Świadectwa

Świadectwa

Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.

Archiwum

Świadectwa z roku 2014

Strona 17 z 46

  1. daneczka

    Kochany Jezu, dziękuję Ci za Twoją pomoc w leczeniu choroby u mojej siostry Basi, która cierpi na reumatoidalne zapalenie stawów. Ta choroba sprawia, że nie ma się władzy w rękach, nie można utrzymać sztućców, odkręcić butelkę i tym podobne. Dziękuję Ci, Kochana Mateczko, że wyprosiłaś u swojego Syna tę łaskę, za którą chcę Ci teraz podziękować. Dziękuję Ci, św. Siostro Faustyno i św. Janie Pawle II za wasze...

    Czytaj całe świadectwo

    Kochany Jezu, dziękuję Ci za Twoją pomoc w leczeniu choroby u mojej siostry Basi, która cierpi na reumatoidalne zapalenie stawów. Ta choroba sprawia, że nie ma się władzy w rękach, nie można utrzymać sztućców, odkręcić butelkę i tym podobne. Dziękuję Ci, Kochana Mateczko, że wyprosiłaś u swojego Syna tę łaskę, za którą chcę Ci teraz podziękować. Dziękuję Ci, św. Siostro Faustyno i św. Janie Pawle II za wasze wstawiennictwo u Boga. Dziękuję Ci, Jezu, niebieski Lekarzu, że postawiłeś na drodze mojej siostry lekarkę, która przepisała dietę pokarmowa na odtrucie organizmu i zmuszenie do walki z chorobą. 14 sierpnia mój mały kuzyn Tomek, będąc na cmentarzu ze swoim dziadkiem, byłby zginął przygnieciony ciężarem ciężkiej marmurowej płyty. Cudem ocalony, płyta nie dotknęła głowy ani główką nie upadł na polbruk, lecz nieopodal tego miejsca. Mateczko Maryjo, wiem, że to Ty go ocaliłaś. Dziękuję Ci, św. Faustyno, za twoje rady i nauki, za przykład twojego życia, za "Dzienniczek", który mnie umacnia w miłości do Jezusa. Daneczka.

  2. krystyna

    Jezu, Matko Bożego Miłosierdzia, święta Faustyno, święty Janie Pawle II dziękuję za łaski, jakimi obdarzacie moją rodzinę, za spełnienie moich próśb o zdrowie dla mojej rodziny, dziękuję za Lenusie i proszę Was o zdrowie dla Ani i jej jeszcze nienarodzonego dziecka, które nosi pod sercem oraz proszę o zdrowie i błogosławieństwo w rodzinie. Jezu, ufam Tobie!

    Czytaj całe świadectwo

    Jezu, Matko Bożego Miłosierdzia, święta Faustyno, święty Janie Pawle II dziękuję za łaski, jakimi obdarzacie moją rodzinę, za spełnienie moich próśb o zdrowie dla mojej rodziny, dziękuję za Lenusie i proszę Was o zdrowie dla Ani i jej jeszcze nienarodzonego dziecka, które nosi pod sercem oraz proszę o zdrowie i błogosławieństwo w rodzinie. Jezu, ufam Tobie!

  3. Sylwia

    Szczęść Boże! Pragnę podzielić się z wszystkimi moim świadectwem. Jezus Miłosierny zawsze był w moim życiu jak w życiu każdego z nas..., niestety nie zawsze zauważany i doceniany. Zawsze, od dziecka wydawało mi się, że wszystko dzieje się na przekór mi. Mój ojciec jest alkoholikiem odkąd pamiętam, w szkole zawsze byłam wyśmiewana, w domu nigdy się nie przelewało, mój brat obecnie popada w nieciekawe towarzystwo i...

