Obecnie znajduję się w następnej przełomowej i niełatwej fazie życia. Wciąż trwam więc na modlitwie do Jezusa Miłosiernego, z Kościołem i z Maryją. Proszę Jezusa i Boga Ojca o wiele wysłuchań i oczekuję cudu - właściwie wielu cudów. Wciąż żyję w nadzieji, iż Bóg na czas mi i bliskim, Kościołowi i światu pomoże. Dzień w dzień, od ponad już roku, odmawiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Gdy zniecierpliwiony i trochę zirytowany zapytałem się siebie, co zrobił Bóg w tym czasie dla mnie, a potem zapytałem się o to Jezusa, prawie że osłupiałem ze zdziwienia. Dostałem wiele odpowiedzi. Poznałem w sercu, że sprawy Boże, że troska o zbawienie nie były mi najważniejsze, że dla samolubności chciałem być bardziej znaczącym niż wielu, lecz nie w służbie Bożej, także dlaczego tak mało kochałem żonę, która niestety ode mnie odeszła, lub dlaczego zmarnowałem wiele czasu i okazji do skupienia się nad lepszym losem zawodowym. Jedną w głównych przyczyn i konsekwencją mych omylnych działań było i u mnie szukanie samozadowolenia seksualnego, oraz stawianie go w fałszywym zakresie wartości. To był nałóg oglądania nagości wciąż innych kobiet, to w telewizji, to w internecie. A skutki tych minionych lat dręczyły mnie jeszcze do niedawna. Zrozumiałem głęboko, iż Jezus mi pomału i delikatnie, ale wciąż pomagał wychodzić z złych nastawień i zbyt samolubnych oczekiwań. Potem leczył mnie ze skutków załamania psychicznego, tak zwanej depresji. Inni wokół mnie, podobnie trafieni przez los, jeżdżą wciąż po klinikach, biorą coraz to mocniejsze środki psychofarmaceutyczne. A ja coraz to mniej, a przy tym ludzie dziwią się w mych ciągłych postępów. Wiem teraz, że nie bez Jego, Jezusa, interwencji szukałem w internecie pojęć jak "cuda miłosierdzia bożego", "cudowne leczenie" i temu podobne. I znajdowałem strony z autentycznymi świadectwami i opisami bożych interwencji. Nie bez Bożego planu znalazłem w kartonach po przeprowadzce na swoje mieszkanie "Dzienniczek" Siostry Faustyny albo Koronkę do Miłosierdzia od teściowej. Po szpitalach psychiatrycznych i klinice dziennej przyciągał mnie Bóg do kościoła, na Msze św., do spowiedzi. Znalazła się grupa pomagająca ludziom po zaburzeniach psychicznych. Wcale jej nie szukałem. To ludzie mnie tam posłali. Dostałem od sądu po sprawie rozwodowej większy dochód niż mogłem się z tym liczyć. Nawet żona zrezygnowała na moją korzyść z większej części majątku niż musiała. Dostałem też opiekę prawną, która mi rzeczywiście pomaga. Mam środki i siłę jeździć 50km do innego miasta, by w niedzielę opiekować się mamą w domu starców. Czytam jej książki, chodzę z nią na ciasto w tym domu i do tamtejszej kapliczki. Bóg dał mi ideę czytania mamie Ewangelii ze strony Siostry Faustyny, jako i niektórych świadectw. Mam łaskę towarzyszenia mamie w tym dla niej trudnym czasie, i to mimo tego, że jeszcze niedawno wiele musiałem jej wybaczyć. Z chęcią polecam swe dalekie od Kościoła rodzeństwo Bogu w modlitwie, jako i chorych rodziców. Biorę ich w sercu na Msze św., ofiaruję za nich Komunię. Uczyłem się, dzięki świadectwom internetowym innych, wytrwałości, głębszej pokory, pokorniejszej prośby. Coraz to bardziej wyciszony i zwrócony ku Jezusowi uczyłem się ufniej i głębiej powtarzać: Jezu, ufam Tobie, Jezu, Ty się tym zajmij, Jezu, Ty to załatw. Wiem, że mnie to duchowo umocniło, że jestem na dobrej drodze. Ale przede wszystkim wiem, że Jezus jest i dla mnie gotowy do pomocy. On wciąż pomaga mi i będzie pomagał krok po kroku czynić postępy duchowe, zmienić nastawienie do nieba, lepiej rozumieć ludzi, chętniej przebaczać, prawdziwiej kochać i lepiej innym pomagać. W chwilach, gdy bałem się różnych chorób, bo miałem i atak serca i plamę na tarczycy, i musiałem mieć skąplikowane zabiegi, tomograficzne i radiologiczne badania, znalazłem pocieszenie w Koronce i w słowach Matki Bożej z Guadelupe: Nie bój się tej czy tamtej choroby. Czy nie jesteś w mym cieniu, w fałdach mego płaszcza, w zgięciu mych ramion? Czy nie jestem źródłem twej radości? Słowa te były spisane w broszurce znalezionej w kościele, a wyniki badań i zabiegów zawsze były lepsze niż lekarze oczekiwali. Prawdziwie, od kiedy czczę dobro i miłosierdzie Jezusa nigdy nie jestem długo bez pociechy i często doświadczam znaków Jego przychylności, dla siebie i innych. Mam wiele, bardzo wiele powodów do wdzięczności Bogu, za Jego łaski dla bliskich i dla mnie i do wiary, że tyle dobrego zdążyło się w ostatnim czasie mego życia nie przez przypadek. Więc z tą pokorną ufnością, mimo swej ludzkiej niedoskonałości i często powikłanej przeszłości, będę dalej cierpliwie prosił Jezusa w każdej sprawie: Ty się tym zajmij; Jezu, Ty to załatw; powtarzając: Jezu, ufam Tobie, oraz Maryjo, wstaw się u Syna za nami.