Chciałabym podzielić się swoim świadectwem. W październiku 2013 r. skorzystałam z usług wróżki. Poszłam tam niechętnie za namową koleżanek. To, co mi powiedziała, wywróciło całe moje życie do góry nogami. ..."Nie będziesz z nim, widzę rozstanie, nie wyjdziesz za niego za mąż, on wyjedzie..., to będzie twoja wina. Ale jest ktoś, kto cię bardzo kocha - mundurowy, żonaty". Kochałam narzeczonego nad życie, świata poza nim nie widziałam, w czerwcu ślub, a ona powiedziała mi takie rzeczy... Gdy wracałam do domu, byłam przerażona, powiedziałam, o tym narzeczonemu. Nie spałam całą noc, rozmyślając o tym... Ale jak to? Przecież ja go kocham i nigdy nie zostawię! I od tego się wszystko zaczęło... Na drugi dzień poszłam na Mszę Odnowy w Duchu Świętym. Była to pierwsza taka Msza, na którą poszłam z ciekawości - dowiedziałam się o niej od bratowej. Powiedziała mi, że na tej Mszy ludzie padają, nie wierzyłam jej, ale poszłam żeby zobaczyć to na własne oczy! Tego dnia też poszłam do spowiedzi. Wyspowiadałam się z wizyty u wróżki, ale bez żadnego jakiegoś żalu, tylko tak po prostu przystąpiłam do spowiedzi. Zobaczyłam, jak ludzie upadają, zainteresowało mnie to bardzo. Gdy kapłan nakładał mi ręce na głowę - bałam się, serce mi biło tak mocno, że myślałam, że mi wyskoczy. Po tej Mszy zaczęłam się modlić - wcześniej tylko żegnałam się na dobranoc i nic więcej. Listopad Mijały kolejne dni, nic się nie zmieniło - nieprzespane noce, natrętne myśli, koszmary, tabletki nasenne. Każdy kolejny dzień stawał się coraz gorszy. Zastanawiałam się, co się dzieje, że ja cały czas to rozpamiętuję i nie mogę o tym przestać myśleć, stało się to moim rytuałem - dzień, noc, dzień, noc, w kółko to samo. Sny - zaczęłam szukać interpretacji. Codziennie rano włączałam Internet i stronę SENNIK. Zaczęłam wierzyć, że coś w tym jest. Szukałam nawet stron ezoterycznych na temat: jak odwrócić wróżbę? Czytałam coraz więcej, każdego dnia coraz więcej i więcej - przez co pogrążałam się coraz bardziej. Wykonywałam jakieś dziwne rzeczy, jakie były podane na tej stronie - wyobrażenie zabrudzonej kuli i usuwanie tego brudu rękoma. Zaczynałam w to wierzyć, że już wszystko odwróciłam i że już wróżba się nie spełni. Jednak złe samopoczucie nadal nie ustępowało. Dni w pracy były przepłakane, coś ciągnęło mnie na samo dno. Mimo tego wszystkiego nieustannie się modliłam. Któregoś dnia musiałam wziąć wolne w pracy, ponieważ miałam Mszę za zmarłego dziadka. Po Mszy spotkałam rzekomego "mundurowego". Był to chłopak, z którym chodziłam w czasach gimnazjum, którego zostawiłam. Od tej pory moje życie legło w gruzach. Zaczęły się lęki, obsesje, natrętne myśli, sny z tym człowiekiem i ich interpretacja. Zaczęłam wierzyć w przeznaczenie i że go spotkałam, to nie przypadek. Zaprzestałam wychodzić z domu, żeby go więcej nie spotkać. Za każdym razem, gdy miałam wyjść przepełniała mnie ogromna fala lęku. Moje relacje z narzeczonym zaczęły się psuć. Kochałam go jednak cały czas, miałam wizję narzuconą przez wróżkę. Było to coś okropnego, czego nie można było w żaden sposób się pozbyć. Już sama nie wiedziałam, czego chcę. Wiedziałam tylko, że kocham narzeczonego, ale jeżeli ma być inaczej, to nie chcę żyć. Zaczęły się pojawiać myśli samobójcze. Nikomu o tym nie powiedziałam. Żyłam z tym problemem sama. Minął miesiąc od Mszy o uzdrowienie. Kolejna Msza. Tym razem poszłam na nią z ukochanym - on był na Mszy pierwszy raz. Za bardzo nie chciał iść, bo Msza za długo trwa. Oboje poszliśmy do spowiedzi, jednak nie zdążyliśmy na Komunię, ponieważ było strasznie dużo ludzi, a mało spowiedników. Była