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże! Pragnę podzielić się z wszystkimi moim świadectwem. Jezus Miłosierny zawsze był w moim życiu jak w życiu każdego z nas..., niestety nie zawsze zauważany i doceniany. Zawsze, od dziecka wydawało mi się, że wszystko dzieje się na przekór mi. Mój ojciec jest alkoholikiem odkąd pamiętam, w szkole zawsze byłam wyśmiewana, w domu nigdy się nie przelewało, mój brat obecnie popada w nieciekawe towarzystwo i obawiam się, że może pójść w ślady ojca, grono znajomych było zawsze (i nadal jest) bardzo wąskie. Myślę, że na swój sposób Bóg zawsze był w moim życiu (on zawsze na pewno był przy mnie, niekoniecznie ja przy nim). Rzadko dostrzegałam Jego łaski w moim życiu, miałam wrażenie, że moje modlitwy nie zostają wysłuchane i jestem zbyt grzeszną osobą, by Bóg zechciał cokolwiek dla mnie jeszcze zrobić. W gimnazjum byłam jakby trochę bliżej Boga, chodziłam do kościoła, przyjmowałam sakramenty, zależało mi..., a przynajmniej tak mi się wydawało. W tym czasie dowiedziałam się o Koronce do Bożego Miłosierdzia (od księdza na religii). Zaczęłam się nią często modlić. Moje życie w niczym się nie poprawiało, mimo że bardzo błagałam o to Pana. Poszłam do technikum i jakoś stopniowo niby niezauważalnie zaczęłam się odsuwać. Modliłam się od czasu do czasu, od czasu do czasu chodziłam do kościoła... Niestety, nie przystępowałam już do sakramentów. Kościół i sakramenty święte zaczęłam traktować bardzo symbolicznie, mimo że wiedziałam, że w konfesjonale wyznajemy grzechy przed samym Bogiem i że w Komunii Świętej przychodzi do nas ŻYWY JEZUS - a ja Go tam nie dostrzegałam! Mimo to trwałam tak kilka lat (około 6) wydawało mi się, że i tak jestem bliżej Boga niż inni - jakże łatwo przychodziło oceniać mi w duszy innych, nie widząc swojego zatracenia i obłudy, myślałam, że wyspowiadać to ja się mogę sama przed Bogiem, a przyjąć do serca również mogę Go bez Komunii Świętej, bo Jezusa ma się przecież w sercu przyjmując Go powiedzmy swoją wolą czy jak to nazwać a nie przez hostię, która jest tylko symbolem (och, jakie to złudne i głupie myślenie, wmawianie sobie czegoś chyba dla wygody!). Zaczęły się studia, a następnie ja zaczęłam tracić grunt pod nogami. Wydawało mi się, że nic nie ma sensu, w domu coraz gorzej, ja nie potrafię ułożyć sobie życia, jestem totalnie aspołeczna. Nie chciało mi się żyć, momentami prosiłam Boga, by zabrał moje życie i dał je komuś, kto je doceni i właściwie wykorzysta. Tyle ludzi ginie, choruje, a oni pragną żyć, dać komuś miłość i radość - wszystko to, czego ja nie potrafię. Bywało raz gorzej raz lepiej - z chwilowych nadziei popadałam w totalną rozpacz. Zazwyczaj nie dawałam po sobie na zewnątrz poznać. Zawsze byłam skryta. Potrafiłam z nielicznymi osobami rozmawiać i to tylko o tym, co przyziemne, o tym, co w mojej duszy mówiłam tylko Bogu. Niedawno, bo jakoś w te wakacje zapragnęłam znów zbliżyć się do Boga. Może to wolny czas, że pracuję w domu na niepełny etat i rzadko wychodzę z domu, gdy nie mam zajęć na uczelni, skłoniły mnie ku temu..., a może Bóg się o mnie upomina. Zaczęło mi bardziej zależeć w tym czasie na dwóch moich intencjach, pragnieniach, których spełnienie, jak mi się wydawało, sprawi, że będę szczęśliwa. Ktoś powie: "jak trwoga, to do Boga"... Owszem, tak postępowałam, ale teraz widzę w tym coś więcej, że szczęście jest gdzieś indziej. Zaczęłam niemal codziennie odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia, zależało mi na spełnieniu moich intencji, ale myślę, że nie tylko, że pragnienie Boga również we mnie było. Niestety nie do końca rozumiałam sens tej modlitwy i dziś wiem, że źle się nią posługiwałam. Zaczęłam trochę czytać na temat miłosierdzia i ogólnie o Bogu. Szukałam wskazówek, jak mam żyć, co mam robić, by spełnić w swoim życiu Boży Plan wobec mnie. Bardzo pomocny był dla mnie "Dzienniczek" św. Siostry Faustyny - dał mi odpowiedź na niektóre pytania, wskazał moje błędy, dał nadzieję i większą ufność w miłosierdzie Boże. Jednak nadal szukałam, pytałam, zaczęłam się troszkę więcej modlić, zastanawiać nad swoim życiem i postępowaniem... Nadal, niestety, pozostawia to wiele do życzenia. Zaczęłam dostrzegać niektóre łaski, które wcześniej wydawały mi się być przekleństwem. Dostrzegłam, jak wiele Bóg dla mnie zrobił (takie moje małe cuda i te większe też np. to, że studiuję - zawsze tego chciałam ale jeszcze w szkole średniej wydawało mi się to nierealne m.in ze względu sytuację finansową, to że uważałam się za osobę, która nie poradzi sobie na studiach itp.) Zrozumiałam na pewno jedno, mianowicie spowiedź i Komunia święta są mi potrzebne natychmiast, bez nich ani rusz! No tak, ale jak ja po kilku latach mam się wyspowiadać, owszem jak wiele ludzi w podobnej do mojej sytuacji bałam się jej, bo wstyd przyznać, jak dawno nie byłam u spowiedzi, jak wiele się nagrzeszyło, co sobie ksiądz pomyśli i tak dalej. Wiem, że wielu ludzi to paraliżuje, ale u mnie nie do końca o to chodziło. A raczej było to wszystko plus mój paraliżujący strach przed kontaktem z kimkolwiek. Dla mnie zwykłe zakupy, wyjście gdziekolwiek, załatwienie spraw urzędowych, to cel niemal nieosiągalny. Boję się nawet odezwać, żeby zapytać o godzinę czy zadzwonić w jakiejś sprawie! Jestem totalnie aspołeczna, myślę, że to wynika z tego, że jestem DDA, ale nie chcę też wszystkiego zwalać na to. W pierwszy piątek sierpnia mimo to zaplanowałam, że pójdę do spowiedzi, przygotowałam się, zapisałam sobie grzechy na kartce (wiem, jak małe dziecko, ale po pierwsze było ich trochę, po drugie bałam się, że w stresie sama z siebie nic nie powiem). No i poszłam do kościoła, serce waliło mi jak oszalałe, uklęknęłam i zaczęłam prosić Boga o odwagę i by zaprowadził mnie choćby siłą do konfesjonału. Niestety, strach był tak paraliżujący, że nie dałam rady, zostałam na Mszy bijąc się z myślami, byłam na siebie zła - tak małej rzeczy dla Jezusa nie potrafię zrobić! Wróciłam do domu. Miałam nadzieję, że znów spróbuję, ale nie byłam co do tego przekonana. Jakoś kilka dni wcześniej koleżanka zaproponowała, byśmy poszły na pielgrzymkę do Piekar Śląskich, zgodziłam się z chęcią. Pomyślałam, że to może być kolejna okazja do spowiedzi. Wiedziałam, że będzie trudno, ale chciałam spróbować. Przeczytałam gdzieś, że jeśli mamy jakiś problem, kłopot, powinniśmy go ofiarować Panu słowami: "Jezu, Ty się tym zajmij", ale tak bezgranicznie Mu ufając nie tylko powiedzieć w duszy i nadal się zastanawiać, co i jak mam zrobić, jak to będzie itp. BEZGRANICZNIE ZAUFAĆ! Nie byłam pewna, czy tak potrafię. Owszem całym sercem ufam, że Jezus może wszystko - dosłownie wszystko, ufam, że Jezus bezgranicznie mnie kocha i nawet dla takiego grzesznika, jak ja, spływa zdrój Jego miłosierdzia. Ale nie ufam sobie, wiedziałam, że swoim strachem mącę tę ufność i Jezus nie może w tedy w pełni zadziałać w mojej duszy. Ale mimo to prosiłam o to, by zaprowadził mnie do konfesjonału, by wybaczył mi grzechy i by odbyło się to wszystko zgodnie z Jego wolą a nie moją, nie tak, jak chcę, ale tak, jak On chce. Wiedziałam, że tylko tak może dość do skutku ta spowiedź. Sama nie zrobiłabym jednego kroku w stronę konfesjonału. No i właśnie dziś, poszłam do kościoła uklęknęłam, zaczęłam się modlić. Strach, jaki ogarnął mnie poprzednim razem, był równie silny, myślałam, że znów się poddam, ale po dłuższej chwili wstałam i podeszłam do konfesjonału, czekałam na swoją kolej z widocznie trzęsącymi się kolanami (miałam wrażenie, że wszyscy zebrani w kościele patrzą na mnie i widzą ten strach), ale myślę sobie, że teraz już nie ma ucieczki. No i przyszła moja kolej, weszłam do konfesjonału, uklęknęłam, zobaczyłam księdza, który wczoraj odprawiał Mszę, na której byłam, a "nie