Świadectwa

Świadectwa

Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.

Archiwum

Świadectwa z roku 2016

Strona 1 z 44

  1. Alicja

    Jezus wydobył mnie z grzechu i beznadziei, w której tkwiłam. Otrzymałam drobny znak, by odmawiać Koronkę. Zaczęłam odmawiać i moje życie zaczęło się zmieniać, bardzo powoli, ale bardzo się zmieniło, skończyło się moje piekło, o którym nikt nie wiedział. Jezus jest tak dobry i miłosierny. Panie, dziękuję Ci za cały ten rok, za wszystkie łaski, za dar wiary. Prowadź mnie, Jezu, za rękę, abym doszła z Tobą do...

    Czytaj całe świadectwo

    Jezus wydobył mnie z grzechu i beznadziei, w której tkwiłam. Otrzymałam drobny znak, by odmawiać Koronkę. Zaczęłam odmawiać i moje życie zaczęło się zmieniać, bardzo powoli, ale bardzo się zmieniło, skończyło się moje piekło, o którym nikt nie wiedział. Jezus jest tak dobry i miłosierny. Panie, dziękuję Ci za cały ten rok, za wszystkie łaski, za dar wiary. Prowadź mnie, Jezu, za rękę, abym doszła z Tobą do wieczności. Panie, proszę Cię w wiadomych sprawach, zmieniaj moje życie, doprowadź przemianę mojego życia do końca, a także przemianę życia wiadomej Tobie osoby. Polecam Ci, Panie, wszystkich ludzi, których kiedykolwiek spotkałam w życiu. Błogosław nam wszystkim. Jezu, ufam Tobie!

  2. Joanna

    Mój Umiłowany! Dziękuję Ci za wszystko, co otrzymałam w mijającym 2016 roku. Za wszystko, Panie, bądź uwielbiony! Szczególnie chcę Ci, Panie, podziękować za łaskę wiary. Wiem, że bez Twojej pomocy nie umiałabym odmówić nawet jednego "Zdrowaś Maryjo". Dziękuję Ci za Twoją miłość bezgraniczną, za wszystkie próby, za łaskę wytrwania w nich przy Tobie i Twojej Mamie. Kocham Cię, chociaż wciąż za mało! Amen.

    Czytaj całe świadectwo

    Mój Umiłowany! Dziękuję Ci za wszystko, co otrzymałam w mijającym 2016 roku. Za wszystko, Panie, bądź uwielbiony! Szczególnie chcę Ci, Panie, podziękować za łaskę wiary. Wiem, że bez Twojej pomocy nie umiałabym odmówić nawet jednego "Zdrowaś Maryjo". Dziękuję Ci za Twoją miłość bezgraniczną, za wszystkie próby, za łaskę wytrwania w nich przy Tobie i Twojej Mamie. Kocham Cię, chociaż wciąż za mało! Amen.

  3. ewa

    Dziś po raz kolejny otrzymałam SMS z imieniem osoby konajacej. Jest wspaniałą sprawą pomóc osobie, która umiera przez odmawianie Koronki do Miłosierdzia Bożego. Faustyno, dziękuję Ci. Jezu Miłosierny, dziękuję Ci za wszelkie dobra otrzymane w roku 2016. Miej w opiece moją rodzinę, Zofię i wszystkich bliskich w nadchodzacym roku 2017.

    Czytaj całe świadectwo

    Dziś po raz kolejny otrzymałam SMS z imieniem osoby konajacej. Jest wspaniałą sprawą pomóc osobie, która umiera przez odmawianie Koronki do Miłosierdzia Bożego. Faustyno, dziękuję Ci. Jezu Miłosierny, dziękuję Ci za wszelkie dobra otrzymane w roku 2016. Miej w opiece moją rodzinę, Zofię i wszystkich bliskich w nadchodzacym roku 2017.

  4. Elżbieta

    Moja mama jest zdrowa. Wczoraj było ostateczne potwierdzenie po badaniach. Choruje na raka piersi od 4 lat. Zdałam się na Pana Jezusa, całkowicie poddając się Jego świętej woli. Panie Jezu, mój Przyjacielu i Panie mój - dziękuję Ci. Ty wiesz, jak bardzo Ci dziękuję, bo codziennie rozmawiamy. Dziękuję też Matce Najświętszej za ten cud. Mam mamę jeszcze i tę ziemską i tę Niebiańską i cieszę się każdym dniem, celebruję...

