Szczęść Boże! Jezu ufam Tobie! Ufam Twojemu miłosierdziu! 20 sierpnia nasz ksiądz Jacek Lubiński zorganizował pielgrzymkę na Jasną Górę w celu podziękowania Matce Bożej za nawiedzenie naszej parafii w kopi obrazu Jasnogórskiego, dokładnie w rok i miesiąc czasu po nawiedzeniu. Bardzo pragnęłam uczestniczyć w tej pielgrzymce, aby podziękować Matce Bożej za jej opiekę i za łaski, jakimi obdarza nieustannie mnie i moją rodzinę. Pragnęłam prosić Ją i Jezusa o dalszą opiekę i o miłosierdzie nad nami, gdy zbłądzimy. Czas na Jasnej Górze poświęciłam modlitwie. Byłam taka szczęśliwa, ponieważ nie miałam towarzystwa, które rozpraszałoby mnie w czasie modlitwy. Podczas Mszy św. stałam bardzo blisko ołtarza zaraz za kratkami. Widziałam Cię, Mateczko, bardzo dokładnie, a jeszcze lepiej, gdy 4 krotnie na kolanach obeszłam Twój Ołtarz. Byłam taka szczęśliwa, że pozwoliłaś mi przyjechać do siebie do miejsca, z którym mam tyle wspomnień, w którym zawsze mnie wysłuchałaś. Tam spełniło się moje marzenie: ok.30 lat temu byłam u Ciebie razem z moim obecnym mężem, z którym jestem po ślubie 28 lat. wtedy nawet nie byliśmy narzeczonymi, ja tylko bardzo byłam w nim zakochana i prosiłam Ciebie i Twojego Syna o pomoc w tej sprawie. Pomoc uzyskałam i mam do dzisiaj. Oczywiście, mam też krzyż, który z miłością noszę, czasem pod nim upadam, ale Pan daje mi siłę, abym ponownie powstała . Wracając do 20 sierpnia do soboty i Jasnej Góry. Powrót był ustalony na godzinę 15.00. Z Częstochowy wyjechaliśmy punktualnie. Po pożegnaniu Matki Bożej śpiewem, jeszcze była modlitwa, w której ja już mniej uczestniczyłam, ponieważ dla mnie zaczął się ból brzucha tak silny, że na przemian robiło mi się ciepło i zimno. Nie wiedziałam co się dzieje. Po godzinie może trochę szybciej, gdy ból nie ustawał, powiedziałam o nim sąsiadce, aby poprosiła księdza lub kierowcę, aby zrobili postój przy najbliższym CPN. W bólu niewiele mogłam dyskutować, więc nic nie zrobiłam, gdy ksiądz stwierdził, że postój będzie dopiero za godzinę. Myślałam, że nie wytrzymam: ból na chwilę przycichał, ale potem wracał ze zdwojoną siłą. Prosiłam Jezusa i Matkę Najświętszą o pomoc, abym dojechała do postoju i aby nic się nie wydarzyło przykrego przy okazji tego bólu. Na szczęście dla mnie dotrwałam do postoju, chociaż wtedy nie rozumiałam tego, że tak długo nie było postoju, dlaczego musiałam cierpieć, jeżeli wystarczyło się zatrzymać, abym mogła skorzystać z łazienki. Nie rozumiałam do momentu, gdy zadzwonił do mnie mąż z wiadomością, że nie wyjedzie po mnie do autokaru, ponieważ jest ze swoim bratem na pogotowiu. Wtedy dowiedziałam się, że brat jego Andrzej obkaszał na wsi, na swojej posiadłości, podwórko i nie wyłączając kosiarki, wyciągał trawę. W prawej ręce kosiarka wciągnęła mu 2 palce najprawdopodobniej do połowy /jeszcze tego nie widziałam, cały czas nosi bandaż/. Była godzina 20.00. Wypadek zdarzył się przed godziną 16.00. Jadąc autokarem do domu, po telefonie od męża rozpłakałam się, bo zrozumiałam swój ból. Zrozumiałam, że to Matka Najświętsza mi go zesłała, aby mój szwagier, ojciec dwójki synów, jak najmniej ucierpiał w czasie wypadku. Zawsze proszę Boga, aby oszczędzał moją rodzinę, proszę, abym ja za nich mogła cierpieć, jeżeli jest to możliwe. Wierzę, że mój ból był za mojego szwagra, że Bóg mnie wysłuchał. Ponieważ to była niedziela i jeszcze Godzina Miłosierdzia, zawsze im powtarzam aby w Dzień Święty unikali prac przy, których można ulec wypadkowi. Nie ustrzegłam ich, bo mnie nie było i nie było komu ich ostrzec. Dziękuję Bogu, Matce Najświętszej i Jezusowi Miłosiernemu, że ten wypadek tylko tak się skończył. Dziękuję za mój ból, który ofiarowałam jako dziękczynienie za mojego szwagra, że mimo wszystko Matka Najświętsza czuwała nad nim, i za to, że znowu mnie wysłuchała. Pragnę, aby wszyscy umieli zaufać Matce Najświętszej i Jezusowi. Dziękuję Ci, św. Siostro Faustyno, bo to Ty nauczyłaś mnie cierpienia i nauczyłaś mnie, aby to cierpienie ofiarowywać za innych. Amen.