Pochodzę z rodziny katolickiej. Mama nauczyła mnie wszystkiego: co dla Boga, a co dla państwa. Modliłam się zawsze, chodziłam daleko do kościoła w każdą niedzielę i na roraty, i na majowe litanie przy przydrożnych krzyżach w bardzo trudnych sytuacjach i warunkach. Mróz, śnieg nie wstrzymywały mnie od praktykowania wiary. Do kościoła chodziłam z wielką przyjemnością, a w trudnych chwilach modliłam się więcej i zawsze doznałam łask Bożych, szczególnie przez pośrednictwo Matki Bożej. Uratowała moje jedyne 4,5 miesięczne dziecko z płonącego domu, i to był cud. Zawsze jak coś miało się stać, to dostawałam jakiś głos wewnętrzny, żeby się modlić i nawet szłam do kościoła i przed obrazem Matki Bożej modliłam się, żeby ominęły mnie te nieszczęścia, przed którymi miałam strach, bo je czułam. I zawsze kończyło się pomyślnie. Nie wiem, jak to opisać, ponieważ otrzymałam tyle łask Bożych i cudów od Matki Bożej Częstochowskiej zanim poznałam orędzie Miłosierdzia, ponieważ to się działo w latach 70-80. Teraz jestem w innym kraju i tutaj też już dwa razy moje to samo dziecko ocalało cudem, sam lekarz powiedział, ale modlitwa moja i moich przyjaciół to wszystko uczyniły. Ostatnio mojej córce, która miała 40 lat i dwoje dzieci, zostalo tylko dwa tygodnie życia, operacji nie mozna było zrobić, bo lekarze powiedzieli, że nie chcą, aby umarła na stole operacyjnym, bo jest bardzo trudna sytuacja. Zostało jej już tylko kilka dni życia, nie mogła już chodzić ani spać, woda dostawala się do płuc. Ja i moi znajomi modliliśmy się, aby w jakiś sposób uratować moje jedyne dziecko i matkę dwóch córek. I jednego dnia lekarz mówi: Wiesz, wszystko się zmieniło w twoim sercu - cud. Są szanse, operację robimy natychmiast. I w ciągu dwóch jej ostatnich dni życia nastąpiła niesamowita zmiana: operacja się udała i czuje się dobrze, robi w domu wszystko. Chciałam dodać, że ona też jest ukojona modlitwą i wiarą, bo na przestrzeni 20 lat już jako dorosła osoba zawsze trudne chwile polecała Bogu, Maryi i różnym świętym, odmawiając różaniec, koronkę, uczestnicząc we Mszy Świętej przy kazdej okazji, jaka tylko jej się nadarzyła, nie tylko w niedziele, bo nigdy nie przeszla obojętnie koło kościoła. Dzisiaj pozostało mi tylko dziękować Matuchnie Bożej,Miłosierdziu Bożemu, Siostrze Faustynie, która nam dała taką wspaniałą szansę,a którą teraz poznałam i do których się modlę dziękując za wszystkie dary, łaski, całuję obrazki, które mam w domu wszedzie powieszone i porozkładane, bo również po ciężkich moich chorobach chodzę, jestem sprawna, pomagam córce i przyjaciołom tyle, ile mogę i uczestniczę w klubach, gdzie spędzam mile i wesoło czas, a to zrobiła moja wiara i nieustanna modlitwa z różańcem, Koronka do Miłosierdzia. Dziękuję Tobie, Jezu, i Ciebie, Jezu, prosimy wspomóż dusze, które odkupiłeś swoją krwią. Mam 67 lat, doświadczenie łask Bożych mam ogromne i w Polsce i tu daleko od kraju, który opuściłam w latach osiemdziesiątych.