przypadł mi do gustu" (ach, to moje ocenianie ludzi). Zaczęłam... w kościele zaczęło się nabożeństwo, zrobiło się głośniej, organy, śpiew ludzi... Ksiądz mi przerwał i poprosił, bym mówiła głośniej i żebym się tak nie stresowała! On wyglądał na nieco znużonego. Byłam przerażona, zaczęłam od nowa, ale po dwóch słowach niemal nie potrafiłam otworzyć ust, kartka z grzechami stała się niemal niewidoczna, ręce mi się trzęsły, serce waliło jak oszalałe, a łzy napłynęły do oczu. Z długimi przerwami i z płaczem zaczęłam wymieniać swoje grzechy... Ksiądz jakby bardziej się ożywił, był cierpliwy, słuchał, nie poganiał. Gdy na mnie spojrzał czułam wstyd, strach, bezsilność w danej sytuacji. Gdy skończyłam, zaczął rozmawiać ze mną jak z dzieckiem, zadając proste pytania... co mnie skłoniło do spowiedzi, czy wiem, który spośród moich grzechów był największy... Nie potrafiłam wykrztusić słowa..., ale on widząc to, pocieszał, że ważne jest to, że przyszłam, że spróbowałam, sam odpowiadał na zadane mi pytania, moje przerażenie nie malało, chciałam powstrzymać łzy, ale nie potrafiłam, lały się strumieniami. Usłyszałam słowa, które w ostatnim czasie przewijały się co rusz: to w przeczytanych artykułach, "Dzienniczku" Siostry Faustyny, fragmentach Pisma Świętego...Słowa: Jezu, ufam Tobie, to, że Bóg właśnie mówi przez tego księdza, że Jezus prawdziwie ŻYWY przychodzi do nas w Eucharystii, czyli wszystko to, co wiedziałam, co w ostatnim czasie starałam się wyryć w swoim sercu, aby nie zapomnieć, ale jednocześnie to, co tak bardzo ciężko przychodzi mi w praktyce. Pokutą była po prostu modlitwa, częsta eucharystia, adoracja Najświętszego Sakramentu. Ksiądz pocieszył mnie na końcu słowami: Alleluja i do przodu! Głowa do góry i zapraszam ponownie! (Oczywiście, gdy będzie taka konieczność:). Nie wiem, ile czasu spędziłam w konfesjonale, ale ludzie na mnie dziwnie patrzyli, jak wyszłam... Nie wiem, czy dlatego, że długo tam siedziałam, czy może przez łzy, których nadal nie potrafiłam opanować. Przystanęłam z boku, tak by jak najmniej osób mnie widziało, po chwili usiadłam w ławce. Trwało nabożeństwo, starałam się opanować, ale co jakiś czas łzy napływały do oczu. Po nabożeństwie zostałam na Mszy. Przyjęłam Komunię Świętą. Bardzo tego potrzebowałam. Mszę odprawiał inny ksiądz, ale ten, u którego się spowiadałam, również sprawował Eucharystię... A ja nie miałam odwagi podejść do niego, by z jego rąk przyjąć Pana, podeszłam do innego księdza. Niby nie znaczące, ale dostrzegłam w tym wstyd, jaki czułam przed tym księdzem, że zna moje grzechy, taki jak wstyd przed Bogiem. Po Mszy zostałam chwilę, by się pomodlić, niemal wszyscy ludzie już wyszli. Ten ksiądz wyszedł z zakrystii i rozmawiał chwilę z jakąś kobietą, po czym udał się z powrotem w kierunku zakrystii, ale nagle się odwrócił i szedł w moim kierunku. Chciałam na niego nie patrzeć, ale on się zapytał, czy może idę jutro na pielgrzymkę do Piekar Śl. Odpowiedziałam, że raczej tak, a on, że to super, on też idzie i zażartował, że nie wie, czy da radę przejść całą trasę, bo w jego wieku... tak jakby wiedział, że wstyd mi przed nim i chciał pokazać, że on mnie nie ocenia. Wiele mi to dało. Daleko mi do doskonałości, ale wiem, że z Jezusem wszystko mogę a sama nic. Jestem nędznym człowiekiem niegodnym czegokolwiek i tylko Jezus swoim miłosierdziem może uratować moją duszę. Wiele jeszcze muszę się nauczyć, ale mam najlepszego Nauczyciela i pozostaje mi się modlić o to, by już nigdy Go nie zawieść. Jeśli mogę prosić o modlitwę za mnie i moje dążenie do Boga, aby nie ustało, nie było czymś chwilowym powodowanym tylko strachem przed karą za grzechy czy też z chęcią wyproszenia czegokolwiek, a było tylko z czystej miłości do Boga. Przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi i za to, że jest tak długa. Gratuluję tym, którzy przeczytali do końca :)

