Świadectwa

Świadectwa

Historie osób, które dzielą się doświadczeniem łaski, wdzięczności i spotkania z miłosierdziem Bożym.

Archiwum

Świadectwa z roku 2016

Strona 10 z 44

  1. jadwiga

    Jak CI dziękować, że dajesz tak wiele... O Jezu Miłosierny, dziękuję za otrzymane łaski. Przekonałam się, że tylko WIARA, MODLITWA i NADZIEJA może wyprosić Twoje zmiłowanie. Jezuniu, nie opuszczaj mnie. Powierzam Ci wszystkie sprawy... TROSZCZ się TY. Bądź ze mną w każdej chwili mego życia i umacniaj mnie. JEZU, UFAM TOBIE.

    Czytaj całe świadectwo

    Jak CI dziękować, że dajesz tak wiele... O Jezu Miłosierny, dziękuję za otrzymane łaski. Przekonałam się, że tylko WIARA, MODLITWA i NADZIEJA może wyprosić Twoje zmiłowanie. Jezuniu, nie opuszczaj mnie. Powierzam Ci wszystkie sprawy... TROSZCZ się TY. Bądź ze mną w każdej chwili mego życia i umacniaj mnie. JEZU, UFAM TOBIE.

  2. Ania

    Witam wszystkich serdecznie. Koronkę do Miłosierdzia Bożego odmawiam odkąd pamiętam. Zawsze towarzyszyła mi w moim życiu, nawet w tych najtrudniejszych chwilach. Pan Jezus i Jego Matka nigdy mnie nie opuścili, kiedy byłam w potrzebie. Ta modlitwa ma naprawdę wielką moc. Dziękuję Ci, mój najdroższy Jezu, tak bardzo Cię kocham.

    Czytaj całe świadectwo

    Witam wszystkich serdecznie. Koronkę do Miłosierdzia Bożego odmawiam odkąd pamiętam. Zawsze towarzyszyła mi w moim życiu, nawet w tych najtrudniejszych chwilach. Pan Jezus i Jego Matka nigdy mnie nie opuścili, kiedy byłam w potrzebie. Ta modlitwa ma naprawdę wielką moc. Dziękuję Ci, mój najdroższy Jezu, tak bardzo Cię kocham.

  3. Piotr

    Szczęść Boże! Kilka lat temu w zimie byłem w szpitalu u ojca na odwiedzinach. Obok niego leżał pacjent, który zaczynał jakoś dziwnie się dusić i ciężko oddychać. Przyleciała do niego służba medyczna i zabrali go do innego pomieszczenia. W tym czasie w myślach zacząłem za niego odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że ten pacjent niestety zmarł. Po odwiedzinach wsiadłem do...

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże! Kilka lat temu w zimie byłem w szpitalu u ojca na odwiedzinach. Obok niego leżał pacjent, który zaczynał jakoś dziwnie się dusić i ciężko oddychać. Przyleciała do niego służba medyczna i zabrali go do innego pomieszczenia. W tym czasie w myślach zacząłem za niego odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że ten pacjent niestety zmarł. Po odwiedzinach wsiadłem do samochodu i zauważyłem wyraźnie na przedniej szybie jakby odciśniętą łapę diabelską. Nikt tego nie zauważył i nikomu o tym nie mówiłem, ale to był dla mnie wyraźny znak, jaką moc posiada ta Koronka odmawiana przy umierającym.

  4. Jacek

    Dziękuję Ci, Jezu, za znalezienie odpowiedniej dla mnie pracy, której tak długo szukałem. Jezu, ufam Tobie w życiu zawodowym i osobistym.

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję Ci, Jezu, za znalezienie odpowiedniej dla mnie pracy, której tak długo szukałem. Jezu, ufam Tobie w życiu zawodowym i osobistym.

  5. Daniel

    Dziękuję za wysłuchanie moich modlitw. Dalej cały czas modlę się i proszę. Jezu, ufam Tobie.

    Czytaj całe świadectwo

    Dziękuję za wysłuchanie moich modlitw. Dalej cały czas modlę się i proszę. Jezu, ufam Tobie.

