Jezu, ufam Tobie!!! Jezu wiem, że ostatnie moje dni nie były takie, jakie powinny być. Wiem, że upadłam. Obraziłam Ciebie, moją Miłość swoją złością i atakiem przekleństw pod wpływem emocji i sytuacji. Przez 4 dni bardzo cierpiałam z powodu opuszczenia przez Boga, jakie czułam wewnątrz mojej duszy. Pragnęłam przeprosić Jezusa Koronką do Miłosierdzia Bożego, ale wcale nie czułam się lepiej. Ból narastał, a nie malał. Czułam, że potrzebna jest moja spowiedż w konfesjonale. Boże, Ty jeden wiesz, jaka ciężka była chwila, gdy nie mogłam przystąpić do Twojego stołu w czasie Eucharystii. Jaki czułam wstyd, że tak nisko upadłam, bo Cię obraziłam, a znam już wartość grzechu. Czułam, że wszyscy na mnie patrzą, a najbardziej było mi żal, że nie mogę ofiarować swojej Komunii św. za osobę, która była obecna na Mszy św., a której jest bardzo potrzebna modlitwa. Ukazałeś mi wtedy, Jezu, głębię mojego grzechu. Nie tak dawno na kazaniu ksiądz dużo mówił, że Pan Jezus wielkich rzeczy dokonywał na górach /modlitwa w ogrójcu, przemienienie na górze Tabor/. Wczoraj po Mszy św. poszłam do przydrożnej figury z Panem Jezusem, aby ją pomalować i przystroić wstążkami. Miało to być efektem końcowym prac, jakie moja rodzina wykonała przy tej figurce. Figurka ta stała z dala od głównej drogi, w polu, była bardzo zaniedbana. Moja teściowa w maju tego roku przechodziła obok niej. Stały przy niej starsze kobiety, mieszkanki sąsiednich budynków po byłych PGR. Próbowały uprzątnąć teren wokół figury. Chciały odprawiać nabożeństwo majowe. Moja teściowa wróciła do domu i opowiedziała całą tę sytuację. Dawniej figurą opiekowali się dawni właściciele ziemscy. Figura ma 119 lat. Ziemia wokół figury przeszła w ręce dzierżawców między innymi dla mojej rodziny. Wieś ma w centrum wsi też figurę z Panem Jezusem, ta stała sobie opuszczona i zaniedbana. Czasem przy objeżdzie pól ktoś o niej wspomniał, czy można zabrać na teren prywatny. Ksiądz odpowiedział, że tylko za zgodą, nie wiem teraz czyją. Więc nadal stała zaniedbana. Nie było odważnego, kto by się podjął jej uprzątnięcia i ogrodzenia. Wtedy, gdy moja teściowa wróciła do domu, mężowi przyszła do głowy myśl, że my moglibyśmy zakupić polbruk, a kuzyn z tej samej wsi, Pawełek, pomógłby go położyć. Ogrodzenie też szybko się znalazło z odzysku, trzeba było je tylko naprawić i pomalować. Plan został opracowany, tylko trzeba było go wprowadzić w życie. Trochę długo te roboty naprawcze trwały, ale z Bożą pomocą doszły do końca. To, co zostało obiecane Panu Jezusowi, zostało wykonane. Wiem, dobry Jezu, jak kręta była to droga i jak nią mnie i moją rodzinę prowadziłeś. Ja to wiem i moja rodzina też. Dziękuję Ci za to dobry Jezu. Dziękuję Ci, że w ten sposób mogłam wyprosić u Ciebie Twoje miłosierdzie dla nas. Gdy poszłam ją malować wczoraj, miałam nadzieję, że zaniosę tam swój krzyż, ciężar, który zalewał mi piersi i nie pozwalał oddychać. Moje opuszczenie i samotność. Mój ból i cierpienie z powodu moich upadków. Figura ta stoi na wzgórzu. Z ochotą zabrałam się do roboty. Wiał silny wiatr, mimo słońca było dosyć zimno. W ciszy, w spokoju malowanie szło mi dosyć szybko. Wiatr suszył szybko, pomagał mi, abym mogła pomalować dwukrotnie. Ile zmówiłam w czasie pracy zdrowasiek do Matki Bożej i Koronek do Bożego Miłosierdzia tylko Pan Bóg wie i wszyscy święci, którzy też modlili się ze mną. Tak wielką radość miałam z tego, że poszłam tam sama. Bez syna lub teściowej /wcześniej tak było zaplanowane/. Dobry i Miłosierny Jezu dałeś mi tam odczuć swoją obecność. Po kilku dniach zauważyłam, że ciężar, który nosiłam w piersi gdzieś zniknął, że został pod figurą na wzgórzu, że mnie tam przemieniłeś, że mi wybaczyłeś. Że na mnie czekasz, abym przyszła do konfesjonału w pierwszy piątek miesiąca to jest 3 października. Dziękuję Ci, Jezu, za Twoje przebaczenie. Dziękuję Ci, że pozwoliłeś mi dokończyć moją pracę. Wracając do domu po 4 godzinach, zdałam sobie sprawę, że dla mnie to była "góra Tabor". Wróciło wspomnienie kazania naszego kapłana. Dziękuję Ci, Jezu, i Tobie, św.Faustyno, że pozwoliłaś mi poczuć ból opuszczenia, o który Cię prosiłam, a póżniej zapomniałam o tym. Dziękuję, że mój ból, to kropla w morzu bólu Pana Jezusa, w czasie Jego męki. Dziękuję, że tam pod figurą mogłam modlić się za wszystkich mieszkańców mojej kochanej wioski z okresu 119 lat i powierzyć miłosiernemu Bogu wszystkie nasze i ich sprawy, radości i cierpienia. Dziękuję Ci, Jezu, za to doświadczenie. Dziękuję Ci, św. Faustyno. Wasza na zawsze Daneczka.