    Czytaj całe świadectwo

    Moja mama jest zdrowa. Wczoraj było ostateczne potwierdzenie po badaniach. Choruje na raka piersi od 4 lat. Zdałam się na Pana Jezusa, całkowicie poddając się Jego świętej woli. Panie Jezu, mój Przyjacielu i Panie mój - dziękuję Ci. Ty wiesz, jak bardzo Ci dziękuję, bo codziennie rozmawiamy. Dziękuję też Matce Najświętszej za ten cud. Mam mamę jeszcze i tę ziemską i tę Niebiańską i cieszę się każdym dniem, celebruję go, bo każdy dzień mamy od Boga. Chciałabym zawołać na cały świat jak Siostra Faustyna: "Kochajcie Boga, bo dobry jest i wielkiego miłosierdzia". Ufajcie Panu we wszystkim, nawet jak jest źle, bo On wie, co robi, a miła Mu jest dusza zupełnie zdana na Jego plany.

  5. Agnieszka

    Jezu, dziękuję Ci. Zamiast na stoku górskim, leżę w łóżku z naderwanym więzadłem. Plany legły w gruzach, na początku czułam bunt i bezsilność. Tak bardzo czekałam na ten czas spędzany w górach. A tu nic z tego. Unieruchomienie i samotność, kiedy cała rodzina na stoku i czas na rozmyślania i... modlitwę. Dzięki temu odkryłam na nowo siłę i sens ufności i zawierzenia. Daj mi siłę, Jezu, wytrwania w ufności...

    Czytaj całe świadectwo

    Jezu, dziękuję Ci. Zamiast na stoku górskim, leżę w łóżku z naderwanym więzadłem. Plany legły w gruzach, na początku czułam bunt i bezsilność. Tak bardzo czekałam na ten czas spędzany w górach. A tu nic z tego. Unieruchomienie i samotność, kiedy cała rodzina na stoku i czas na rozmyślania i... modlitwę. Dzięki temu odkryłam na nowo siłę i sens ufności i zawierzenia. Daj mi siłę, Jezu, wytrwania w ufności, wdzięczności i podziwie dla Ciebie. Pozwól wytrwać w modlitwie i wierności. Przyjmij to moje małe cierpienie i zjednocz je z Twoim. Słońce świeci, świat jest piękny! Dziękuję Ci, Boże.

  6. Agnieszka

    Szczęść Boże. Dziękuję za 2015 i 2016 rok (Rok Miłosierdzia). Dziękuję, że św. Charbel wysłuchał mnie i pomógł mojej mamie w chorobie zęba, złagodził jej trochę ból. Dziękuję Trójcy Świętej za otrzymane łaski, wszystkim Świętym. Dziękuję za łaskę spowiedzi. Z Panem Bogiem. Agnieszka

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże. Dziękuję za 2015 i 2016 rok (Rok Miłosierdzia). Dziękuję, że św. Charbel wysłuchał mnie i pomógł mojej mamie w chorobie zęba, złagodził jej trochę ból. Dziękuję Trójcy Świętej za otrzymane łaski, wszystkim Świętym. Dziękuję za łaskę spowiedzi. Z Panem Bogiem. Agnieszka

  7. Adam

    Dziękuje Ci, Boże, za miłość do żony!

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuje Ci, Boże, za miłość do żony!

  8. Zofia

    Tak naprawdę, to nie wiem, od czego zacząć, ale mam nadzieję, że z pomocą Ducha Świętego dam świadectwo mocy modlitwy na różańcu. Wydaje mi się, że moje życie nie było łatwe, czasami określałam, że jestem "pechowym człowiekiem?. Starałam się żyć tak, jak Pan Bóg nakazał. Byłam osobą, która dużo od siebie wymagała. Miałam wrażenie, że swoim postępowaniem powinnam poradzić sobie z przeciwnościami losu. Wiele zdarzeń...