  6. Magdalena

    Witam. Mam na imię Magda i mam 18 lat. Chodzę teraz do 3 klasy liceum. Podzielę się z Wami świadectwem. Było to na początku drugiej klasy liceum. Był to pod koniec listopada początek grudnia 2015 roku. Tuż przed Rokiem Miłosierdzia. Każdego dnia chodziłam sobie do kościoła na Msze Święte i każda z nich niosła za sobą wyjątkowy dar. Był to początek Adwentu. W mojej parafii rano przed Mszą o 7:30 była Koronka do...

    Czytaj całe świadectwo

    Witam. Mam na imię Magda i mam 18 lat. Chodzę teraz do 3 klasy liceum. Podzielę się z Wami świadectwem. Było to na początku drugiej klasy liceum. Był to pod koniec listopada początek grudnia 2015 roku. Tuż przed Rokiem Miłosierdzia. Każdego dnia chodziłam sobie do kościoła na Msze Święte i każda z nich niosła za sobą wyjątkowy dar. Był to początek Adwentu. W mojej parafii rano przed Mszą o 7:30 była Koronka do Miłosierdzia Bożego właśnie podczas Adwentu. Gdy szłam do kościoła podczas tak brzydkiej pogody i zimnego deszczu marzyłam o tym, by wejść do świątyni i zagrzać się. Wchodząc do kościoła usłyszałam, jak ludzie odmawiają Koronkę (wtedy nie wiedziałam, że odmawiają rano, a teraz już wiem). Ucieszyłam się bardzo i poszłam szybko do ławki, ciesząc się przy tym, że już mi jest ciepło. Uklęknęłam w ławce i dołączyłam do odmawiania Koronki do Miłosierdzia Bożego. Po kilku minutach odmawiania zapytałam Pana Jezusa o stałe spowiednictwo, czy będę nadal miała taką łaskę posiadania stałego spowiednika (miałam wtedy stałego spowiednika byl nim ks. G., który stale spowiadał mnie od 14 roku życia. Ale miał już odchodzić z parafii). Odpowiedź miałam w postaci wydarzenia. A jaka odpowiedź była? Najpierw z zakrystii wyszedł ks. G i patrzył coś do Mszału Rzymskiego. Po kilku chwilach wyszedł kapłan świeżo po święceniach,którego znałam tylko z widzenia i szedł w kierunku konfesjonału. Ale. Najpierw uklęknął przed obrazem Jezusa Miłosiernego i modlił się razem z tymi ludźmi. Wtedy Jezus poprzez Koronkę dał mi pokój w sercu, dając odpowiedź, że to ten kapłan, który klęczał przed obrazem Jezusa Miłosiernego. Zdziwiła mnie ta odpowiedź. Nie chciałam się z tym pogodzić przez długi czas. Lecz jednak trafiałam na wydarzenia takie, jak proszenie pewnego człowieka o spowiedź tego kapłana ks. M. I ten ksiądz się zgodził i wyspowiadał go, ten człowiek, odchodząc od konfesjonału, był szczęśliwy, uśmiechał się do ludzi podczas niedzielnej Mszy Świętej. Cóż, po kilku miesiącach, tuż po Niedzieli Miłosierdzia, postanowiłam porozmawiać z tym kapłanem o wspólnocie, bo on też prowadzi wspólnotę Galileę. Więc pomyślałam, że z nim pogadam o tym. Tak też się stało. Rano zaczekałam na tego kapłana, by z nim porozmawiać. Po chwili wyszedł i zaczęłam z nim rozmawiać. Po prostu przesympatyczny człowiek. Po kilku tygodniach zdecydowałam o pójściu do spowiedzi do tego kapłana. Było to poza godzinami dyżurnymi w konfesjonale. Spowiadałam się w Godzinę Miłosierdzia. Spowiadając się u ks. M wydawało mi się, że Jezus zanurza mnie w swoim miłosierdziu, tak jakbym widziała ten blady promień, w którym się zanurzam. Podczas spowiedzi usłyszałam takie słowa: "Spotykaj się i rozmawiaj z Jezusem w sercu". Odchodząc później od konfesjonału byłam zdziwiona, w szoku, a zarazem szczęśliwa z ogromnym pokojem w sercu. I 5 dni przed moimi urodzinami, 20 maja, ks. M został moim stałym spowiednikiem i zarazem kierownikiem duchowym. Podczas spowiedzi zapytałam go o stałe spowiednictwo. Zgodził się od razu, ale powiedział też, że nie zawsze będzie miał czas. Od tamtej pory zmieniło się wiele z korzyścią. Od tamtej pory czytam "Dzienniczek" Siostry Faustyny, staram się odmawiać Nowennę do Miłosierdzia Bożego wraz z Koronką :), zgłębiam tajemnicę Bożego miłosierdzia, a także staram się przynajmniej co 2 tygodnie spowiadać się nawet z najdrobniejszych przewinień. Chcę też powiedzieć, że właśnie dzięki Koronce można uprosić wiele łask, a Jezus ich udzieli. Można nawet poprosić o stałego spowiednika. Jezus dał wprawdzie o wiele więcej jak spowiednika. Chwała niech będzie Bożemu Miłosierdziu na wieki wieków.

