Gosia
Jezu Miłosierny! Dziękuję, że Wioleta wypudziła się ze śpiączki po wylewie. Miej ją w swojej opiece.
Czytaj całe świadectwo
Jezu Miłosierny! Dziękuję, że Wioleta wypudziła się ze śpiączki po wylewie. Miej ją w swojej opiece.
Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.
Archiwum
Strona 19 z 49
Jezu Miłosierny! Dziękuję, że Wioleta wypudziła się ze śpiączki po wylewie. Miej ją w swojej opiece.
Jezu Miłosierny! Dziękuję, że Wioleta wypudziła się ze śpiączki po wylewie. Miej ją w swojej opiece.
Panie Jezu, dziękuję Ci za pomyślny wynik badania okulistycznego. Jezu, ufam Tobie. Marzenna
Panie Jezu, dziękuję Ci za pomyślny wynik badania okulistycznego. Jezu, ufam Tobie. Marzenna
Święta Faustynko, dziękuję za pomoc w zdaniu egzaminu praktycznego, którego się bałem. Ufam Twej świętej mocy z niebios. Proszę o pomoc w codziennej drodze pielgrzymiej. Jezu, ufam Tobie.
Święta Faustynko, dziękuję za pomoc w zdaniu egzaminu praktycznego, którego się bałem. Ufam Twej świętej mocy z niebios. Proszę o pomoc w codziennej drodze pielgrzymiej. Jezu, ufam Tobie.
Kochany Jezu, dziękuję za Twoje wielkie miłosierdzie, jakie okazałeś mi w kościele w Jarosławcu. Jestem taka szczęśliwa, że mogłam Cię tam spotykać. Oddaję się Tobie, Najdroższy, cała - nie chcę już bez Ciebie żyć.
Kochany Jezu, dziękuję za Twoje wielkie miłosierdzie, jakie okazałeś mi w kościele w Jarosławcu. Jestem taka szczęśliwa, że mogłam Cię tam spotykać. Oddaję się Tobie, Najdroższy, cała - nie chcę już bez Ciebie żyć.
Moja historia zaczęła się odkąd zaczęłam się starać o prawo jazdy, było to dla mnie ogromne marzenie i wielkie wydarzenie, pieniądze z osiemnastki przeznaczyłam głównie na ten cel. Wszystko zaczęło się w porządku, miło, a potem.... Potem okazało się, że jestem strasznie kiepska za kierownicą, robiłam takie rzeczy na 20 godzinie że nawet nie wiem, czy ktoś na 6 takie powinien robić, instuktorowi opadały ręce, ciągle...
Moja historia zaczęła się odkąd zaczęłam się starać o prawo jazdy, było to dla mnie ogromne marzenie i wielkie wydarzenie, pieniądze z osiemnastki przeznaczyłam głównie na ten cel. Wszystko zaczęło się w porządku, miło, a potem.... Potem okazało się, że jestem strasznie kiepska za kierownicą, robiłam takie rzeczy na 20 godzinie że nawet nie wiem, czy ktoś na 6 takie powinien robić, instuktorowi opadały ręce, ciągle się modliłam, aby wszystko było dobrze, abym nauczyła się jeździć, ale tak na prawdę nie szło mi dobrze... Moje marzenie dalej było wielkie, ale miałam coraz mniej nadziei, że się uda, i opadałam z sił, uważałam, że do niczego się nie nadaję. Modliłam się do Boga, prosząc, aby ON mi pomógł zdać, aby ON zrobił coś, aby ON mnie prowadził.... Pewnego razu moja jazda poszła całkiem nieźle, nawet instuktor był ździwiony, myślałam, że to koniec moich problemów. Zapominając, że Bóg mi pomógł, wszystkim się chwaliłam, jak to dałam radę, i jak super mi szło... byłam podekscytowana cały dzień. Szybko jednak dobra passa się skończyła, na kolejnych jazdach było tylko gorzej... Wielki nacisk miałam od strony rodziny, żeby zdać, znajomym zazdrościłam, bo pozdawali, a bałam uwierzyć się w siebie, bo uważałam, że to będzie pycha. I właśnie wtedy Bóg mi pokazał, jak bardzo się mylę... Wszystkie moje modlitwy wysłuchwał, ale ja tego nie zauważałam... Prosiłam o zmianę instruktora, bo ten pierwszy był zbyt wybuchowy, to dostałam drugiego bardzo miłego i sympatycznego człowieka; prosiłam, by się nie poddać i miałam na tyle sił, by walczyć dalej... Wykupiłam bardzo dużo dodatkowych godzin około 20.... i z każdym dokupywaniem moja