    Czytaj całe świadectwo

    Tak naprawdę, to nie wiem, od czego zacząć, ale mam nadzieję, że z pomocą Ducha Świętego dam świadectwo mocy modlitwy na różańcu. Wydaje mi się, że moje życie nie było łatwe, czasami określałam, że jestem "pechowym człowiekiem?. Starałam się żyć tak, jak Pan Bóg nakazał. Byłam osobą, która dużo od siebie wymagała. Miałam wrażenie, że swoim postępowaniem powinnam poradzić sobie z przeciwnościami losu. Wiele zdarzeń, które miały miejsce w moim życiu, było odwrotnością tego, czego oczekiwałam. Żyłam prawie w ciągłym strachu, niepewności, poczuciu winy i czułam się gorszą od innych ludzi, którym się układało. Zadawałam sobie pytanie: czy jestem zła, że troski dopadają mnie i moją rodzinę. Modliłam się i prosiłam Boga i Matkę Najświętszą o pomoc, a w głębi duszy miałam wątpliwości, czy zasługuję, żeby Bóg mnie wysłuchał. Teoretycznie zdawałam sobie sprawę, że wola Boża jest najważniejsza i trzeba się z nią godzić, że cierpienie ma swój sens. Mimo to istniejąca ciężka sytuacja była przeze mnie nie do przyjęcia, wzbudzała we mnie żal, niepokój, czasami wręcz panikę, co złego nas jeszcze czeka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że wola Boża to dobroć, którą Bóg chce dawać każdemu. W naszym życiu rodzinnym pojawiły się bardzo poważne problemy. Okres bardzo ciężki, pełen naszych słabości, niepokoju, z którymi nie potrafiliśmy sobie poradzić w żaden sposób. Rozpoczął się w moim życiu czas gorącej modlitwy. Nadal jednak pełnej wątpliwości, czy zasługuję, aby Bóg mnie wysłuchał, i czy to, o co proszę, jest zgodne z Jego wolą. Z czasem zrozumiałam, że jedynym ratunkiem jest oddanie naszego cierpienia Jezusowi Miłosiernemu przez ręce Matki Najświętszej. Modlitwa i głęboka wiara, że Bóg nas nie opuści i nie pozwoli, abyśmy żyli z dala od Niego, ponieważ to było dla mnie najbardziej bolesne. Szukałam sposobu, jak powinnam się modlić, aby Bóg mnie usłyszał, byłam w wielkiej rozpaczy, że zło i cierpienie dotyka moich najbliższych i mnie. Cierpiałam, że moją rodzinę spotkały takie słabości, które bardzo ranią Jezusa. Odprawiłam Nowennę Pompejańską i odmawiam Różaniec. Prośba do Miłosierdzia Bożego poprzez odmawianie Koronki, rozmowa z Jezusem Miłosiernym, uczestnictwo w Eucharystii nie tylko w niedzielę, ale i w dni powszednie pozwoliły mi odnaleźć się w naszym cierpieniu. Zrozumiałam, że musimy przyjąć krzyż, a prawdziwa ufność w dobroć Jezusa i Matki Bożej pomoże nam. Aby całkowicie zaufać Bogu, porównywałam po ludzku moją matczyną miłość do swoich dzieci i przekonałam się, że On kocha nas miłością doskonałą, bezinteresowną i chce dla nas dobra, bo jesteśmy Jego dziećmi. Zrozumiałam, że jedynie Bóg wie, co jest dla nas najlepsze, a to, co przeżywamy sprawi, że lepiej poznamy Bożą prawdę, która będzie nas prowadzić do Niego. Odzyskałam spokój, który przyniosła mi modlitwa różańcowa i Koronka do Miłosierdzia Bożego. Nie przestaje się modlić, a w naszej rodzinie małymi kroczkami zaczęło dziać się coraz lepiej. Potrzebujemy jeszcze wiele Bożej łaski i błogosławieństwa przez wstawiennictwo Matki Bożej w poprawianiu naszego życia. Całym sercem ufam Jezusowi Miłosiernemu i Matce Najświętszej, że moja rodzina, nasze dzieci, otrzymamy potrzebne łaski, aby nie ranić Jezusa i żyć według Bożych przykazań.