  4. Agnieszka i Robert

    Dziękujemy Ci, Jezu Miłosierny, za dar życia w postaci naszego synka. Święta Faustynko, wypraszaj dla naszego Jasia Pawełka potrzebne łaski. Jezu, ufam Tobie!

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękujemy Ci, Jezu Miłosierny, za dar życia w postaci naszego synka. Święta Faustynko, wypraszaj dla naszego Jasia Pawełka potrzebne łaski. Jezu, ufam Tobie!

  5. Marysia

    Piszę to świadectwo,by wspomóc tych, którzy boją się iść do spowiedzi. Ku pokrzepieniu serc. Bałam się iść do spowiedzi, mam ponad 30 lat, w życiu zrobiłam tyle złego i wstydziłam się swych grzechów. Strach przed wypowiedzeniem tego wszystkiego w konfesjonale był ogromny. Zatem odkładałam spowiedz z roku na rok, tak minęły chyba z 4 lata. Po pewnym czasie zaczęłam czytać na temat św. Ojca Pio. Cudowny święty!...

    Czytaj całe świadectwo

    Piszę to świadectwo,by wspomóc tych, którzy boją się iść do spowiedzi. Ku pokrzepieniu serc. Bałam się iść do spowiedzi, mam ponad 30 lat, w życiu zrobiłam tyle złego i wstydziłam się swych grzechów. Strach przed wypowiedzeniem tego wszystkiego w konfesjonale był ogromny. Zatem odkładałam spowiedz z roku na rok, tak minęły chyba z 4 lata. Po pewnym czasie zaczęłam czytać na temat św. Ojca Pio. Cudowny święty! Ukochałam go całym sercem. To chyba on zaprowadził mnie do Boga. Prosiłam go o pomoc, bym nabrała odwagi do spowiedzi świętej. Pewnego dnia, po kolejnym zawodzie życia, poszłam do spowiedzi. Trzęsłam się, serce mi biło jak oszalałe. Podeszłam do konfesjonału. Przed spowiedzią poprosiłam św. Ojca Pio o pomoc. W konfesjonale wypowiedziałam rzeczy, które zrobiłam w życiu, w pewnym momencie głos mój zatrzymał się, nie mogłam wypowiedzieć ani jednego słowa, zaczęłam po prostu płakać. To było silniejsze. Poczułam ciężar swych grzechów, ale w miarę, jak ksiądz zaczął do mnie mówić, ciężar zmniejszał się. On nie gardził mną, ale pocieszył i wtedy poczułam, jak Bóg wylewa łaski w moje serce, uczucie nie do opisania. Uczucie lekkości, miłości. Gdy skończyła się spowiedź, odchyliłam się, by zobaczyć księdza, w sumie nie wiem dlaczego, automatycznie, i ku memu zdziwieniu, co zobaczyłam - ksiądz postury Ojca Pio, z brodą, uśmiechnięty, serdeczny. Wiem, że ten Święty uprosił mi u Boga ukochanego dar tej spowiedzi, a ksiądz, który mnie spowiadał, może miał być znakiem, że to właśnie "prezent" i pomoc od Ojca Pio?

  6. Kasia

    Jezu, gdyby nie Ty, pewnie by już mnie na tym świecie nie było. Dziękuję, że jesteś. Proszę, pomóż mi. Kocham Cię. Dziękuję Ci za wszystkie łaski.

    Czytaj całe świadectwo

    Jezu, gdyby nie Ty, pewnie by już mnie na tym świecie nie było. Dziękuję, że jesteś. Proszę, pomóż mi. Kocham Cię. Dziękuję Ci za wszystkie łaski.

  7. marzena

    Ja również chciałabym podzielić się niejednym swoim świadectwem, jakie otrzymałam od Pana Jezusa. Już jako młoda osoba będąca przed maturą zaczęłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Wyprosiłam wówczas piątkę z języka rosyjskiego na egzaminie ustnym oraz z języka polskiego, a na dodatek zostałam zwolniona z egzaminu ustnego z języka polskiego. Piszę o tym, bo to były początki łask, które otrzymałam od...

