Dziękuję Ci, Miłosierny Jezu, za wszystkie łaski, które otrzymałam, za to, że pomagałeś mi, gdy najbardziej tego potrzebowałam. Dziękuję za ocalenie życia mojej matki, gdy ciężko chorowała, za to, że mam pracę, o jakiej nawet nie marzyłam, za dom, w którym mieszkam. Zawsze, gdy w skupieniu i z ufnością odmawiałam Koronkę do Miłosierdzia, ta modlitwa mi pomagała, dodawała spokoju i nadziei. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie czułam się bezpieczniejsza, jak wtedy, gdy patrzyłam w oczy Jezusa Miłosiernego. Wszystkie lęki, problemy, po prostu się ulatniały. Tyle zawdzięczam Bogu. Z perspektywy czasu sama nie rozumiem, jak mogłam tak postąpić, odwrócić się od Niego, zapomnieć o wszystkim, co dla mnie zrobił, chciałam wyrzucić Jezusa ze swojego serca. Dlaczego ktoś, kto otrzymał tyle łask od Pana, tak postępuje...? Dlatego, że pewnego dnia poznałam i zakochałam się w mężczyźnie, który był ateistą. Tak straciłam głowę, że nie zwracałam na to kompletnie uwagi, na wiele innych rzeczy też. Miałam tego w przyszłości bardzo żałować. Na początku byłam taka szczęśliwa, potem powoli zaczęło do mnie docierać, w jakim związku jestem: szczęście gdzieś zniknęło, rozpoczął się koszmar. Najgorsze było to udawanie i okłamywane wszystkich, jak to mi jest dobrze, ale gdy zostawałam sama ciągle płakałam. Do tego wszystkiego doszły wyrzuty sumienia spowodowane tym, że żyję w związku niesakramentalnym. Równocześnie czułam jakiś żal do Boga o to, że nie jestem szczęśliwa, że się nie układa. Po trzech latach byłam u kresu wytrzymałości, ale zerwać nie potrafiłam, bałam się, że sobie nie poradzę bez niego, bałam się samotności. Może to był jakiś rodzaj uzależnienia. Od dawna już się nie modliłam, Kościół, sakramenty już dla mnie nic nie znaczyły. Tylko gdzieś w głębi serca tęskniłam za Tym wszystkim, co utraciłam. Nie wiem, jak to się stało, ale w któryś styczniowy wieczór powiedziałam szeptem "Jezu, proszę pomóż mi wyrwać się z tego, ja sobie nie poradzę, nie wyobrażam sobie dalszego życia". Następnego dnia coś się we mnie odblokowało, coś się zmieniło. Niecały tydzień później, bardzo spokojnie rozmawiając, zerwałam z moim partnerem. Nigdy tego nie zapomnę, coś, czego sobie kompletnie nie wyobrażałam, czego się tak bałam, stało się tak prosto. Dzisiaj wiem, że to Jezus mi pomógł, chociaż wcale na tę pomoc nie zasługiwałam. Jestem nareszcie wolna, zrzuciłam z siebie cały ten ciężar kłamstw, strachu, gniewu, bólu. Dziękuję Ci, Panie, dziękuję z całego serca za to, że na mnie czekałeś, że ciągle wzywałeś.