rodzina nie była zadowolona, gdyż nie przelewa się u nas z pieniędzmi..., ale przejdźmy do sedna! Mój upragniony dłuuugo oczekiwany dzień nadszedł, EGZAMIN PRAKTYCZNY! (Teoretyczny zdałam bez problemu). Modliłam się codziennie, prosiłam kilka razy dziennie o pomoc, prosiłam o nowennę w różnych kościołach, pojechałam na Jasną Górę prosić o pomoc, ale moja prośba brzmiała: PANIE BOŻE, PROSZĘ POMÓZ MI ZDAĆ EGZAMIN, JEDŹ ZA MNIE, ZRÓB TO ZA MNIE, BO JA JESTEM NIKIM, uniżałam się jak mogłam, bo uważałam, że tak trzeba, że jak zacznę wierzyć w siebie, to Bóg każe mi polegać tylko na sobie..., a ponad to już podświadomie przed moim pierwszym egzaminem czułam, że zdam, już myślałam, jak to powiem znajomym, już czułam się kierowcą, chciałam świętować itd.... I przejechałam większość egzmainu, i niestety na samym końcu oblałam... O rany! Jak się załamałam, przecież tak Boga prosiłam, tak błagałam, czemu mi to zrobił!!! Wszyscy w okół w międzyczasie powtarzali: UWIERZ W SIEBIE! Nie stresuj się: W SIEBIE UWIERZ! I jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to są wskazówki od Boga... Po pierwszym egzaminie zbuntowałam się totalnie, nie chciałam się modlić, ani w ogóle nic związanego z chrześcijaństwem mnie nie interesowało... niby byłam u spowiedzi, ale po spowiedzi to samo... Tak zbuntowana, zdesperowana, obrażona na Boga poszłam na 2 egzamin z nadzieją, że zdam, i uważałam, że przestanę być taka pobożna, jak Bóg chce; zrobię to po swojemu, trochę poprosiłam o pomoc tylko..., i cóż.... nie wyjechałam nawet z placu manewrowego. Poczułam wtedy, że swoją postawą bardzo obraziłam Boga i źle się zachowałam... Nie mogło mi to pójść płazem... Nadszedł trzeci egzamin, po drugim dalej byłam zbuntowana, natomiast zapytałam Boga, czego ode mnie oczekuje, co mam zrobić, co robię nie tak? Tak źle, i tak nie dobrze. Przystąpiłam do spowiedzi, ze szczerego serca znów chciałam się pojednać, godzinę spędziłam przed Najświętszym Sakrementem, i dotarło do mnie, że ci wszyscy ludzie, którzy mówili: UWIERZ W SIEBIE, NIE STRESUJ SIĘ, mówili jako Bóg do mnie, On też tego oczekiwał. Nawet jak mówiłam różaniec dzień przed trzecim egzminem, w tajemnicy MODLITWA PANA JEZUSA W OGRÓJCU, pomyślałam, że Jezus nie mówił tam: Panie, znieś ten ból za mnie, tylko: Ojcze, jeżeli taka Twoja wola, to wypiję ten kielich! I dotarło do mnie, że Bóg ma nie robić za mnie wszystkiego, tylko dać mi siłę, abym ja mogła realizować to, czego pragne, i to, co zgodne z Jego wolą, i zaczęłam modlić się o wiarę w siebie. Posłuchałam w końcu Boga, który był u mnie 2 razy przed egzaminami, a nie poszłam tym śladem .... Egzamin trzeci został zaliczony POZYTYWNIE, spełniałam swoje marzenie, popłakałam się aż, a piszę to świadectwo, aby pokazać, że Bóg ma nas nie wyręczać, lecz pomagać, i dawać siłę, i nie bójmy się uwierzyć w siebie, jesteśmy narzędziami w rękach Boga, te narzędzia mają być sprawne, pewne swoich działań, a tę wiarę, trzeba opierać na Panu, który nam ją daje. CHWAŁA CI, BOŻE, I DZIĘKUJĘ, ŻE SPEŁNIŁAM SWOJE MARZENIE ! Ty też możesz! Ty, który to czytasz! Nie ważne, czy na drodze do marzeń ci się nie udaje, że nie wychodzi, że jesteś w patowej sytuacji, że właśnie wszystko legło w gruzach. PROŚ BOGA O WIARE, O SIŁĘ, O MOC I WYTRWANIE,a osiągniesz więcej niż pragniesz!!! Oprócz zdanego prawda jazdy, dostałam cenną naukę od Boga, którą zapamiętam na bardzo długo, i zanim podejmiesz, jakieś działania, spróbuj się wsłuchać w Boga, który mówi do naszych serc, bo potem, jak ja, będziesz uczyć się na błędach, w moim wypadku było to 429 zł za egzaminy...