    Czytaj całe świadectwo

    Ja również chciałabym podzielić się niejednym swoim świadectwem, jakie otrzymałam od Pana Jezusa. Już jako młoda osoba będąca przed maturą zaczęłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Wyprosiłam wówczas piątkę z języka rosyjskiego na egzaminie ustnym oraz z języka polskiego, a na dodatek zostałam zwolniona z egzaminu ustnego z języka polskiego. Piszę o tym, bo to były początki łask, które otrzymałam od Chrystusa. Po drodze, idąc dalej, u mamy wykryto złośliwego raka krtani. Ze łzami w oczach przed operacją uklęknęłyśmy z mamą i ciocią przed obrazem JEZU, UFAM TOBIE i gorąco modliłysmy się, żeby operacja się udała i nie było przerzutów. I tak też się stało. Minęło już bardzo dużo lat i nie ma przerzutów, mama bez rurki normalnie z nami rozmawia i wszystkie badania, które musi co jakiś czas robić, są wyśmienite. Sama rok temu prosiłam Pana Jezusa o to, by znalazł mi dobrego lekarza, który usunie mi operacyjnie 9 cm mięśniaka macicy. Pamiętam to jak dziś, wykrwawiałam się strasznie, doszło do tego, że nabawiłam się takiego spadku hemoglobiny, że nawet nie chcieli mnie wziąć na stół. Kolejki na taką operację były straszne. Pewnego dnia idąc do kościoła spotkałam koleżankę z osiedla, która pracuje w szpitalu. Powiedziałam jej wówczas o tym problemie i dwa miesiące później zostałam operowana. Wszystko zagoiło się dobrze i po dwóch miesiącach byłam już w pracy. Kolejnym świadectwem jest fakt, jak Pan Jezus pomaga mi w pracy. Bez Niego w tym świecie nie dałambym rady. Pracuję w banku, gdzie nie liczy się już człowiek, tylko biznes. Jak nie masz pożyczki, to źle pracujesz, jesteś nikim. Tu zaznaczę, że mamy kosmiczne plany i niejedna osoba już nie wytrzymuje. Ze łzami w oczach modliłam się nieustannie do Pana, żeby mi pomógł, przyprowadził do mnie klienta, pomógł wykonać te plany. I tu stawały się cuda, zawsze je wykonywałam. Rzeczy niemożliwe, stały się możliwe. Jestem osobą bardzo wrażliwą, emocjonalnie podchodzę do wszystkiego, strasznie przeżywam, jak mi nic nie wychodzi. Do tego stopnia, że przekładam to na swoją rodzinę. Odbija się to wszystko na mężu i dziecku. Gorąco proszę Jezusa, Boga, Maryję, żeby dalej mi pomagali. Bez Nich nic nikogo nie uchroni. To wszystko, co tu napisałam, to niektóre łaski, które dał mi Pan Jezus, ale jedne z ważniejszych, które pamiętam. Dlatego też choć jestem osobą, która często upada,a potem dzięki niemu powstaje zawsze będę się modlić i wierzyć i ufać.Zawiodłam Pana Boga nie raz, a On ciągle pokazuje mi, że mnie kocha. Jego miłosierdzie jest ogromne i otwarte dla wszystkich grzeszników. Dziękuję Ci, Jezu, zawsze i Ty o tym wiesz, ale tym razem ośmieliłam się napisać swoje świdectwo publicznie. Kocham Cię i wierzę, że mnie i mojej rodziny nie opuścisz, pomimo że jestem zwykłym grzesznikiem. Dziękuję Ci za wszystko, wiesz, że Cię kocham i zawsze tym, którzy staną na mojej drodze życia, będę opowiadać, co dla mnie zrobiłeś.

  8. Bogusław

    Szczęść Boże! Chciałbym podzielić się następującym świadectwem. Sprawa dotyczy Sudanki Meriam Ibrahim. Wiem, że dużo ludzi na całym świecie modliło się o jej uwolnienie. Również wiele organizacji rządowych i pozarządowych środkami dyplomatycznymi i prawnymi walczyło o wolność dla Meriam. W dn.29.05.2014 przeczytałem w Internecie artykuł "Pięć palców Faustyny? Ewy Czaczkowskiej o uzdrowieniu Luciano Boscheto. Pod...