  9. Ania

    Panie Jezu, dziękuję Ci za moją rodzinę, ukochane córeczki i męża. Przymnóż nam wiary, Panie.

    Czytaj całe świadectwo

    Panie Jezu, dziękuję Ci za moją rodzinę, ukochane córeczki i męża. Przymnóż nam wiary, Panie.

  10. Kinga

    Moje świadectwo chyba nie będzie mistrzowskie, bo zdaję sobie sprawę,że raz nadchodzą dni pełne nadziei, a raz ogarnia zwątpienie, co pociąga za sobą zupełną bezsilność. Przynajmniej tak jest w moim przypadku, więc... Moja wiara jest ciągle bardzo, bardzo słaba. Może nawet nikła albo żadna. Czuję jednak, że powinnam tutaj napisać o swojej historii. Tak, tak oczywiście pochodzę z rodziny wierzącej, choć właściwie to...

    Czytaj całe świadectwo

    Moje świadectwo chyba nie będzie mistrzowskie, bo zdaję sobie sprawę,że raz nadchodzą dni pełne nadziei, a raz ogarnia zwątpienie, co pociąga za sobą zupełną bezsilność. Przynajmniej tak jest w moim przypadku, więc... Moja wiara jest ciągle bardzo, bardzo słaba. Może nawet nikła albo żadna. Czuję jednak, że powinnam tutaj napisać o swojej historii. Tak, tak oczywiście pochodzę z rodziny wierzącej, choć właściwie to w praktyce tak to wyglądało odkąd pamiętam, że po prostu "wypadałoby chodzić do kościoła i żyć dobrze, bo tak. I jest Bóg, Niebo, Piekło, Czyściec, nie zadawaj pytań, przyjmij to na wiarę, to w końcu... wiara". Coś w tym stylu. Jeszcze kiedy byłam dzieckiem, wiedziałam, że mam problem z uzależnieniem od masturbacji. Czułam się z tym potwornie, czułam się dziwnym, chorym dzieckiem. Przyszłam na świat, kiedy moi rodzice byli bardzo młodzi, nie byłam planowana i choć cieszyli się, że się pojawię, sytuacja materialna była... zła. Musieli pracować, a ja dostawałam z babcią... Bardzo neurotyczną babcią, która oprócz zastraszania mnie (nie chciała źle, po prostu tak wyszło), dawała mi "coś słodkiego" za każdym razem, kiedy nie miałam się do kogo odezwać, z kim pobawić. Byłam tak naprawdę sama, babcia była ciągle zajęta: od przygotowywania obiadu, po długie rozmowy przez telefon aż do oglądania seriali, kiedy jedyne co mogłam usłyszeć to: "Cicho..." , pamiętam ten jej nieobecny głos. Jakby mnie tam właściwie nie było, nie powinno być. Ale takie dziecko nie uświadamia sobie, że jest samotne, odrzucone, zdane na siebie. Przyzwyczaja się, że tak musi być, bo tak jest. Stara się sobie to jakoś zrekompensować. Dzięki filmom dla dorosłych, które nocą oglądał mój tata, myśląc, że śpię... (tylko mama spała, ja akurat po nim odziedziczyłam bezsenność), zresztą cała relacja