Jezu Miłosierny, Ty wszystko wiesz! Nawet to, jak przyciągnąć nas do Siebie, kiedy tego potrzebujemy, nie wiedząc nawet jeszcze o tym... Od wielu lat moja rodzina nie chodziła do kościoła (nie licząc okazjonalnych uroczystości jak śluby czy chrzciny). Z domu rodzinnego wyniosłam przekonanie, że nigdy nie będę zmuszać swoich dzieci do chodzenia do kościoła itp. bo "co ludzie powiedzą", ojciec alkoholik, który swoim nałogiem zniszczył nam dzieciństwo i młodość. Matka, która bardziej od tego, co myślą jej dzieci, skupiała się na zachowywaniu pozorów "przyzwoitej rodziny" przed światem; brat, który po nagłej śmierci ojca przejął "pałeczkę" i popadł w alkoholizm - do dnia dzisiejszego usprawiedliwiany jest przez matkę... Mój ślub to była ucieczka przed patologią domu rodzinnego. Pragnęłam wreszcie poczucia bezpieczeństwa i normalności w życiu. Wydawało mi się, że to wszystko mam: własny dom z ogródkiem, dobry mąż, dwoje zdrowych dzieci, praca, może nie taka, jak by się chciało, ale zawsze. Nic nam nie było potrzebne, byliśmy samowystarczalni na miarę swoich możliwości. Dla Boga jakoś zabrakło czasu i miejsca... Pewnego dnia wszystko się zmienilo: mąż stracił swoją firmę, groziła nam licytacja komornicza, zaciągnęliśmy kredyt pod zastaw domu, by jakoś się ratować. Pomogli nam obcy ludzie. W pracy zaczęło się wszystko psuć, bałam się, że stracę pracę. Nie układało nam się, mąż obwiniał się, że przez niego wpadliśmy w długi. Ja chciałam zostawić rodzinę i wyjechać "za chlebem", żeby odbić się finansowo od dna i wyjść na prostą. Bałam się, co będzie z nami, z dziećmi, z domem w razie choroby lub śmierci któregoś z nas. Miałam cichy żal do męża, że przez 20 lat nie zabezpieczył materialnie rodziny, a wręcz przeciwnie, popadlam w nerwicę i depresję. Na domiar złego okazało się, że jestem w ciąży! Mając dobrze po 40-tce! Postanowiłam, że w tej sytuacji nie urodzę tego dziecka, mąż mnie poparł. Zawsze mieliśmy "nowoczesne poglądy", wyśmiewaliśmy oszołomów od pikiet antyaborcyjnych, moherowe berety, Chazana, księży i innych, co to sami nie wiedzą, o czym mówią... . Byłam o włos od "rozwiązania problemu". Niespodziewanie znów dzięki osobie trzeciej bardzo religijnej zaczęłam się zastanawiać. Potem okazało się, że dziecko ma już 7 tygodni i bijące serduszko... po kolejnych 7 tygodniach, gdy oswajalismy się z myślą, że jednak będziemy mieć dziecko, okazalo się, że będzie najprawdopodobniej miało wadę genetyczną. Lekarz powiedział, że prawo pozwala usunąć w takim przypadku ciążę. Ja, która parę tygodni wcześniej nie zastanawiałam się nad tym "przecież tylko zlepkiem komórek", teraz bardzo pokochałam i z całego serca pragnęłam mieć to dziecko. Padłam na kolana i błagałam wszystkich świętych i każdego, który by się "nadawał", o pomoc. Moja chrzestna matka, bardzo religijna osoba, opowiedziała mi o Nowennie Pompejańskiej. Zaczęłam zaraz odmawiać, a moje dziecko poruszyło się wtedy po raz pierwszy pod mym sercem! Odmawiałam też Koronkę do Miłosierdzia Bożego, nowennę do Jana Pawla II oraz litanie do św Józefa. Zaczęliśmy z mężem chodzić do kościoła, błagajac o miłosierdzie dla nas i naszego nie narodzonego dzieciątka. Nasz młodszy syn również dołączył do nas. Wyniki okazały się pomyślne, choć i tak nie wszystko dało się wykluczyć. Pod koniec pojawiły się komplikacje, ale dzięki codziennym modlitwom i zawierzeniu siebie i rodziny Królowej Różańca Świętego i Bożemu Miłosierdziu wszystko skończyło się szczęśliwie. Urodziłam zdrową córeczkę, która mimo trudnych chwil i kłopotów finansowych spędzających sen z oczu jest naszą małą iskierką, która rozpaliła na nowo naszą miłość,nadzieję na lepsze jutro, to najwspanialszy dar od Boga, który wiedział, co dla nas będzie najlepsze. Dziś, w co trudno uwierzyć naszym "dawnym znajomym", staramy się jak najczęściej chodzić do kościoła. Syn jest ministrantem!!! Uczy się wzorowo, choć nigdy przedtem tak nie było. Codziennie odmawiam różaniec i Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Moje dolegliwości i lęki wyciszyły się bez pomocy psychotropów, jakie musiałam brać kiedyś, żeby w miarę normalnie funkcjonować. Odmówiłam już 3 Nowenny Pompejańskie, co kiedyś było by niewykonalne nawet przy całym jednym różańcu... Nie myślałam, że te dwie modlitwy tak odmienią życie moje i mojej rodziny. Na przemianę czeka jeszcze drugi syn, ale w jego intencji rozpoczęłam już nabożeństwo 9 pietwszych sobót :) "...dla Boga nie ma bowiem nic niemożliwego"