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże! Chciałbym podzielić się następującym świadectwem. Sprawa dotyczy Sudanki Meriam Ibrahim. Wiem, że dużo ludzi na całym świecie modliło się o jej uwolnienie. Również wiele organizacji rządowych i pozarządowych środkami dyplomatycznymi i prawnymi walczyło o wolność dla Meriam. W dn.29.05.2014 przeczytałem w Internecie artykuł "Pięć palców Faustyny? Ewy Czaczkowskiej o uzdrowieniu Luciano Boscheto. Pod wpływem tego artykułu postanowiłem modlić się o uwolnienie za wstawiennictwem św. Faustyny skazanej na śmierć Sudanki Meriam Ibrahim. Modliłem się następująca modlitwą: O Jezu, któryś św. Faustynę uczynił wielką czcicielką nieograniczonego miłosierdzia Twego, racz za jej wstawiennictwem, jeśli to jest zgodne z najświętszą wolą Twoją, udzielić mi łaski..., o którą Cię proszę. Ja grzeszny nie jestem godzien Twego miłosierdzia, ale wejrzyj na ducha ofiary i poświęcenia Siostry Faustyny i nagródź jej cnotę, wysłuchując próśb, które za jej przyczyną z ufnością do Ciebie zanoszę. Ojcze nasz..., Zdrowaś Maryjo..., Chwała Ojcu... Święta Siostro Faustyno - módl się za nami. Imprimatur Franciszek kard. Macharski Metropolita Krakowski Kraków, 20 styczeń 2000 Modliłem się w formie 9 dniowych nowenn. Pierwsza nowennę rozpocząłem w dn.29.05.2014 prosząc o miłosierdzie, wolność, uniewinnienie i wyjazd z Sudanu dla Meriam. Drugą rozpocząłem 7.06.2014. Trzecią 16.06.2014 w tej samej intencji. Dn.23.06.2014 w ósmym dniu trzeciej nowenny przeczytałem w Internecie, że została uniewinniona, zwolniona i ponownie zatrzymana. 24.06.05 podczas oglądania Apelu Jasnogórskiego na telewizji Trwam poczułem wewnętrzne natchnienie, abym w intencji Meriam Ibrahim odmówił Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Koronkę odmówiłem za Ibrahim, jej męża i dzieci. Oraz drugą Koronkę za tych, co ją więzią, aby ją uwolnili. W dn.26.06.2014 przeczytałem na Twitterze, że nastąpił kolejny zwrot i Meriam została zwolniona z Policji. W dn.25.06.2014 rozpocząłem 4 Nowennę w intencji wyjazdu Meriam z mężem i dziećmi z Sudanu. W dn.4.07.2014 rozpocząłem kolejną 5 nowennę. Podczas tej nowenny w dn. 8.07.2014 odmówiłem Różaniec do św. Józefa w tej samej intencji. 13.07.2014 rozpocząłem kolejną 6 nowennę. W trakcie tej nowenny w tygodniku Niedziela na 20.07.2014 przeczytałem artykuł, że Meriam chce się spotkać z Papieżem Franciszkiem. W dn.22.07.2014 rozpocząłem kolejną - 7 nowennę w intencji spotkania Meriam z papieżem. W dn.24.07.2014 przeczytałem w Internecie, że Meriam Ibrahim z mężem i dziećmi wyjechała do Włoch i spotkała się z papieżem Franciszkiem. Za otrzymaną łaskę podziękowałem św. Faustynie odmawiając jedno Zdrowaś Maryjo. Nowenna zakończyłem 30.07.2014. W dn.31.07.2014 w Naszym Dzienniku ? strona internetowa przeczytałem artykuł ?Zemsta za Meriam?, w którym dr. Tomasz Korczyński pisze, że dziś Meriam jest wolna i bezpieczna, ale rząd Sudanu zakazał budowy nowych kościołów. Świadectwo to przedstawiłem mojemu proboszczowi Leszkowi Czuba. Nie wykluczam, że prześlę je na adres email Ewy Czaczkowskiej, który jest podany w jej książce ?Cuda świętej Faustyny?, którą posiadam. W dn. 9.06.2014 do 11.07.2014 odmawiałem także przez 33 dni modlitwy do Eucharystycznego Serca Jezusa za sudańskiego sędziego, który rozpatrywał apelacje Meriam od wyroku śmierci. Bogusław Matys.

  9. Marzena

    W trudnym okresie swojego życia pisałam tu, Jezu, i wołałam o Twoje miłosierdzie. Dziękuję Ci, Kochany Przyjacielu, że poratowałeś mnie, że wyprowadziłeś z poboczów życia na prostą ścieżkę, z ciemności wyprowadziłeś w jasność. Dziękuję, że usłyszałeś moje płaczliwe wołanie. Tobie zawdzięczam mój uśmiech na twarzy, jestem Ci za to wdzięczna.

    Czytaj całe świadectwo

    W trudnym okresie swojego życia pisałam tu, Jezu, i wołałam o Twoje miłosierdzie. Dziękuję Ci, Kochany Przyjacielu, że poratowałeś mnie, że wyprowadziłeś z poboczów życia na prostą ścieżkę, z ciemności wyprowadziłeś w jasność. Dziękuję, że usłyszałeś moje płaczliwe wołanie. Tobie zawdzięczam mój uśmiech na twarzy, jestem Ci za to wdzięczna.

