Od 11 lat pielgrzymuję do Łagiewnik z podkrakowskiej miejscowości...Wtedy, kiedy w moim życiu doświadczam czegoś dobrego, wtedy, kiedy jest mi źle, wtedy, kiedy ogarnia mnie zwątpienie i brak mi nadziei. Zawsze znalazłam tam pocieszenie - po budującej spowiedzi, po poruszającym kazaniu. Czasem jechałam tam, żeby się wypłakać i to też przynosiło mi ulgę. Zawsze Jezus Miłosierny mnie wysłuchiwał, jednak nie od razu. Potrzebowałam czasu, aby nastąpiła we mnie jakaś przemiana, potrzebowałam czasu aby wiele spraw przeanalizować i przemyśleć. Towarzyszyło temu czasem zwątpienie, ale zaraz otrzymywałam nowe siły do walki, do przemiany. Na końcu otrzymywałam dary niewspółmiernie większe niż te, których oczekiwałam. Zawsze Jezus działał wedle swojej Boskiej logiki. Najbardziej jestem Mu wdzięczna za moją najbliższą rodzinę - za męża, który przemienił swoje życie pod wpływem małżeństwa i teraz jest zupełnie innym człowiekiem, oddanym mężem i ojcem, i za syna, którego urodziłam, mimo że medycyna uznała, że nie mogę mieć dziecka. Wiele modlitw, łez, wyrzeczeń, cierpienia - skutek jednak przerasta nasze oczekiwania. Mogłabym pisać tu wiele o łaskach jakie otrzymałam za wstawiennictwem Św. Siostry Faustyny i bł. Jana Pawła II od Jezusa Miłosiernego...Sekretem jest ufność jaką pokładam w Jego miłosierdziu.