  7. Grzegorz

    Szczęść Boże. Będąc kiedyś w miejscu pielgrzymek, czekałem wraz z innymi do spowiedzi. Dołączyła do nas grupka pielgrzymów, którzy powiedzieli, że tam, niedaleko, siedzi ksiądz gotów spowiadać i nikogo u niego nie ma. Zdumieni pytamy ich, dlaczego więc tutaj przyszli? Okazało się, że to ksiądz z ich grupy, on ich zna, oni jego, no i tak zaczęli kręcić. Znajoma sytuacja, prawda? Często idziemy się spowiadać do TEGO...

    Czytaj całe świadectwo

    Szczęść Boże. Będąc kiedyś w miejscu pielgrzymek, czekałem wraz z innymi do spowiedzi. Dołączyła do nas grupka pielgrzymów, którzy powiedzieli, że tam, niedaleko, siedzi ksiądz gotów spowiadać i nikogo u niego nie ma. Zdumieni pytamy ich, dlaczego więc tutaj przyszli? Okazało się, że to ksiądz z ich grupy, on ich zna, oni jego, no i tak zaczęli kręcić. Znajoma sytuacja, prawda? Często idziemy się spowiadać do TEGO księdza. Też tak myślałem. Do czasu... Idąc do spowiedzi mówimy przeważnie: idę do księdza X lub do księdza Y, albo: do tego księdza nie idę, bo coś tam nie pasuje. Powyższy problem dotyczy wielu i jest to spowodowane kryzysem wiary. Ja też miałem takie podejście, aż w końcu miłosierny Bóg ulitował się nade mną. Pewnego razu, stojąc w kolejce do spowiedzi, odmawiałem Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Gdy przyszła moja kolej, wyrzuciłem z siebie to, co pamiętałem, i żal, że tyle razy przystępowałem do sakramentu pokuty i pojednania, ale poprzez płytką i nieprzygotowaną spowiedź tak naprawdę nie dochodziłem do Jezusa. Nastąpiło potem pouczenie przez kapłana i czas na zadanie pokuty. I oto, co usłyszałem: Jako pokutę proszę jeszcze raz odmówić Koronkę do Miłosierdzia Bożego... Po prostu zaskoczył mnie na całego, a ja nie byłem na coś takiego przygotowany. Chciałem go przytulić, ale wróciłem do ławki i po prostu płakałem. Kapłani są różni, tak, jak my. Ale gdy wyznajemy grzechy, wyznajemy je Jezusowi. To my stawiamy największą barierę łasce Bożej brakiem wiary. A jeśli chodzi o kapłanów, niech powie o tym sam Zbawicie poprzez "Dzienniczek": "Dziś znowuż pouczył mnie Pan, jak mam przystępować do sakramentu pokuty: Córko Moja, jak się przygotowujesz w Mojej obecności, tak się i spowiadasz przede Mną; kapłanem się tylko zasłaniam. Nigdy nie rozbieraj, jaki jest ten kapłan, którym się zasłoniłem, i tak się odsłaniaj w spowiedzi, jako przede Mną, a duszę twoją napełnię światłem Moim" (Dz. 1725). Lub: "Po skończonej spowiedzi rozmyślałam sobie, skąd wie spowiednik o tym, że Bóg mi każe rozmyślać o tym Jonaszu, przecież mu o tym nie mówiłam. - Wtem usłyszałam te słowa: Kapłan, kiedy Mnie zastępuje, to nie on działa, ale Ja przez niego; życzenia jego są życzeniami Moimi. Widzę, jak Jezus broni swych zastępców. Sam wchodzi w ich działanie" (Dz. 331). Zaświadczam więc i ja o żywej obecności Jezusa Chrystusa w sakramencie pokuty i pojednania i życzę, aby jak najwięcej dusz otworzyło się przed Nim. Grzegorz

