Mam 61 lat. Pracowałam w Anglii jako opiekunka 80-letniej pani, chorej na chorobę Alzheimera. Kiedy podejmowałam pracę 13 września 2014 roku, moja pani była jeszcze w dosyć dobrej formie. Pokonywałyśmy obie codziennie długie dystanse spacerując uliczkami miasta. Pod koniec stycznia 2015 roku stwierdziłam, że pani zaczyna mieć problemy z chodzeniem i dlatego po uzgodnieniu z rodziną został dla niej przygotowany pokój szpitalny w salonie na parterze domu. Od tamtej pory już przemieszczała się na wózku inwalidzkim. Miała natomiast bardzo dobry apetyt i wyglądała świetnie. W lipcu 2015 roku przyjechałam do Ojczyzny na 6-tygodniowy urlop, a moja pani została oddana w świetnej formie do rekomendowanego drogiego domu starców. Po powrocie z urlopu doznałam kompletnego szoku na widok mojej podopiecznej(brudnej,zaniedbanej,wychudzonej i z odleżynami). Rozpoczęła się moja walka o powrót do poprzedniego stanu, który już niestety nie nastąpił. 5 października przyjechałam do Ojczyzny do mojej ciężko chorej mamusi, która to 8 października zmarła. W tym czasie moja pani również była w ciężkim stanie. Kiedy powróciłam 13 października, jej stan był bardzo ciężki, ale ja prosiłam mojego Jezusa Umiłowanego, że jeżeli jest taka wola Boża, to niech ją zachowa przy życiu, ponieważ 12 grudnia osiągam wiek emerytalny. Moja pani poleżała jeszcze w łóżku 2 dni, po czym z powrotem usiadła do wózka i jak dawniej wyjeżdżałyśmy na długie spacery. W piątek 11grudnia zauważyłam, że moja pani jest słaba, dlatego podjęłam decyzję, że w sobotę 12 grudnia po kąpieli, wróci do łóżka, gdyż potrzebuje odpoczynku. Tegoż dnia po południu przyjechał w odwiedziny jej ukochany syn i ona, wpatrując się swymi ogromnymi oczami w niego, chciała mu coś powiedzieć, ale jej głos stał się niesłyszalny. W poniedziałek w nocy ok. godz. 12:00 prosiłam mojego Ukochanego Jezusa, że ja pójdę do swojego pokoju trochę odpocząć, ponieważ rano muszę wstać do pracy i prosiłam: Panie Jezu, jeśli taka Twoja wola, że to jest kres życia mojej pani, to proszę Ciebie, Jezu, abym była przy niej w godzinę jej śmierci, aby nie pozostała sama. Nastawiłam budzik na godz. 6:00 rano, ponieważ każdego dnia śpiewałam Godzinki. Zasnęłam bardzo szybko, jednocześnie przed snem pokropiłam moją podopieczną wodą święconą. O godz.3:00 w nocy coś mnie obudziło. Pobiegłam do pokoju mojej pani i zauważyłam,że jej ręce są zimne, ma bardzo ciężki oddech i niespokojnie się porusza. Pobiegłam do mojego maleńkiego pokoiku, zabrałam ze sobą (Pismo Święte,obrazek Jezusa Miłosiernego, Krzyż św. Benedykta, Różaniec i książeczkę do modlitwy). Na początku odczytałam fragment z Pisma Świętego, następnie trzy modlitwy przy konającym i uklękłam, aby odmówić Koronkę do Miłosierdzia Bożego, jednocześnie trzymając ją za rękę. Po skończonej Koronce postanowiłam usiąść na stołeczku i odśpiewać Godzinki ku czci Niepokalanego Poczęcia NMP. Odśpiewałam kilka wersetów i zauważyłam, że ręka, którą trzymam jest spokojna. Spojrzałam na panią, a ona już zasnęła. Mój Jezus Umiłowany przyszedł po nią, a ja trwałam w dziękczynieniu za łaskę, jakiej mi udzielił. JEZU, UFAM TOBIE! Krystyna.