moich rodziców była przepełniona obrzydliwym erotyzmem. Obrzydliwym, bo bezwstydnym, którego się jednocześnie bałam i znajdywałam w nim równie obrzydliwą przyjemność. Od kiedy to odkryłam, zaczęłam uciekać w treści erotyczne, pamiętam jak zawzięcie ich szukałam, czując się przy tym tak podle... no i słodycze. To był mój świat. I tak już zostało. Miałam potem wielu facetów, z którymi współżyłam. Oczywiście, czułam się równie podle jak w dzieciństwie. Każdy kolejny związek się rozpadł, odchodziłam. W czasie związku z moim ostatnim facetem, wpadłam w okropnie ciężki przypadek nerwicy lękowej. Każdy dzień był dla mnie koszmarem, nie miałam juź siły żyć. Modliłam się o śmierć, tak silny był mój lęk. Mój były miał bardzo specyficzne podejście do spraw religii. Mówił mi, wręcz wmawiał, że np. kult Maryi nie powinien istnieć w wierze chrześcijańskiej i ten, kto się do niej modli, nie jest chrześcijaninem, bo Pismo Święte mówi tak i tak. Każda ze swoich teorii popierał Biblią. Nie miałam siły mu się stawiać, zwłaszcza pod koniec, kiedy zaczęłam być w naprawdę ciężkim stanie. Miałam tyle objawów fizycznych i tak silnych, że byłam pewna, że długo już nie pożyję. Nękały mnie myśli o chorobie. Miałam każdą chorobę, objawy wszystkiego... Od zakażenia każdą możliwą bakterią po raka, zawał serca, rak jelita, żołądka, dostrzegałam u siebie wszystko i ani trochę nie pomagała mi świadomość że to niedorzeczne. I tak się bałam, panicznie się bałam, naprawdę nie chciałam już żyć, modliłam się, żeby mnie zabrali do psychologa, psychiatry, strasznie chciałam o siebie walczyć. Ale mama krzyczała na mnie po każdym moim wybuchu płaczu, twierdziła, że mam sobie z tym sama poradzić, wziąć się w garść, bo "wymyślam". Wreszcie dzięki tacie (ma nerwicę lękowa również, od bardzo dawna, uzależnił się od psychotropów, właściwie wegetuje...) zabrali mnie do psychiatry. Ale wtedy było już tak źle, że byłam przekonana o chorobie psychicznej. Ciągle jestem, mam stany, o których ludzie nie lubią słuchać, bo... Niełatwo jest to sobie wyobrazić. Praktycznie cały czas czuję, że wszystko dookoła jest nieprawdziwe, zmyślone , sztuczne..., że to nie mój pokój. Nie mój dom. W lustrze nie poznaję siebie. Mimo to chodzę do kościoła (panicznie boję się ludzi, na Mszy parę razy byłam bliska zemdlenia, dusiłam się, dławiłam, nie czułam rąk i nóg), ale nie poddaje się, choć milion razy zwątpiłam w Boga. Kocham Go resztkami moich sił i niezależnie od tego, co się stanie, walczę z moim lękiem... mam nadzieję.