  8. mariusz

    Mam na imię Mariusz i jestem alkoholikiem. Jako dziecko zawsze myślałem, że dom to rodzina, czyli mama + tata oraz dzieci. We własnym domu nigdy nie zaznałem miłości jako dziecko małe ani obecnie jako dziecko duże, z tą różnicą, że dziś moja Mama mnie kocha, za co jestem Jej wdzięczny. Mój Tato nigdy mi nie powiedział: Kocham Cię, synu, jestem z Ciebie dumny lub podobne słowa, w zamian byłem karcony i poniżany...

    Czytaj całe świadectwo

    Mam na imię Mariusz i jestem alkoholikiem. Jako dziecko zawsze myślałem, że dom to rodzina, czyli mama + tata oraz dzieci. We własnym domu nigdy nie zaznałem miłości jako dziecko małe ani obecnie jako dziecko duże, z tą różnicą, że dziś moja Mama mnie kocha, za co jestem Jej wdzięczny. Mój Tato nigdy mi nie powiedział: Kocham Cię, synu, jestem z Ciebie dumny lub podobne słowa, w zamian byłem karcony i poniżany, przyglądałem się jak Tato bije i poniża Mamę. Przyglądając się temu, z czasem sam zacząłem to robić, miałem 27 lat, gdy po raz pierwszy wziąłem ślub na tzw. kartę rowerową, bo Bóg ani związek sakramentalny nie był mi potrzebny. W tym związku biłem partnerkę, nie szanowałem jej, uważałem ją za nic Alkohol tylko potęgował moją agresję i złości, dziś wiem, że wtedy byłem już uzależniony. Dom, jaki chciałem stworzyć, nie udał mi się, gdyż wiem, że cóż byłby to za dom z alkoholem, emocjami, złym myśleniem? Związek, w którym byłem, rozpadł się, a ja zostałem bezdomny. Przez 10 lat byłem osobą bezdomną, moim domem i rodziną był alkohol, kanały, hotele, dworce oraz zakłady karne. W ZK spędziłem 5 lat, ale wiem, że uratowałem tam swoje życie. Tam po raz pierwszy spotkałem się z AA, nie wiedziałem, co to jest, z czym się to je ani czemu to służy? Wiedziałem jedno: byłem nikim, byłem bezdomnym alkoholikiem, którego nawet własna Matka nie chciała znać. Lecz po wyjściu z ZK coś pękło. 20 lutego 2007 roku wyszedłem na wolność, a od 21 lutego 2007 zaczeło się moje nowe życie -trzeźwość, odbudowywanie swoich wartości, których nie znałem. Bardzo zbliżyłem się do Boga, o którym nie wiedziałem prawie nic, bo w domu nie było mowy o Bogu. Dzięki Panu Bogu zacząłem trzeźwieć, odbudowałem więż z Mamą, odzyskałem prawa rodzicielskie względem córki, przeprosiłem rodzinę i tych, których skrzywdziłem. W trzeźwym życiu pragnąłem założyć dom, w którym będą: Bóg - rodzice - dzieci. Po roku trzeźwienia przyjąłem sakrament bierzmowania, w czwartym roku ślubowałem sakrament małżeństwa,. 30 marca 2011 roku Pan Bóg wezwał naszego synka Kazia do siebie w 9 tygodniu ciąży, ale rok póżniej 30 marca w Godzinę Miłosierdzia Bożego dał nam córcię Zosię (wcześniaczka bez powikłań), obecnie żona jest w ciąży z córcią Madzią, na którą czekamy z miłością. Dziś wiem, co to jest DOM. Są to trzy litery, w którym są: DZIECI - OJCIEC - MATKA, ale przede wszystkim BÓG!!! Wspólnie z małżonką modlimy się codziennie, odmawiamy wspólną dziesiątkę różańca, Litanię do Świętej Rodziny, uczymy się miłości, szacunku, staramy się być codziennie na Eucharystii, bo za to, co Pan Bóg dokonał we mnie, jest Mu za co dziękować. Jestem wdzięczny Bogu, że dał mi tyle łask. POGODY DUCHA. Mariusz

