Moje świadectwo daję, aby ludzie nie wątpili w ogrom miłosierdzia Bożego. We wrześniu 2010 roku dowiedziałam się, że jestem chora na złośliwy nowotwór szpiku kostnego, ostatnie stadium. Moje nerki przestały pracować i nigdy miały już nie podjąć pracy, a kręgosłup samoistnie się złamał. W moim organizmie praktycznie nie było krwi, a w kościach dziury. Lekarze trzykrotnie wydali na mnie wyrok śmierci, kazali moje dziecko przygotować na najgorsze. Miałam nie dożyć świąt Bożego Narodzenia. A ja modliłam się do Pana Jezusa Miłosiernego, odmawiając Koronkę, i do św. Siostry Faustyny z prośbą o wstawiennictwo oraz poddałam się Jego świętej woli. O taką samą modlitwę prosiłam bliskich i znajomych. Niespodziewanie praca nerek wróciła, potem dostałam bardzo nowoczesne leczenie. Obecnie jestem trzy lata po autoprzeszczepie szpiku kostnego, czuję się bardzo dobrze i codziennie dziękuję Panu Jezusowi Miłosiernemu za dar życia, za to, że moja córeczka nie została sierotą. Ufajcie Miłosierdziu Bożemu, dla Boga nie ma nic niemożliwego, daje nam dary każdego dnia, tylko musimy umieć je dostrzegać. Dziękuję.