Drogi Jezu! Pragnę zaświadczyć wszystkim o ogromie Twoich łask i miłości, którą przelałeś na mnie w ostatnich miesiącach. Pomimo niezwykle trudnej rekrutacji do pewnej krakowskiej firmy udało mi się tam otrzymać wymarzoną pracę. Rekrutacja składała się z kilku etapów i każdy z nich był coraz trudniejszy, a kiedy doszło do ostatniego etapu, czyli rozmowy z menagerami w siedzibie firmy byłem mocno zestresowany. Modliłem się o tę pracę do Ciebie. Po rozmowie z managerami uważałem, że poszło średnio i nie jestem pewien pozytywnego wyniku. Wracając z tej rozmowy zjechałem z trasy i wstąpiłem na modlitwę do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. Modliłem się chwilę przed tym cudownym obrazem. Jakież było moje zaskoczenie, gdy na drugi dzień rano otrzymałem od firmy pozytywną odpowiedź. Obiecałem Ci wtedy, że będę szerzył cześć Bożego Miłosierdzia. Kolejny sprawdzian z mojej wiary przyszedł w czasie pracy. Było to zajęcie wymagające ogromnego skupienia, szybkości i mocnych nerwów. Często zdarzały się nadgodziny i problemy techniczne z programami czy komputerami. Na początku szło mi kiepsko, ale z dnia na dzień odkrywałem, że idę do przodu. Szedłem do celu razem z Tobą. Codziennie jadąc do pracy autobusem starałem się odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Czułem w pracy Twoją obecność. Chwilami miałem wrażenie, jakby ktoś stał tuż za mną i dyktował mi gotowe rozwiązania problemów. Dodam, że nigdy nie byłem specjalnie wierzący. To Ty mnie uratowałeś i sprawiłeś, że z nieradzącego sobie na początku pracownika stałem się kimś, kto potrafi właściwie pracować. Zdjęcie wizerunku Jezusa Miłosiernego powiesiłem tuż przy swoim biurku i czułem jak spływa z niego na mnie mądrość i cała energia do tej wyczerpującej pracy. W trudnych chwilach powtarzałem wezwanie: "Jezu ufam Tobie" i pomagało mi we wszystkim. Problemy w pracy same się rozwiązywały. Dzięki modlitwie do Ciebie po zakończeniu stażu zaproponowano mi stanowisko w tej samej firmie w nowo tworzonym zespole z dużo wyższą pensją i dodatkami. W tym czasie na zdrowiu bardzo osłabł mój dziadek. Brakowało mu sił, bo cukrzyca niszczyła wszystko w jego organizmie. Oddałem go Tobie oraz modlitwie sióstr z ZSMBM. Gdy odwiedziłem go kolejny raz, zobaczyłem, że jego stan poprawił się (nawet babcia, która opiekuje się nim to stwierdziła), z człowieka który nie mógł chodzić sam, wstawał, wychodził przed dom i spacerował, wchodził po schodach, przenosił różne rzeczy. No jak myślicie, kto podarował tyle siły 84 letniemu schorowanemu człowiekowi? Spędziłem u dziadków prawie tydzień, w tym czasie naładowałem akumulatory i wróciłem do Krakowa dziękując i prosząc Cię Jezu o kolejne łaski. To jednak nie wszystko. Jeśli ktoś z Was dalej nie wierzy, to dodam, że w tym samym czasie oddałem drugiego mojego dziadka, którego bardzo kocham, opiece Maryi i Jezusa, prosząc, aby nic mu się nie stało. Tydzień później w sobotę drugi mój dziadek (zdrowy, silny) wyszedł z dywanem przed dom wytrzepać go. W momencie, gdy go wieszał, nastąpił wylew. I Ty również go uratowałeś, bo cała sytuacja miała miejsce tuż przed domem, a Dziadzio nie tracąc przytomności ostatkiem sił doszedł po schodach do domu i zawołał Babcię. Przyjechała szybko karetka. Nie tylko nie stracił mowy, ale zachował praktycznie pełną sprawność. Wylew miał niezwykle delikatny przebieg, bo nawet lekarz stwierdził, że jakieś "szczęście" sprawiło, że nie został sparaliżowany. Odwiedzając dziadzia w szpitalu na oddziale, widziałem wielu innych pacjentów po wylewie, którzy leżeli sparaliżowani, bez kontaktu. Z dziadziem natomiast nie tylko chodziliśmy po korytarzu, co i wspaniale się rozmawiało. Wiem, że to wola boża i niezwykła łaska sprawiła, że mogę pisać z tak wielką wdzięcznością. Dziękuję Ci bardzo, Jezu, za uratowanie jego życia! Dziękuję Ci za to, że teraz dochodzi do zdrowia. Miej jego i mnie w swojej opiece! Prosiłem o pomoc również w wielu innych, trudnych sprawach i zawsze ją otrzymywałem. Za otrzymane łaski obiecałem Ci, Jezu, pewne rzeczy: szerzenie czci Bożego Miłosierdzia, pomoc innym (sąsiadom, kolegom, słabszym i tym, których los kieruje w moją stronę), naprawienie pewnych spraw w rodzinie, poukładanie mojego życia bliżej z Bogiem. Spełniam swoje obietnice pomału, proszę Cię o czas i cierpliwość. Wszystkich proszę o modlitwę i szczególnie dziękuję siostrom z ZMBM za modlitwy w moich intencjach. Odkąd odwiedzam Łagiewniki i mam Jezusa Miłosiernego w moim otoczeniu czuję się szczęśliwy. Widzę jak wszystko wychodzi na prostą i jak rozwijam swoje życie. Chcę, aby to życie było razem z Jezusem. Niech słowa z "Dzienniczka" św. Siostry Faustyny będą dla Was drogowskazem: "Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku nie było już ratunku i wszystko już stracone, to nie tak jest po Bożemu". Jezu, dziękuję za wszystko!