Siostra Faustyna została mi przedstawiona w wieku czterech lat i przed jej relikwiami przeżyłam rzeczy, których nie potrafię opisać. Czuję obecność jej modlitwy w moim życiu od tamtej pory i dane mi było przyjąć ją na "oficjalną" patronkę przy bierzmowaniu jako nastolatce. Kochana Siostro Faustyno, całe życie opiekujesz się mną przez swoje wstawiennictwo. Nie opuściłaś mnie nigdy. Dziękuję, że tak piękne rzeczy...
Siostra Faustyna została mi przedstawiona w wieku czterech lat i przed jej relikwiami przeżyłam rzeczy, których nie potrafię opisać. Czuję obecność jej modlitwy w moim życiu od tamtej pory i dane mi było przyjąć ją na "oficjalną" patronkę przy bierzmowaniu jako nastolatce. Kochana Siostro Faustyno, całe życie opiekujesz się mną przez swoje wstawiennictwo. Nie opuściłaś mnie nigdy. Dziękuję, że tak piękne rzeczy wypraszasz mi przed tronem Bożym, moja wspaniała patronko. Chryste najmiłosierniejszy, dzięki Ci za Twoją nieskończoną łaskę i cierpliwość mimo mojej niedoskonałości i nędzy. Bądź uwielbiony.
Dziękuję Ci, Boże, za dobrego męża, rodzinę, za zdrowie i błogosławieństwo. Proszę o dar macierzyństwa
Dziękuję Ci, Boże, za dobrego męża, rodzinę, za zdrowie i błogosławieństwo. Proszę o dar macierzyństwa
Dziękuję Tobie, Jezu, że czuwasz nade mną. Kocham Ciebie, Jezu, błagam prowadź mnie za rękę! Ufam Tobie, Jezu!
Dziękuję Tobie, Jezu, że czuwasz nade mną. Kocham Ciebie, Jezu, błagam prowadź mnie za rękę! Ufam Tobie, Jezu!
Jestem odpowiedzialna za organizację pewnego dużego przedsięwzięcia. Przed jego rozpoczęciem prosiłam Jezusa Miłosiernego, by czuwał na nami, aby sprawił, by wszystko było dobrze, by zabrał moje ogromne lęki z tym związane. Jestem wdzięczna wielkiemu Bogu za to, że wszystko wspaniale się udało. Było kilka sytuacji bardzo trudnych i nagle pojawiały się rozwiązania. Byłam zdumiona także tym, że pracowałam z wielkim...
Jestem odpowiedzialna za organizację pewnego dużego przedsięwzięcia. Przed jego rozpoczęciem prosiłam Jezusa Miłosiernego, by czuwał na nami, aby sprawił, by wszystko było dobrze, by zabrał moje ogromne lęki z tym związane. Jestem wdzięczna wielkiemu Bogu za to, że wszystko wspaniale się udało. Było kilka sytuacji bardzo trudnych i nagle pojawiały się rozwiązania. Byłam zdumiona także tym, że pracowałam z wielkim spokojem i pewnością, że będzie dobrze, bo Bóg nad nami czuwa. Trzeba wszystko powierzać Jezusowi, a On nas będzie prowadził.
Jezu, ufam Tobie! Dziękuję za 10 lat małżeństwa, cudownych dwóch synów, i za to, że zawsze jesteś, Jezu, przy mnie, choć jestem marnym prochem i często upadam. Święta Faustyno, proszę o dar mądrości i siłę do walki z grzechem. Św. Janie Pawle, dziękuję, że zawsze jesteś i czuwasz nad nami. Naucz mnie być miłosiernym dla innych,dobrą matką i żoną.
Jezu, ufam Tobie! Dziękuję za 10 lat małżeństwa, cudownych dwóch synów, i za to, że zawsze jesteś, Jezu, przy mnie, choć jestem marnym prochem i często upadam. Święta Faustyno, proszę o dar mądrości i siłę do walki z grzechem. Św. Janie Pawle, dziękuję, że zawsze jesteś i czuwasz nad nami. Naucz mnie być miłosiernym dla innych,dobrą matką i żoną.
