Jezu Miłosierny, dziękuję Ci za 85 lat życia ukochanego ks. kanonika Stanisława oraz jego święte kapłaństwo. Jezu, wielbię Cię za to, że dane nam było spotkać go na swojej drodze życiowej, a szczególnie za to, że mogliśmy mu towarzyszyć w ostatnich dniach jego ziemskiego życia! Ten święty kapłan i dobry pasterz przemienił życie nas wszystkich. Jezu, ufam Tobie! Ty, Panie, natchnąłeś nas, byśmy pojechali do księdza w piątek. Wtedy pogotowie zabrało go do szpitala. Jechaliśmy za nim i modliliśmy się do Matki Bożej Fatimskiej (to było 13 maja)o to, żeby przeżył, żebyśmy się mogli z nim pożegnać i być przy nim w trudnym momencie. W szpitalu podano księdzu kroplówkę i poczuł się znacznie lepiej, usiadł i zobaczył nas zatroskanych w drzwiach - uśmiechnął się i podniósł rękę, dając znak, że się cieszy! Potem przewieziono go do innego szpitala. Wsiadając do karetki pogotowia, powiedział nam dokąd go zabierają, a my uspokoiliśmy księdza, że też tam pojedziemy! W nowym miejscu zastaliśmy go w sali z innymi chorymi. Ksiądz był zadowolony i spokojny, zauważył, że na ścianie wisi Krzyż i Obrazek Jezusa Miłosiernego. Skomentował to jednym zdaniem: "Jaki pobożny pokoik!". Czuł się coraz lepiej, poprosił nawet o zupę i herbatę. My też z małżonkiem byliśmy spokojni i wdzięczni Matce Bożej, że nie pozwoliła mu wtedy umrzeć. Następnego dnia stan zdrowia księdza się pogorszył, zastaliśmy go podłączonego do kroplówki, miał torsje, nie chciał jeść. Podaliśmy mu herbatę i widać było, że to przyniosło ulgę w cierpieniu. Małżonek poprawił mu pościel i wybrał dogodne położenie łóżka. Ksiądz długo z nami rozmawiał, była to szczera i bardzo wzruszająca rozmowa, wspominał wszystkich bliskich, prosił o to, żeby się z nimi komunikować, wymieniał imiona i nazwiska przyjaciół, prosił o złożenie życzeń solenizantkom (pani Zofii) w jego imieniu w dniu następnym. Kilka razy się z nami żegnał i jeszcze kilka razy zatrzymywał, np. prosił o nalanie herbaty do kubka "z dziubkiem", którą zostawiał sobie na noc, ściskał rękę, uśmiechał się, pozdrawiał, przekazywał ukłony swoim bliskim, pytał o nich, kto ostatnio dzwonił, kto pisał... Wyszliśmy ze szpitala uspokojeni, napełnieni radością i pokojem... Rano w niedzielę o godz. 9.15 ksiądz Stanisław odszedł do domu Ojca. Na podstawie wypowiedzi pielęgniarki i lekarza należy sądzić, że była to spokojna i pokorna śmierć - taka sama, jak całe jego święte życie! Koło południa przyjechaliśmy do szpitala i zastaliśmy puste łóżko... I wtedy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że dzień wcześniej Ksiądz się z nami pożegnał na wieczność!!!Pozostawił piękny testament - wyznaczył zadanie, byśmy się wszyscy spotkali na jego pogrzebie, dotarliśmy do wszystkich przyjaciół i bliskich księdza, udało się ich powiadomić, chociaż większość osób była znana tylko z listów, emaili i rozmów telefonicznych, nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy i nie poznaliśmy osobiście! To niewiarygodne, że ksiądz w taki sposób nas przygotowywał i połączył. Od tej chwili jesteśmy już rodziną Księdza!!! Połączoną w modlitwie, Komunii i wspomnieniach związanych z ks. Stanisławem!!! Za to, Panie, dziękujemy Ci z całego serca. Daj siły i wiarę, byśmy na co dzień dawali świadectwo tych wartości, które przekazał nam ks. Stanisław!!! Pozwól, Jezu, żyć na wzór tego kapłana, a jemu otwórz niebo i daj piękne mieszkanie w domu miłosiernego Ojca! Wzruszenie i emocje nie pozwalają mi już przelewać myśli na papier. Kocham Cię, Jezu, ufam Tobie i dziękuję. Barbara