  9. teresa

    Panie Jezu, dziękuję Ci za wszystkie moje prośby i za wczorajszą pielgrzymkę tj.15.10. Tak bardzo prosiłam Cię, Jezu, przez Twą Apostołkę o rozwiązanie moich spraw. Ty wszystko, Boże, możesz i wysłuchałeś mnie. Dziękuję za to, że postawiłeś na mej drodze ludzi oddanych TOBIE, księdza Pawła, który był wczoraj z nami u Ciebie oraz za siostrę z waszego ZSMBM Gracjanę,która opowiadała nam o miłosierdziu. Można jej...

    Czytaj całe świadectwo

    Panie Jezu, dziękuję Ci za wszystkie moje prośby i za wczorajszą pielgrzymkę tj.15.10. Tak bardzo prosiłam Cię, Jezu, przez Twą Apostołkę o rozwiązanie moich spraw. Ty wszystko, Boże, możesz i wysłuchałeś mnie. Dziękuję za to, że postawiłeś na mej drodze ludzi oddanych TOBIE, księdza Pawła, który był wczoraj z nami u Ciebie oraz za siostrę z waszego ZSMBM Gracjanę,która opowiadała nam o miłosierdziu. Można jej słuchać było cały dzień. Tak przemawiała do nas przez Ciebie, Jezuniu, o Tobie i Faustynie i o łaskach, których TY udzielasz dla nas wszystkich. Znów wrócę tu do Ciebie. Jezu, ufam Tobie. Miej w opiece moją rodzinę, uzdrów ich dusze i ciało. Nie moja, a Twoja niech się dzieje wola.

  10. paulina

    Byłam w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego na Mszy o uzdrowienie "Promienie miłosierdzia". Otrzymałam tam pewną wskazówkę od kapłana prowadzącego - charyzmatyka. Jestem przekonana, że słowa były skierowane do mnie. Dzięki temu nabrałam w pewnym sensie pewności, że Jezus pragnie mojego szczęścia i uzdrowienia. Problem jednak w tym, że nie mogę się uporać z przeszkodami, które uniemożliwiają działanie łaski we mnie...

    Czytaj całe świadectwo

    Byłam w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego na Mszy o uzdrowienie "Promienie miłosierdzia". Otrzymałam tam pewną wskazówkę od kapłana prowadzącego - charyzmatyka. Jestem przekonana, że słowa były skierowane do mnie. Dzięki temu nabrałam w pewnym sensie pewności, że Jezus pragnie mojego szczęścia i uzdrowienia. Problem jednak w tym, że nie mogę się uporać z przeszkodami, które uniemożliwiają działanie łaski we mnie. Ważne jest więc, żeby chrześcijanie sobie nawzajem pomagali, żeby wspólnoty chrześcijańskie były nastawione na braterską pomoc drugiemu człowiekowi. Człowiek nie zawsze wychowuje się w zdrowym środowisku rodzinnym, nie zawsze ma wsparcie ze strony rodziny i najbliższych.

  11. Grażyna

    Byłam od zawsze blisko BOGA poprzez zdarzenia w moim życiu, jednak to było śmiem dziś twierdzić takie ocieranie się o wiarę. Dziś doświadczam takiej bliskości, niepojętej MIŁOŚCI, GŁĘBI i DOTKNIĘCIA SAMEGO JEZUSA, że NIE sposób to wyrazić. JEGO MIŁOSIERDZIE JEST wyrażane w moich słowach i sposobie bycia. Czuję wszechogarniający pokój i spokój BOŻY, który przepełnia moje serce po brzegi, a ja w pokorze i w modlitwie...

    Czytaj całe świadectwo

    Byłam od zawsze blisko BOGA poprzez zdarzenia w moim życiu, jednak to było śmiem dziś twierdzić takie ocieranie się o wiarę. Dziś doświadczam takiej bliskości, niepojętej MIŁOŚCI, GŁĘBI i DOTKNIĘCIA SAMEGO JEZUSA, że NIE sposób to wyrazić. JEGO MIŁOSIERDZIE JEST wyrażane w moich słowach i sposobie bycia. Czuję wszechogarniający pokój i spokój BOŻY, który przepełnia moje serce po brzegi, a ja w pokorze i w modlitwie do wszystkich świętych - szczególnie św. Faustyny - proszę i dziękuję zarazem za tak mocną przemianę mojej duszy, za otwarte na oścież serce nie tylko dla dobrych ludzi, których spotykam, ale dla tych trudnych, którzy najbardziej potrzebują MIŁOSIERDZIA. Uczę się wciąż kochać tych, którzy mnie prześladują; błogosławię ich i powierzam BOGU. DZIĘKUJĘ CI, O MÓJ SŁODKI JEZU. UFAM TOBIE. KOCHAM CIĘ i proszę PROWADŹ mnie i moje kochane DZIECI i RODZINĘ do świętości, do tego, bym głosiła w radości, w pięknie i w taki sposób jak TY chcesz, DOBRY BOŻE, TWOJĄ CHWAŁĘ. Ucz mnie i prowadź. CHCĘ CI SŁUŻYĆ, PRZEMIEŃ MNIE NA TAKĄ, JAKĄ TY MNIE CHCESZ. Wszystko, co dzieje się ze mną i we mnie, pochodzi OD CIEBIE - NIC NIE JEST MOJE I ZE MNIE! DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO, CO ZE MNĄ CZYNISZ!

  12. Edyta Joanna

    "Przestałem wierzyć, że Bóg może mnie kochać...." - te słowa czyjeś dotykają każdego, dziś odgrzebały wspomnienia i boleści moje. Na różnych etapach naszego życia właśnie brak wiary w miłość męża, żony, rodziny, BOGA jest powodem naszego załamania... Nie widzimy, że to czarne ziarno jest chwastem rzucanym nam wtedy, gdy zdarzy się coś dla nas strasznego, okrutnego. Te czarne drobne kulki przysłaniają nam to, co nas...

    Czytaj całe świadectwo

    "Przestałem wierzyć, że Bóg może mnie kochać...." - te słowa czyjeś dotykają każdego, dziś odgrzebały wspomnienia i boleści moje. Na różnych etapach naszego życia właśnie brak wiary w miłość męża, żony, rodziny, BOGA jest powodem naszego załamania... Nie widzimy, że to czarne ziarno jest chwastem rzucanym nam wtedy, gdy zdarzy się coś dla nas strasznego, okrutnego. Te czarne drobne kulki przysłaniają nam to, co nas otacza, to, co piękne. W sercu jednak tli się lampka nadziei, nadziei na dobre i lepsze dni. I czasami w piękny dzień dopada nas depresja... i ciągle to samo pytanie: "Boże, za co to ? Co dalej? A dzień 7 października, tak jak w 1999 r. tak i dziś 7 październik 2016 r., jest dla mnie i zagadką i bardzo dużą niepewną dla naszej rodziny... dla mnie samej. Co dalej? Czy Duch Święty zapali naszej nadziei świeczkę tak, by nigdy nie zgasła. Nadal nie mogę zajść w ciążę. Nadal coś z chorób wyskakuje i blokuje... Nadal ktoś zwalnia mnie z pracy (bo kolagen z kości wypłynął, bo kręci się mi w głowie, a nikt nie pomyśli, że przez 8-10 godzin pracy bez chwili wytchnienia można zemdleć, nie mówię, że wyjść do toalety trzeba w pośpiechu w pół minuty i dalej na kasę). Dziś nie pracuję, ale serce boli, że zbierałam pieniądze na dom nasz, na własny kąt, by się nie tułać z dzieckiem. I tak ani pracy, ani ciąży, i bez szans na własny dom. Wszystko się skończyło 7 października. Mam jeszcze nadzieję, że coś się zmieni.. na dobre dla nas. Ale ta nadzieja jest tak wątła, słaba. Potrzeba nie tylko modlitwy, ale i szczęścia dla mnie.

Strona dostępna również w językach: 🇩🇪 Deutsch 🇬🇧 English 🇪🇸 Español 🇫🇷 Français 🇮🇹 Italiano 🇵🇹 Português 🇷🇺 Русский 🇸🇰 Slovenčina