Dziękuję z całego serca dziękuję Jezusowi, On jest samym Miłosierdziem i Miłością, wspanialszą niż mogłam sobie to wyobrazić. Bardzo chcę napisać to świadectwo. Od Świąt Wielkanocnych myślałam o spowiedzi generalnej, chciałam zrzucić z siebie cały ten ciężar, który nosiłam w sobie przez tyle lat i który nie dawał mi spokoju. Tylko że się bałam, był to strach przed reakcją na to, co miałam do powiedzenia i to mnie powstrzymywało. Poza tym nie wyobrażałam sobie, że pewne rzeczy mogły by mi przejść przez gardło i mogłabym je komuś powiedzieć. Pewnego sobotniego majowego wieczoru znalazłam w internecie fragmenty "Dzienniczka" św Siostry Faustyny "Rozmowa Miłosiernego Boga z duszą grzeszna i duszą w rozpaczy". Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak płakałam, czułam się tak, jakby Jezus te słowa kierował do mnie, coś we mnie wtedy pękło. Pomyślałam, że On mnie wzywa swoją Miłością i Dobrocią! Byłam tak bardzo oszołomiona i wzruszona. Wiedziałam już, że nie mogę dłużej odkładać sakramentu pojednania, że nie chcę dłużej Go ranić sprawiać bólu swoimi grzechami. Tylko że strach wrócił ze zdwojoną siłą. Od tamtego wieczoru ciągle miałam w sobie takie przekonanie, że nie dam rady, że nie potrafię. Ale codziennie odmawiałam Koronkę do Miłosierdzia w głębi serca, mając nadzieję, że Bóg postawi na mojej drodze dobrego spowiednika. Jestem osobą nieśmiałą i skrytą nie lubię zwierzania i ciągle sobie wyobrażałam, jak mi się to "dostanie" i odejdę od konfesjonału zapłakana i przestraszona. Tak płynęły dni. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że Bóg mógł mnie postawić w zupełnie innej sytuacji, że mogło mnie spotkać jakieś nieszczęście, a ja pobiegłabym do spowiedzi na nic patrząc, żeby tylko gorzej nie było. Ale On tak delikatnie i spokojnie pukał do mojego serca, a ja się jeszcze wahałam. Nie jeśli ma być tak źle, to i tak będzie, ale przynajmniej będę wiedziała dlaczego, z powodu moich grzechów - pomyślałam. Dziwnym trafem tego samego dnia matka poprosiła mnie, żebym coś załatwiła w Częstochowie. Następnego dnia, gdy zbliżałam się do Sanktuarium Jasnogórskiego nie byłam ani zdenerwowana, ani wystraszona. Przez wiele dni modliłam się w intencji tej generalnej spowiedzi, ale czegoś takiego się nie spodziewałam:)Doświadczyłam tyle zrozumienia, miłości, wybaczenia, mądrości... Byłam w całkowitym szoku. Oddałam Jezusowi cały swój ból, lęk, słabość, a w zamian otrzymałam tyle, tyle łask. Otrzymałam przebaczenie i rozgrzeszenie, "drogowskazy " na przyszłość. To był dla mnie nowy początek, nowy start. Gdy pomyślę o swoich wcześniejszych obawach, to aż chce mi się śmiać. Zaufałam Mu w głębi serca, myślałam, że mi pomoże, że okaże swoją łaskę, chociażby niewielką. A otrzymałam... tak dużo. Nie rozumiem kompletnie tej blokady, którą miałam w sobie. Ale nie pierwszy raz przekonałam się, ile może zdziałać zaufanie i wiara w Jego miłosierdzie. Taką lekcję chce się pamiętać i nosić w sercu. Dziękuję Ci, Jezu.