  10. Lidka

    Ostatnio mam ciężki czas w życiu, smutne rzeczy się dzieją. Chcę powiedzieć, że bez odmawiania różańca i koronki i innych modlitw, to bym zwariowała - zapewne tak by było albo bym chciała komuś krzywdę zrobić. Za mojego wroga zaczęłam się modlić - około roku może odmawiałam dziesiątkę różańca za tę osobę, bo nie chciałam, żeby mnie nienawiść zżarła, więc sie modlilam. Pomyślałam, że modląc się za niego, muszę mu...

    Czytaj całe świadectwo

    Ostatnio mam ciężki czas w życiu, smutne rzeczy się dzieją. Chcę powiedzieć, że bez odmawiania różańca i koronki i innych modlitw, to bym zwariowała - zapewne tak by było albo bym chciała komuś krzywdę zrobić. Za mojego wroga zaczęłam się modlić - około roku może odmawiałam dziesiątkę różańca za tę osobę, bo nie chciałam, żeby mnie nienawiść zżarła, więc sie modlilam. Pomyślałam, że modląc się za niego, muszę mu dobrze życzyć. Udało się - jest dobrze.

  11. Agnieszka

    Kochany Jezu,dziękuję za Twoją obecność, za miłość i pomoc dla mojej mamy i całej mojej rodziny. Jezu, wspomagaj moją mamę w tych ciężkich chwilach. Proszę, bądź nadal dla niej pocieszeniem i nadzieją. Jezu, ufam Tobie. Całym moim sercem ufam Tobie.

    Czytaj całe świadectwo

    Kochany Jezu,dziękuję za Twoją obecność, za miłość i pomoc dla mojej mamy i całej mojej rodziny. Jezu, wspomagaj moją mamę w tych ciężkich chwilach. Proszę, bądź nadal dla niej pocieszeniem i nadzieją. Jezu, ufam Tobie. Całym moim sercem ufam Tobie.

  12. Magdalena

    Ukochany Panie Jezu! Dzisiaj znowu ofiarowałeś mi tyle łask, że aż cała się raduję! Obcy ludzie, z którymi mam kontakt w pracy nawet to zauważają. Mówią: "Pani jest taka radosna, tyle w pani niesamowitej energii, że aż nie chce się od pani odchodzić!" Siostro Faustynko, czytając Twój "Dzienniczek", nauczyłam się jak choć odrobinę tak kochać Jezusa i całą Trójcę Świętą, jak Ty miłujesz. Nauczyłaś mnie, jak być...

    Czytaj całe świadectwo

    Ukochany Panie Jezu! Dzisiaj znowu ofiarowałeś mi tyle łask, że aż cała się raduję! Obcy ludzie, z którymi mam kontakt w pracy nawet to zauważają. Mówią: "Pani jest taka radosna, tyle w pani niesamowitej energii, że aż nie chce się od pani odchodzić!" Siostro Faustynko, czytając Twój "Dzienniczek", nauczyłam się jak choć odrobinę tak kochać Jezusa i całą Trójcę Świętą, jak Ty miłujesz. Nauczyłaś mnie, jak być radosną i zadowoloną nawet wtedy, gdy praca jest trudna, ciężka, pełna nerwowych i niemiłych sytuacji! Jezu ukochany, wysłuchujesz moich próśb NATYCHMIAST, dosłownie jak tylko zakończę modlitwę lub zwrócę się do Ciebie własnymi słowami. Wielbię Cię i kocham całym sercem i duszą moją, chociaż nie jest tak czysta jakbyś sobie tego życzył. Wierzę i ufam Tobie, Jezu, że będziesz ją wybielał stale, bo upadki moje są codziennością. Przepraszam Cię za te obrazy i smutek, który wlewam w Twoje Serce Przenajświętsze swoimi grzechami oraz BŁAGAM o nieustanne MIŁOSIERDZIE Twoje, opiekę nade mną i całą moją rodziną. Bez Ciebie, Panie, NIC nie jesteśmy w stanie zrobić - błądzimy i upadamy. Kochaj nas, Panie, w każdej najmniejszej części sekundy naszego ziemskiego życia i nie opuszczaj NIGDY!!! JEZU, UFAMY TOBIE i powierzamy nasze życia w Twoje ręce!!!

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina