Izabela
Siedem lat latem moja mama dostała wylewu. Wylew był tak rozległy, że lekarze nie dawali nam żadnym możliwych nadziei. Mam dużą rodzinę: tatę, dwójkę rodzeństwa, męża, dzieci oraz sześcioro rodzeństwa mamy z ich przyległościami. Sprawialiśmy kłopot personelowi medycznemu, było nas zawsze u mamy ponad przyjętą normę. Modliliśmy nad jej łóżkiem Koronką do Miłosierdzia Bożego. Tak mijały godziny....potem dni. Nie...
Czytaj całe świadectwo
Siedem lat latem moja mama dostała wylewu. Wylew był tak rozległy, że lekarze nie dawali nam żadnym możliwych nadziei. Mam dużą rodzinę: tatę, dwójkę rodzeństwa, męża, dzieci oraz sześcioro rodzeństwa mamy z ich przyległościami. Sprawialiśmy kłopot personelowi medycznemu, było nas zawsze u mamy ponad przyjętą normę. Modliliśmy nad jej łóżkiem Koronką do Miłosierdzia Bożego. Tak mijały godziny....potem dni. Nie przestawaliśmy się wspólnie modlić. Po czternastu dniach mama się obudziła, została odłączona od komputera. Za kilka dni wypisano ją ze szpitala. Kiedy dziękowaliśmy jako rodzina lekarzowi prowadzącemu powiedział, że przypadek mamy jest dowodem "że cuda się zdarzają" gdyż wylew był tak obszerny, że pień mózgu pływał we krwi, a z tego się nie wychodzi. Wtedy obiecałam Bogu, że będę regularnie odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Mama nie nosi na sobie znamion wylewu, chodzi, mówi itp.