"Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli"(J 20,29) Bardzo długo zwlekałam z napisaniem swojego świadectwa, może po prostu nie byłam gotowa... Nie potrafię sobie wybaczyć, że pod natłokiem spraw i życia codziennego odeszłam od Boga..., ale przyszedł w moim życiu taki dzień, że przestałam nadzwyczajniej sobie radzić z wszystkimi narastającymi problemami i z tą okropną pustką w sercu. Budziłam się co dzień rano i nie wiem jak to opisać, ale poprostu nie czułam serca, nie czułam, że mam duszę, przeszywała mnie ogromna pustka. Siedziałam i myślałam, co zrobić ze swoim życiem aż do momentu, kiedy nie natrafiłam w sieci na Nowennę Pompejańską. Zaczęłam się modlić na różańcu, wytrwałam 54 dni, mimo że nie było łatwo. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że bardziej "klepałam" tę przepiękną nowennę i w sumie nie widziałam żadnych rezultatów... Teraz już wiem, dlaczego? Bo byłam niedowiarkiem, odmawiałam ją, bo odmawiałam z myślą: a co mi tam, może coś się zmieni w moim życiu. I owszem, Pan Bóg miał doskonały plan: zmieniło się, zaczęłam coraz to bardziej szukać Boga, miałam ciągły (i nadal mam) niedosyt poznawania Go... Bardzo często chodziłam do kościoła, ale nie na Mszę, tylko poklęczeć porozmawiać z Nim. Ale to nie koniec schodów w moim szukaniu Boga. Nie potrafiłam nawiązać więzi z Bogiem... Myślałam, coś jest nie tak; przechodziły różne myśli przez głowę, a szczególnie ta: Boże, Ty mnie nie chcesz, nie chcesz, bym była Twoim dzieckiem. Teraz wiem, że On chce; to ja nie chciałam być Jego dzieckiem.... W tych rozmśleniach często puszczałam sobie pieśń "Golgoto" i uświadamiałam sobie słowa w niej zawarte: "to nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech". Gdy puściłam sobie pierwszy raz tę pieśń, zaczęłam płakać przy niej jak dziecko, zaczęłam przepraszać Boga za wszystkie swoje czyny, za wszystko zło, które wyrządziłam w swoim życiu... Nadal nie było kolorowo w moim życiu: cały czas zamartwianie sie, dręczenie troską o to, co bedzie jutro... I znów Pan Bóg pokierował tak mną, że natrafiłam na akt oddania się Panu Jezusowi w/g Don Dolino (polcam z całego serca), gdy powiedzialam do Jezusa z wiarą: "Jezu, oddaję się Tobie, troszcz się Ty" - poczułam ogromną radość w sercu, ogromny spokój. Sprawy, z których myślałam, że nie ma wyjścia, ułożyły się pomyślnie, cudem zdobyłam pieniądze na to, by móc wynająć mieszkanie, bo tak bez ingerencji Boga mieszkałabym pod mostem. Do tego codziennie staram się odmawiać Różaniec i Koronkę do Miłosierdzia Bożego, ale teraz odmawiam z przyjemności, nie z przymusu... Ciągle czuję, że Jezus jest obecny przy mnie, czasem czuję, że On stoi obok mnie... Ja już nie chcę kierować sama swoim życiem, w pełni oddaję je Jezusowi... I naprawdę, jeśli jesteście zagubieni, wątpiący, nie radzicie sobie z problemami, zacznijcie szukać Boga, odmawiać różaniec - on jest lekiem na wszelkie zło, wszelkie niedogodności. Spróbujcie, a ręczę wam, nie pożałujecie, bedziecie mieć ogromny spokoj i ogromne łaski.