  11. Mateusz,13 l.

    Jestem ochrzczony i wychowuję się w katolickiej rodzinie. Zawsze, co niedzielę, chodziłem do kościoła, ale tylko z obowiązku lub przyzwyczajenia. Wierzyłem w Boga - a właściwie tylko w Jego istnienie i wyklepane regułki. Tak naprawdę nie było Go w moim życiu. 2 lata temu wpadłem w niewolę samogwałtu. Myślałem najpierw, że "to coś normalnego", ale miałem jakieś takie poczucie winy. Któregoś dnia, niby przypadkiem...

    Czytaj całe świadectwo

    Jestem ochrzczony i wychowuję się w katolickiej rodzinie. Zawsze, co niedzielę, chodziłem do kościoła, ale tylko z obowiązku lub przyzwyczajenia. Wierzyłem w Boga - a właściwie tylko w Jego istnienie i wyklepane regułki. Tak naprawdę nie było Go w moim życiu. 2 lata temu wpadłem w niewolę samogwałtu. Myślałem najpierw, że "to coś normalnego", ale miałem jakieś takie poczucie winy. Któregoś dnia, niby przypadkiem, dowiedziałem się, że jest to grzech ciężki. Nie mogłem się z tym pogodzić i ciągle się usprawiedliwiałem. Często zdarzało mi się przystępować do świętokradzkich Komunii. Chciałem z tym skończyć. Na Wielki Post w zeszłym roku zrobiłem postanowienie, że powoli, stopniowo będę przestawał to robić. Jednak pewnego razu dowiedziałem się, że w Wielki Wtorek jest okazja do spowiedzi św. Postanowienie zmiany na lepsze, całkowitego zerwania z grzechem było we mnie bardzo silne. Podczas spowiedzi stresowałem się tak, że wyznałem tylko 3 najcięższe grzechy. Po odejściu od konfesjonału natychmiast przypomniałem sobie pozostałe przewinienia (było wśród nich grzechy śmiertelne) i miałem poczucie winy, bo nie wierzyłem w Boże miłosierdzie. "Dospowiadałem się" następnego dnia. Poczułem wtedy, że mam "czystą kartę". Nadal jednak żyłem daleko od Boga. Moja wiara sprowadzała się do tego, co wolno, a czego nie wolno. Pod koniec tegorocznych wakacji doświadczałem silnych pokus myśli nieczystych. Szukałem więc jakichś rad w internecie. Zamiast odpowiedzi dotyczących grzechu, znalazłem tam jednak słowa mówiące o nieskończonej Bożej miłości. W ciągu kilku dni nawróciłem się i zawierzyłem Bogu. Rzecz jasna, nie było to jedno nawrócenie na zawsze. Pójście za Jezusem jest drogą, nasza wiara ciągle się zmienia i tak naprawdę nieustannie trzeba nam się nawracać. Od tego czasu żyję w łasce, blisko Boga. Oczywiście, nadal są w moim życiu pokusy, słabości, chwile zwątpienia. Jednak Pan Jezus kocha każdego z nas i pragnie naszego dobra. Pewnego razu moi dziadkowie, jadąc samochodem na autostradzie, o mało co nie uderzyli w ciężarówkę. Hamowali, ale i tak nie było praktycznie żadnych szans na wyjście bez szwanku z tej sytuacji. Dziadek skręcał, żeby chociaż uderzyć w barierki. Ale stało się coś niesamowitego, nagle zahamowali. To był CUD! PANIE, DZIĘKUJE CI ZA WSZYSTKIE NIEZLICZONE ŁASKI, KTÓRYMI NAS OBDAROWUJESZ. JEZU, UFAM TOBIE!

  12. Aleksander

    Moje świadectwo dotyczy powrotu do Boga naszej 17-letniej córki po ok. rocznym okresie zwątpienia, a być może nawet utraty wiary. Jesteśmy rodziną wierzącą, nasze dzieci przyjmowały przewidziane dla nich sakramenty, uczęszczamy regularnie do kościoła, ja sam też w obliczu niesamowitych problemów finansowych i prawnych, w które się wpakowałem (tak ? ?jak trwoga, to do Boga?!) wstąpiłem na drogę nawrócenia ok. półtora...