Jezu, ufam Tobie!
Jezu, ufam Tobie!
Jezu, ufam Tobie! Wielbi dusza moja, Pana, bo okazał jej wielkie miłosierdzie! Kochany Jezu, pragnę Ci podziękować za wstawiennictwem Twojej ukochanej Matki Maryi i mojej Matki za powrót do zdrowia syna mojej siostry Doroty Pawła. Pragnę podziękować wszystkim, którzy modlili się do dobrego Boga o Jego miłosierdzie dla chorego. W lipcu minęły trzy lata jak u Pawła wykryto chłoniaka. Przez dwa lata rodzice Pawła...
Jezu, ufam Tobie! Wielbi dusza moja, Pana, bo okazał jej wielkie miłosierdzie! Kochany Jezu, pragnę Ci podziękować za wstawiennictwem Twojej ukochanej Matki Maryi i mojej Matki za powrót do zdrowia syna mojej siostry Doroty Pawła. Pragnę podziękować wszystkim, którzy modlili się do dobrego Boga o Jego miłosierdzie dla chorego. W lipcu minęły trzy lata jak u Pawła wykryto chłoniaka. Przez dwa lata rodzice Pawła ratowali go z choroby. Tylko oni wiedzą przez co przeszli. Trzeci rok to było czekanie czy choroba nie powróci. Dziękuję Ci, Boże, za nadzieję, za wiarę, że dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych. Dzisiaj wiem, że choroba ta nie była przypadkowa. Pragnę wszystkim powiedzieć, że Bóg nie zsyła chorób, aby nas ukarać, tylko aby nas nauczyć żyć bliżej Niego. Każda choroba wyzwala w nas dobrą energię. Uczy nas pokory, wlewa w serca nadzieję, zwraca nasze serca ku Bogu i Jego Matce Maryi. To nieprawda, że gdy jesteśmy daleko od Niego, to On nas nie wysłucha. Wysłucha, a jeszcze okaże swoje wielkie miłosierdzie. Tak też było w przypadku Pawła. Paweł jako nastolatek niewiele czasu poświęcał Bogu. Czas jego wypełniał komputer. Doszło do takiego stopnia, że wbił sobie do głowy, że nikt go nie kocha. Bóg też go nie kocha, bo dlaczego dręczą go złe duchy i myśli. Nie rozumiał, że ma to na własne życzenie, ponieważ to on Boga odtrącił. Paweł kilka razy miał myśli samobójcze. dwa razy był odratowany dzięki szybkiej reakcji rodziny. Paweł potrzebował pomocy, a nie chciał jej przyjąć. Gdy się o tym dowiedziałam, przede wszystkim ofiarowałam mu poświęcony krzyżyk razem z łańcuszkiem. Bardzo się bałam, czy przyjmie go ode mnie, bo od matki swojej nie chciał. Bardzo prosiłam Anioła Stróża i Matkę Najświętszą o pomoc. Paweł nie odmówił. Przyjął medalik. To był pierwszy krok, aby go uratować. Wiele z rodziną wylaliśmy nad nim łez, prosząc dobrego Boga o pomoc dla niego. Gdy Bóg się ulitował i zesłał chorobę dla niego, moja siostra jeszcze wtedy nie umiała tego zrozumieć. Ja tak wiedziałam, że to nie jest przypadek, że Pan w ten a nie inny sposób będzie leczył jego rany w sercu - chorobą, którą zesłał. Choroba nauczyła Pawła pokory i miłości do Boga i rodziny. Zrozumiał, jak wiele zła dokonało się w jego życiu i na ciele. Zrozumiał, czym jest dar życia dopiero w trakcie choroby, kiedy to niepewny czy będzie żył, ratował się jak mógł. Wtedy zapragnął żyć. a ja dziękowałam Bogu i Matce Najświętszej za jego chorobę, ponieważ wiedziałam, że musi przez nią przejść, aby to zrozumieć. Wiedziałam, że Pan wróci mu zdrowie. Tak też się stało. Mam nadzieję, że Paweł nie będzie już musiał przechodzić takich prób. Ma wspaniałą dziewczynę, która bardzo ufa Bogu. Pragnie z nią za rok założyć rodzinę. Modlę się do Ciebie, Boże, o szczęście i błogosławieństwo Twoje dla niego. Dziękuję Ci za to, coś dla niego uczynił. Chwała Panu Bogu Najwyższemu w Trójcy Jedynemu! Amen.