to taka moja pierwsza spowiedź szczera! Powiedziałam o tym wszystkim spowiednikowi, o mojej całej sytuacji, o tym, co mi się przytrafiło. Szczerze żałowałam za grzechy. Powiedział, żebym wszystko zawierzyła Bogu! Na Mszy uczestniczyłam jak nigdy przedtem. Słuchałam słowa Bożego, jednak tak naprawdę czekałam na moment, kiedy kapłan będzie kład ręce na głowę. Gdy przyszedł ten moment, prosiłam Boga o to, by zabrał mój lęk, obsesję, a przede wszystkim modliłam się o to, by nasza miłość przetrwała wszystko. Uklękliśmy razem przed ołtarzem. Wtedy powiedziałam: Jezu, ufam Tobie! Nagle czułam tylko ręce kapłana, które odkładają moją głowę na ołtarz. Moje ciało się rozpłynęło w miłości Ducha Świętego. Leżałam tak trochę czasu, taka spokojna, rozluźniona, a gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam ukochanego i kobiety, które trzymały mnie za rękę i modliły się. Pamiętam jak dziś - leciały takie słowa: "Przyjaciela mam, co pociesza mnie, gdy o jego ramię oprę się...". Leżałam jeszcze chwilę i zaczęłam płakać jak dziecko, a te panie również. Wtedy mój narzeczony powiedział: Teraz Ci wierzę. On też doświadczył Ducha Świętego, tylko w inny sposób. To była pierwsza moja noc od dwóch miesięcy, którą przespałam normalnie, bez żadnych środków nasennych, a budząc się, na buzi pojawił się uśmiech. I tak zaczęła się moja (nasza) przygoda z Panem Bogiem... W moim sercu zapanował spokój, radość, a uśmiechu z twarzy nie mogłam się pozbyć jeszcze następnego dnia w pracy. Przepełniała mnie ogromna radość. Zaczęłam się modlić coraz głębiej i głębiej. Koronkę do Miłosierdzia Bożego odmawiałam codziennie w Godzinie Miłosierdzia. Nie umiałam bez niej żyć, odmawiałam ją nawet kilka razy dziennie, bo dawała mi siłę, nadzieję. Po tym wszystkim stwierdziłam, że nie poddam się tak łatwo, że nie chcę dalej trwać w tych ciemnościach, że chcę żyć jak przedtem, bez lęku. Grudzień Podjęłam pierwsze kroki i poszłam na wizytę do psychologa. Poznałam bardzo miłą panią, która uświadomiła mi, że to, co się ze mną dzieje, to nerwica lękowa. Podjęłam leczenie, uczestniczyłam w terapiach, zaczęłam interesować się tą chorobą, dużo czytać na jej temat. Pani psycholog powiedziała również, że przeżyłam to tak, jak po utracie kogoś bliskiego. Nerwica jest chorobą duszy... Ciężko jest ją wyleczyć, a gdy się ją w jakimś stopniu wyleczy, po jakimś czasie powraca ze zdwojoną siłą. Proponowano mi leki psychotropowe, nawet już miałam receptę i wykupiłam je. Ale powiedziałam sobie: NIE! Jeżeli Bóg naprawdę uzdrawia, to te leki są mi niepotrzebne. Wierzyłam że kiedyś ten dzień nastąpi. Styczeń Modliłam się nieustannie modlitwą o cud. Do ślubu zostało pół roku, a ja jestem w takim stanie, że nawet sama nie wiem, czy chce tego ślubu, czy nie, bo tak naprawdę moją głowę przepełniały obawy lęki i przyszłość widziałam w czarnych barwach. Marzyłam o ślubie, ale w tej chorobie człowiek niczego nie jest pewien. Chciałam najpierw wyzdrowieć, ale mimo tego modliłam się, zaczęłam chodzić do kaplicy i rozmawiać z Bogiem jak z przyjacielem. Prosiłam o cud, o uzdrowienie, miłość do narzeczonego i żebyśmy przetrwali wszytko, żebyśmy razem spędzili resztę życia! Luty Któregoś dnia będąc w pracy, pracując przy komputerze, trzymając długopis w ręku i kartkę, nagle słyszę jakieś słowa o miłości... Byłam w takim stanie, że mając wszytko pod ręką, nie zanotowałam. Słowa te mówiły o zwycięstwie prawdziwej miłości nad złem. Przez dłuższą chwilę siedziałam wpatrzona w jedno miejsce i zaszokowana tą całą sytuacją. Nagle ogarnęła mnie radość, na twarzy pojawił się uśmiech. Poczułam