"Ostatnią rzeczą, którą mamy ochotę robić, kiedy jesteśmy przygnębieni, jest dawanie czegoś z siebie, aby pomóc innym. Zamiast tego chcemy zanurzyć się w użalaniu nad sobą i mówić, "Popatrz na moje życie. Nikt nie ma takich problemów, jak ja". Zostałam sama, mąż i dziecko wyjechali na wakacje i zostałam sama. Brak pracy, myśli bez sensu, dręczenia i lęki. Noszę w sercu słowa, które Pan Jezus skierował do św. Faustyny, "Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku Mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie bliźnim, nie możesz się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić. Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy ? czyn, drugi ? słowo, trzeci ? modlitwa; w tych trzech stopniach zawiera się pełnia miłosierdzia i jest niezbitym dowodem miłości ku Mnie. W ten sposób dusza wysławia i oddaje cześć miłosierdziu Mojemu" (Dz. 742). Więc niech To będzie moją pracą... Postanowiłam, że teraz, kiedy jestem sama, będę chodzić do Hospicjum ... Odpychało mnie od tego, a zarazem trwały we mnie słowa, które nieustannie czułam w sercu: "pamiętaj, bedziecie sadzeni z Miłości". Poszłam... Weszłam do sali, gdzie leżał samotnie człowiek i patrzył w jeden punkt. Przedstawiłam się, spojrzał na mnie, ale nie rozumiałam, co mówi. Chwilę do niego mówiłam, widziałam, że stan jest poważny. Odmówiłam Koronkę do Miłosierdzia Bożego szeptem (nikt mnie nie widział, choć przechodziły różne osoby). Na zakończenie Koronki pacjent spojrzał w górę i się uśmiechnął. Dziś przyszłam i już go nie było... Panie Jezu, poślij mnie tam, gdzie Ty chcesz, niech w moim życiu wypełnia się jedynie Twoja wola. Widzę mój cel, choć inni patrzą na mnie dziwnie...