Już od ponad roku odprawiam codziennie Koronkę do Miłosierdzia, zawierzajac wszystkie me intencje Jezusowi i Maryi. Czwartego lipca mialem atak serca (Herzinfarkt). Oznajmił się potwornym bólem w splocie słonecznym, gdy szedłem przez miasto. Nie wiem, jaką siłą, ale dowlokłem się do domu. Rzuciłem się na łóżko i myślałem, że jak to przecierpię, to pójdę do lekarza. Gdy ból trochę osłabł, zawołałem pogotowie. Ale nie chcieli przyjechać, bo byla lekka poprawa.Podali mi numer całodobowej służby lekarskiej (Arztlicher Bereitschaftsdienst). Ci też nie przyjechali, by mnie zbadać. Podali mi numer pogotowia najblizszego szpitala. Zamiast dyskutować, pojechalem tam metrem i jakoś się dowlokłem do pogotowia. Po EKG postawili złą diagnozę, że to niby ból od kręgosłupa. Czas mijał, ból rósł, a ja się zacząłem za to wszystko modlić do Jezusa słowami Koronki. Nagle lekarzowi podpadło coś w EKG. Skonsultował się z kardiologiem ze szpitala wyspezjalizowanego do spraw sercowych. Wiec bylo CT (Computertomografie) i dopiero potem morfina i diagnoza zawału. Gdy ból minął, przyszedł spokój. I ta diagnoza mnie nie lękała. Wiedziałem, że będzie dobrze. Potem szło już szybko. Koretka, inny szpital, natychmiastowy zabieg - i już miałem dwa stent'y. Trwałem na modlitwie, nie zapominajac o szpitalu i chorych. Po tygodniu zwolnili mnie, mimo że zabieg był skomplikowany, ledwie się udało przepchać jedną aortę, a trzecia okazala się już dawno zrośnięta. Dostalem szybko rehabilitację, ale i tu lekarz nie umiał sobie wytłumaczyć mojej całosprawności, zaradzania samemu w domu i dobrych wynikow badań serca. Ja wierzę, że jest to, mimo dopuszczonego cierpienia, łaska otrzymana od Jezusa, który przecież nam obiecał, iż będzie czcicieli Jego miłosierdzia bronił. Wierzę też, że On ma w tym jakiś swój cel, by pomnożyć swą łaskę przeze mnie dla mnie i bliskich. Co już też zaszło przez doznane dobro ze strony rodzeństwa, poniekąd nie tak bliskich Bogu. Jezus ma swoje środki, by ratować nas i bliskich. Nigdy nie szukałem cierpień ani o nie prosiłem. On wie, co dopuścić moze. Będę nadal codziennie odmawiał tę przedziwną Koronkę do Miłosierdzia Bożego, ofiarujac ją za Kościół, zmarłych, świat, bliskich i siebie. Bóg mi to wciąż i wciąż wynagradza przez wielorakie pomoce w sprawach większych i codziennych. To ufne przekazanie swych spraw Jezusowi (Jezu, Ty to zalatw) owocuje u mnie i mych bliskich często w przedziwny sposob - ale nie przez przypadek. Jezu, ufam Tobie. I dzięki Ci za uratowanie mi zycia i tyle otrzymanych pomocy. Ty nas naprawdę kochasz swą miłosierną miłością. Andreas