Wszystkim "Szczęść Boże". Moja historia rozpoczyna się 15 listopada 2015 roku. Ja, nie dbająca o to, czy będę w kościele, nawet w niedzielę.... usłyszałam diagnozę: guz mózgu. Operacja, badania, kolejna diagnoza: przerzut do mózgu czerniak... Powiem tak: niby katoliczka, chrześcijanka, a jednak nie ciągnęło mnie tak bardzo, by być w kościele; modliłam się na swój sposób, bardziej pobieżnie niż z serca, że wypada, dopiero teraz, będąc po radioterapi i licznych wyczerpujących badaniach zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo mam ułomne ciało i jak bardzo potrzebuję Boga, Matki Boskiej oraz Jezusa. Zaczęłam się modlić tak na poważnie i chociaż długo, bardzo długo zwlekałam z nowenną pompejańską, to w końcu stało się coś, czego nie umiem wytłumaczyć: to "coś" kazało mi ją mówić. Prawie ją kończę i mogę powiedzieć, że dała mi siłę, chociaż i tak dalej jestem ułomna, bardzo ułomna, i moja wiara jest labilna. Sama się na to łapię, staram się modlić o siłę do tego, żeby nie zwątpić, bo moc Boga i Jezusa jest ogromna, tylko ja, grzesznik, niestety, czasem nie dopuszczam do siebie takich myśli, że Bóg jest, pomaga mi z ukrycia, dodaje sił, ale pozwala też wybierać, którą drogą chcę pójść. I tak, żyjąc w nieformalnym związku, mam problem ze spowiedzią św., gdyż jestem w pełni świadoma, iż nie dostanę rozgrzeszenia, to i tak proszę i modlę się o siłę, żebym kiedyś mogła chociażby porozmawiać z kapłanem, żebym mogła zrzucić z serca swoje grzechy, wtedy może będzie mi lżej. Mogę zapewnić ze swojej strony, że bombardowanie św. Jana Pawła II, św. Rity, o. Charbela bł. Marii Angelii Truszkowskiej oraz ojca Pio przyniosły efekty. Na dzień dzisiejszy jestem zdrowa, ale i tak mam wyrzuty, że moja wiara jest tylko kroplą w morzu bezgrancznej miłości Jezusa Boga i Matki Boskiej i proszę wszystkich o modlitwę, bo nic nie zdziałamy w życiu bez Boga i pomocy z Nieba, nic nie uda się osiągnąć. Wiem po swoim przykładzie, dlatego polecam modlitwę, nawet swoją, wymyśloną, krótką i szczerzą. Łączmy się w niej i prośmy o łaski. Szczęść Boże