Bóg może wszystko, ale najpierw my musimy chcieć nosić Boga w naszym sercu. Do wszystkich niedowiarków i wierzących, aby utwierdzić ich w wierze w Boże Miłosierdzie. Mam 43 lata, męża i dorosłą już córkę, która pojawiła się w moim życiu w 4 klasie liceum. Nie będę się rozpisywała o całej historii mojego życia. Zaznaczę jedynie, że jako dziecko i dziewczynka bardzo kochałam Boga i Mu ufałam. Jednak w dorosłe życie wkroczyłam bez sakramentu małżeństwa - chociaż tego nie chciałam. Zawarliśmy związek cywilny i na ślub kościelny mówiliśmy, że jeszcze mamy czas. Na początku naszego cywilnego związku chodziłam do kościoła na Mszę, ale bardzo bolało mnie serce, że nie mogę w pełni uczestniczyć w Eucharystii. I przestałam. Córkę ochrzciliśmy, przyjęła I Komunię Świętą, bierzmowanie - pod moim naciskiem - bo może ci się przyda. Taka była moja postawa i wiara wówczas. Czas płynął, niby się kochaliśmy, ale... Przez lata wspominałam do męża, abyśmy wzięli ślub, ale nie było mowy. Lata płynęły. Pracowaliśmy - nawet nieźle nam się wiodło, ale nie byłam tak szczęśliwa, jak na początku, kiedy pobraliśmy się jako młodzież w IV klasie liceum. Na wszystko był czas, tylko nie dla Boga i na modlitwę. Później było coraz gorzej. Nie mogliśmy się w ogóle z mężem dogadać. Ja traciłam wiarę we wszystko. Nic mnie nie cieszyło. Odsunęłam się od ludzi, znajomych. Drażniły mnie wszystkie programy rozrywkowe w telewizji - a kiedyś lubiłam je. Czasami się modliłam do Matki Bożej i odmawiałam różaniec. Kiedyś około 2 lata temu, przechodząc koło półki z książkami, kilka z nich się wysunęło - a na wierzchu była książka o Siostrze Faustynie - pozostawiona przez mamę męża. Odłożyłam ją na stolik nocny i wieczorem zaczęłam czytać. Czytałam i wszystko zaczęło mi się przypominać - jak z moją św. pamięci babcią odmawiałam Koronkę do Miłosierdzia Bożego, jak śpiewałam nabożeństwo majowe, jak śpiewałam w kościele, czytałam - należałam do oazy. I to był mój początek powrotu do Boga. Odmawiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego, staram się codziennie łączyć duchowo z Jezusem o godz. 15:00, dziękuję Siostrze Faustynie i proszę, aby dalej się wstawiała za mnie. W 2014 roku w Niedzielę Palmową (już uczestniczyłam we Mszy. Wówczas postanowiłam, że muszę uczestniczyć w całym tridum paschalnym i tak było w Wielki Czwartek, Piątek uczestniczyłam w uroczystościach w swojej parafii - w sobotę rano po poświęcenie pokarmów mieliśmy wyjechać w rodzinne strony do naszych Mam - i trochę ubolewałam, że pewnie nie będę w kościele, bo pobalujemy do późna i na SPOTKANIE Z BOGIEM do kościoła nie pójdę. Ale stało się inaczej, jednak Pan Bóg jest nieogarniony w swych planach. Córka strasznie pokłóciła się z mężem i ostatecznie my zostaliśmy w domu a ona sama pojechała. Płakałam, bo były to pierwsze święta spędzone bez dziecka, ALE SPĘDZONE Z BOGIEM, TAK JAK CHCIAŁAM - i za to dziękuję Panu Bogu. Trudno nazwać ,że spędzaliśmy Święta - po prostu wolny czas - Święta u nas kończyły się na poświęceniu pokarmów, a Boże Narodzenie na odczytaniu fragmentu Pisma Świętego przed kolacją Wigilijną i tyle... Nie rozmawialiśmy z mężem, każdy z nas siedział w innym pokoju. I tak zrozpaczona tą sytuacją przeryczałam całą sobotę. Ocknęłam się wieczorem i pobiegłam a raczej pojechałam do kościoła, ale do innego (kiedyś przypadkiem po kolejnej kłótni i awanturze w domu trafiłam na niego w pięknym parku). Cała moja Msza była przepłakana i przebłaganiem za moje grzechy i prośbą o wybaczenie. Wszystkie słowa, jakie kapłan wymawiał podczas uroczystości i w sobotę i niedzielę i poniedziałek - wydawało mi się, że skierowane są do mnie, że ksiądz wie, co ja teraz czuję. W Wielką Niedzielę po Mszy św. przyszłam do domu i pomyślałam: muszę pierwsza się odezwać, przecież byłam na Eucharystii, słuchałam Słowa Bożego - muszę mieć w sercu pokój i miłość. I tak też zrobiłam. Wspomnę jeszcze, że przez te 2 dni - mąż cały czas siedział przy komputerze, ale zauważyłam, że słucha też Ewangelii i różnych audycji o Panu Bogu. Właśnie w te święta uświadomiłam sobie, że brakuje mi Boga, brakuje mi Eucharystii, nabożeństw itd. Od tego czasu opuściłam tylko parę niedzielnych Mszy. W rodzinie mojej zaczęło być lepiej, ale nadal zdarzały się awantury i kłótnie. Kiedyś leżąc w łóżku powiedziałam: "Panie Jezu, ja sama nie jestem w stanie już nic zrobić, pozostawiam swoje życie w Twoich rękach, jak zdecydujesz, tak będzie". Oczywiście, cały czas modliłam się, aby mój mąż również otworzył swe serce dla Chrystusa. Po kilku miesiącach mąż powiedział, że pójdzie ze mną do kościoła - sam z siebie - a za kolejny miesiąc, że chce wziąć ślub kościelny - o którym ja już przestałam marzyć. Kościół, do którego zaczęłam chodzić, jest pod wezwaniem św. Michała Archanioła, wierzę, że to nie jest przypadek, że akurat tam trafiłam - Bóg chciał, aby to Michał Archanioł, strażnik wiary i pogromca szatana, objął mnie i męża swoją ochroną i modlitwą. W tym roku okres Wielkiego Postu był dla nas okresem REKOLEKCJI PRZEDŚLUBNYCH. Już razem spędzaliśmy czas na modlitwie, wspólnej EUCHARYSTII i to nie tylko w niedzielę czy święta obowiązkowe - tęsknimy za Bogiem i żałujemy, że tyle lat naszego życia zmarnowaliśmy. Czy można uznać za przypadek, że akurat nabrałam odwagi w Środę Popielcową, aby pójść do księdza i zapytać, czy udzieli nam ślubu, bo nie jesteśmy z jego parafii - to słowa Pana Boga wypowiedziane nad moją głową "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię" dodały mi odwagi. Następnym znakiem dla mnie, że Siostra Faustyna modliła się za mnie jest to, że po ponad 25 latach przystąpiłam do spowiedzi z całego życia, u księdza michality Zbyszka Barana, który akurat w tym roku miał rekolekcje wielkanocne w parafii. Spowiedź odbyłam w domu generalnym Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia na ul. Żytniej w Warszawie, gdzie rozpoczynała swą posługę Siostra Faustyna, a ksiądz Zbyszek posługiwał siostrom jako ich kapelan. Rozmowy, jakie odbyłam z księdzem Zbyszkiem, chociaż były to tylko 2 spotkania, ponieważ został oddelegowany w inne miejsce, i Słowo Boże przez niego głoszone bardzo mi pomagają w codziennym życiu. Szkoda, że już go nie ma w Warszawie. Miesiąc temu przyjęliśmy Sakrament Małżeństwa - najpiękniejsza uroczystość w moim życiu. Jestem bardzo szczęśliwa, bo jeżeli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu - wszystko jest na swoim miejscu. Siostro Faustyno, módl się za nami grzesznikami do miłosiernego Jezusa Chrystusa o łaskę nawrócenia dla wszystkich ludzi grzeszących i błądzących, aby uwierzyli w Boże Miłosierdzie. Jezu, ufam Tobie. Z Panem Bogiem.