Mój kochany Jezu, jest tak dużo, by powiedzieć Tobie. Ale Ty już to wszystko wiesz. Dałeś mi tak wiele. A ja nawet tego nie umiem w pełni wykorzystać. Tak wiele osób pragnęłoby mieć przynajmniej część tego, co Ty dałeś mnie. Wiesz dobrze i znasz, jakie mam serce. Dałeś mi je za duże. Czasem nie ogarniam tego wszystkiego. Wielkie rzeczy postawiłeś przede mną. Już kiedyś Ci to mówiłem: czy aby na pewno dobrze wybrałeś, wybierając mnie do tych spraw? Jestem grzesznikiem. I mimo, że podnoszę się od czasu do czasu, to "grzeszna strona" trzyma mnie w mocy. Marzę, że kiedyś odejdę z tego świata, dając największe z możliwych świadectw, jak bardzo Ciebie kocham. Nie mogę pisać, bo serce jednocześnie czuje radość, że tak wiele mam od Ciebie wsparcia, smutek, że ciągle grzeszę i niezmierzony ocean miłości, który lada chwila wedrze się do mojego umysłu i serca. Boję się, że w nim utonę... Ludzie, którzy to czytacie, ja powiem Wam jedną rzecz i niech to będzie moje świadectwo: Gdziekolwiek kroczę, cokolwiek mnie w życiu spotyka, te dobre i złe rzeczy, to On, zawsze jest ze mną. Czasem myślę przez chwilę, że już nie ma nadziei, ale On zawsze jest wtedy, kiedy ja, człowiek, już nie umiem znaleźć drogi. I tak od dziecka. Każdego dnia pozwala mi doświadczyć wielu rzeczy, ale w momentach krytycznych zawsze jest. I proszę, nie myślcie, że to tylko słowa. Ja nie umiem opowiedzieć piękna i mocy tej przyjaźni. Ale tak jest. Jest mi żal, że oprócz tak wielu dobrych rzeczy, talentów... dostałem także coś, z czym chyba będę walczył przez całe moje życie. Jestem grzesznym człowiekiem. Najgorsze jest to, że umiem to rozpoznać, ale nie umiem zwalczyć grzechu na zawsze. Niestety, nie mogę opowiedzieć Wam więcej, mimo iż powinienem. Musi pozostać to tajemnicą. Kocham Was wszystkich i pracuję nad wieloma sprawami, żeby Wam również żyło się lepiej.