się identycznie, jak w czasie spoczynku. Bóg nie zostawił mnie samej ani na chwilę, był ze mną zawsze. Wydaje mi się, że te słowa miały być tylko dla mnie, dlatego nie zdążyłam ich zapisać. Wyryły się one w moim sercu. Szukałam tych słów w Biblii, ale też niczego nie znalazłam. Marzec Co miesiąc chodziłam na Msze o uzdrowienie, zdarzało się nawet tak, że dwa razy w miesiącu. Przy tym była też regularna spowiedź. Będąc na skraju załamania, bo choroba dawała się we znaki, słyszę kolejne słowa: "Stań na przeciw wszystkiemu, a będziesz szczęśliwa". Zaparło mi dech w piersiach. Zadawałam sobie pytanie: Dlaczego Bóg mnie tak bardzo kocha? Czemu mi pomaga, daje nadzieję, skoro Go tak bardzo skrzywdziłam. Kwiecień Na Mszy o uzdrowienie ksiądz powiedział: Oddajcie swoje życie Jezusowi, nie bójcie się, Bóg was kocha! Modląc się i wzywając Ducha Świętego - oddałam swoje życie Jezusowi, bo nie miałam już siły sama nim kierować. Choroba nie ustawała, mimo że było kilka dni dobrych to i tak człowiek pamiętał tylko te złe. Byłam wykończona psychicznie. Ciągłe obawy, że mogę stracić ukochanego. Nie miałam siły już z tym walczyć. Pan znowu przyszedł do mnie - poprzez spoczynek. Maj Powiedziałam ukochanemu tak: "Tylko Bóg może uratować nasz związek, dlatego jedźmy do Częstochowy". Byliśmy na spotkaniu młodych 10 maja. Tę datę będę pamiętać do końca życia. Wcześniej wyspowiadaliśmy się. Podczas Mszy o uzdrowienie ojciec Daniel powiedział: "Pan leczy teraz osoby, które są zranione psychicznie". Wtedy poczułam, że Pan dotyka mojej głowy. Serce biło mi tak mocno, gdy Jezus zbliżał się w naszą stronę. Łaska Pana spłynęła na mnie. Nadal chodziłam do pani psycholog, rozmowy mi bardzo pomagały. Czerwiec Po pewnym czasie lęk się zmniejszył. Do ślubu zostało mało czasu. Zaczęłam zajmować się przygotowaniami. Aż w końcu nadszedł dzień, który tak BARDZO wyczekiwałam. Msza święta była przepięknie poprowadzona. Połączyłam się na zawsze z moim mężem. W drodze powrotnej na salę weselną zatrzymał nas jakiś samochód. Wysiadły dwie młode osoby. Powiedzieli, że mają coś dla młodych. Nie znałam tych ludzi - podarowali nam na nową drogę życia:obraz JEZUSA! Przypadek ? Wierzę, że to Pan postawił tych ludzi na naszej drodze i to jest prezent od niego samego! Bóg jest dawcą życia! Dziękuję Bogu, że przywrócił mnie do życia. Dziękuję za to, co mnie spotkało, bo dzięki temu poznałam Jezusa i wiem, że człowiek jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody - z JEZUSEM! Z nim wszytko jest możliwe! Przestrzegam wszystkich przed wróżkami, tarotami, horoskopami. Mogą one zniszczyć życie człowiekowi. Kierują naszą podświadomością i chociaż nie chcemy, zrobimy tak, jak one nam powiedziały. Żyję dzięki Jezusowi. To Jemu wszytko zawdzięczam. Otrzymałam od niego tyle łask - tylko dlatego, że walczyłam, nie poddawałam się, szukałam... "Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.. " W uroczystość Bożego Ciała na Mszy kapłan wypowiedział te słowa: "On cię prowadził przez pustynię wielką i straszną, pełną wężów jadowitych i skorpionów, przez ziemię suchą, bez wody, On ci wyprowadził wodę ze skały najtwardszej. On żywił cię na pustyni manną, której nie znali twoi przodkowie, chcąc cię utrapić i wypróbować, aby ci w przyszłości wyświadczyć dobro. Obyś nie powiedział w sercu: To moja siła i moc moich rąk zdobyły mi to bogactwo." - Łzy cisnęły mi się do oczu.. Jestem szczęśliwą małżonką. Dla miłości jestem w stanie poświęcić wszystko! Teraz już niczego się nie boję, bo wiem, że jest ze mną Jezus, a z Nim jest wszytko możliwe! CHWAŁA TOBIE, PANIE!!!!