄ. Marite z Łotwy.