    Czytaj całe świadectwo

    Moje świadectwo dotyczy powrotu do Boga naszej 17-letniej córki po ok. rocznym okresie zwątpienia, a być może nawet utraty wiary. Jesteśmy rodziną wierzącą, nasze dzieci przyjmowały przewidziane dla nich sakramenty, uczęszczamy regularnie do kościoła, ja sam też w obliczu niesamowitych problemów finansowych i prawnych, w które się wpakowałem (tak ? ?jak trwoga, to do Boga?!) wstąpiłem na drogę nawrócenia ok. półtora roku temu po wieloletniej nieobecności w kościele. Od ponad roku należę do wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym. Córka jeszcze do niedawna też była blisko Pana, ale trudny okres dorastania, trendy tego świata zrobiły swoje... Ponad to w naszej rodzinie mamy osobę z uzależnioną od alkoholu, przejawiającą w stanie upojenia bardzo agresywne zachowania wobec najbliższych (z przemocą psychiczną i fizyczną włącznie). Córka jest bardzo wrażliwą osobą, bardzo cierpi z tego powodu i wcześniej modliła się do Pana w intencji rozwiązania tej sytuacji, niestety ? do dzisiaj brak jest widocznych skutków jej próśb i modlitw. Wiem, że miała o to do Boga pretensje, zwątpiła w Jego wszechmoc, a być może nawet Jego miłość do nas i zainteresowanie naszymi sprawami. Jej słowa: ?To nie działa? bardzo mnie zabolały. Dodatkowo ma też problemy z zaniżoną samooceną i akceptacją siebie samej, swojej wartości, urody i zdolności. Wiem też, że moje nawrócenie odbierała w kategoriach ?nawiedzenia? i dewocji, wiem, że przeszkadzało ono jej. Często widziała mnie czytającego Pismo, książki religijne, modlącego się w domu, zacząłem mówić o Bogu, o Jego miłosierdziu i miłości (co jeszcze do niedawana było nie do pomyślenia!), a pomimo tego pozornie nic się nie zmieniało w naszej dramatycznej sytuacji rodzinnej. ?To nie działa!?. Teraz, kiedy w ramach formacji wspólnotowej wiem, czego się pozbawiamy mówiąc: ?nie? Bogu i nie uczestnicząc w pełni w Eucharystii, jakie zagrożenie rodzi to dla naszej duszy i życia wiecznego, często i gorąco modliłem się do Pana w intencji naszej córki, prosząc o łaskę powrotu do wiary i uczestniczenia w sakramentach. Ani ja, ani żona nie naciskaliśmy w tej sprawie, nie prosiliśmy, nie było ?kazań? i moralnych pogadanek ? wyraziliśmy tylko nasze zdanie w tej sprawie, wyrażając głęboki żal z tego powodu i tyle. Jednocześnie żarliwie i wytrwale modliliśmy się do naszego Pana o łaskę nawrócenia dla naszej córki, powierzaliśmy naszą córkę opiece Matki Bożej, przedstawialiśmy nasze intencje w tej sprawie w czasie Eucharystii, zdając sobie sprawę, że w tym świecie nie ma pustki ? jeżeli w duszy człowieka nie ma Boga, to jego miejsce zajmuje zły duch z jego pokusami i sprawami tego świata. Wierzę, że Pan wysłuchał naszych próśb i modlitw (pewnie szczególnie kierowanych przez matkę) i oto w trakcie obecnego Adwentu, bez naszego nagabywania, nasza córka stwierdziła, że chyba (na początek było tylko ?chyba?) przed Bożym Narodzeniem przystąpi do spowiedzi!!! Na początku powiedziała o tym tylko żonie. Tego dnia od rana odczuwałem jakąś bliżej nie opisaną, niczym wyraźnym nie spowodowaną radość. Po powrocie z pracy na pytanie żony, jak mi minął dzień, odpowiedziałem, że bardzo dobrze ? zupełnie jakby coś bardzo dobrego się stało, chociaż był to zwykły dzień bez szczególnych wydarzeń. Żona, która już wiedziała, tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że ona wie, co się stało, ale nie zdradziła o co chodziło. O sprawie dowiedziałem się dopiero następnego dnia. Wtedy przypomniało mi się, co jest napisane w Piśmie o radości w niebie z jednego nawróconego ? myślę, że moje ?nieuzasadnione? uczucie radości poprzedniego dnia było małym udziałem w tej radości nieba!!! Przed pójściem do kościoła tego wielkiego dnia, gdy córka miała przystąpić do spowiedzi, jak zwykle założyła odświętne ubranie, ułożyła sobie ładnie włosy, pomalowała twarz, a ja pomyślałem, że Duch Święty chyba raczej wolałby widzieć ją taką, jaka naprawdę jest ? piękna sama z siebie, bez pudrów, pomalowanych rzęs i pomadek. Powinniście ją, Bracia i Siostry widzieć po powrocie z konfesjonału ? zapłakaną (ze szczęścia!!!), radosną, ?lekką? i z całą tą ?farbą? zmytą i to dosłownie z jej twarzy!!! Łzy oczyszczenia duszy i ciała ? jednocześnie płakała i śmiała się ? nie wyobrażacie sobie naszej, rodziców, radości. Tak oto nasza córka ze śmierci wróciła do żywych. Nasz Pan naprawdę jest miłosierny, a Jego miłosierdzie nie zna granic, bylebyśmy tylko w nie wierzyli głęboko i wbrew całego zła dookoła nas, dając Panu czas na działanie, cierpliwie czekając na Jego łaskę (czasem tylko chwilę, czasem dzień, a czasem lata...) ? On wie lepiej i zawsze i dla każdego (niezależnie od pozornej beznadziejności sytuacji) zna wyjście i plan ratunkowy. Żaden nasz problem nie jest większy od miłosierdzia Jezusa. A my teraz modlimy się, aby nasza córka wytrwała w wierze, szczególnie w obliczu kolejnych trudnych sytuacji, które na pewno przyjdą, i aby jej oparciem była wtedy i zawsze nasza Matka Niebieska i miłosierny Jezus i o modlitwę w tej intencji prosimy też Was ? Bracia i Siostry.

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina